Ból na trasie będzie warty widoków. Jagoda Wąsowska i Piotr Falkowski tuż przed startem w Dolomiti Extreme Trail. - RUNANDTRAVEL.pl
Dolomiti Extreme Trail _5

9 czerwca 2017 By GÓRY & ULTRA, Slider With 1256 Views

Ból na trasie będzie warty widoków. Jagoda Wąsowska i Piotr Falkowski tuż przed startem w Dolomiti Extreme Trail.

53 km i +3800 m przewyższenia. Tyle do pokonania będą mieli już jutro Jagoda Wąsowska i Piotr Falkowski, którzy startują w Dolomiti Extreme Trail w Val di Zoldo we Włoszech. Zapraszamy na krótką relację przedstartową Piotra.

Autor: Piotr Falkowski

Dolomiti Extreme Trail. Nazwą imprezy początkowo w ogóle się nie przejąłem. Organizatorzy wymyślają różne, żeby się bieg fajnie nazywał. Choć… przewyższenie +3800 m zrobiło wrażenie. W końcu to tyle, co na 80-kilometrowym Rzeźniku, a DXT liczy sobie tylko 53 km (dystans, na którym startujemy, bo są jeszcze 23 km i 103 km).

Jagoda przed startem Dolomiti Extreme Trail 2017 / fot. archiwum prywatne

Jagoda przed startem Dolomiti Extreme Trail 2017 / fot. archiwum prywatne

Kolejne wrażenia przyszły już w Dolomitach. Przyjechaliśmy z Żoną w Dolinę Zoldo 6 dni przed biegiem. Potrenować i poznać teren. My w Dolomitach pierwszy raz, a wszyscy mówili, że piękne. Kłamali. Dolomity są obłędne, bajeczne i magiczne! Choć kochamy z Jagódką wszystkie góry, w tych zakochaliśmy się na absolutny zabój już w końcówce podróży serpentynami. Wiem, że w sobotę będzie bardzo ciężko, ale wiem też, że będzie nieprzyzwoicie wręcz pięknie. I każde zmęczenie, każdy ból będzie warty widoków.

Dolomiti Extreme Trail _9
A bólu i zmęczenia będzie pod dostatkiem. Przekonał nas o tym rekonesans początku trasy, odcinek do przełęczy Duran na 14 kilometrze. Podejścia długie i wymagające, zbiegi (a raczej ścieżki w dół, bo zbiegać specjalnie się nie da) paskudne – wąziutkie, szalenie kręte, bardzo kamieniste i z mnóstwem korzeni. Góra-dół, wysiłek fizyczny i psychiczny, bo cały czas trzeba być maksymalnie skoncentrowanym, chwila nieuwagi grozi bolesną wywrotką. Podłoże kamieniste, bolesne dla stóp, wciąż w cieniu potężnych białych skał, które w słońcu (a w końcówce tygodnia ma nieźle przysmażyć) zaatakują nas gorącem i zabójczym dla oczu blaskiem.

Dolomiti Extreme Trail _8
Po tym treningu wiem już, dlaczego odpowiedzialny za trasę Raffaello, którego poznaliśmy w niedzielny wieczór w knajpce w Forno di Zoldo, określił DXT jako bieg „very, very extreme”. Chyba ma chłop rację, bo tak jak napisałem ma być do mniej więcej 30 kilometra.

Dolomiti Extreme Trail _3

Najtrudniejsze nawet fragmenty mają jedną zaletę: widoki. Kosmos. Chce się zatrzymać, usiąść, machnąć ręką na limity, czas, metę i całkiem fajne buty, które sponsor Haglofs zapewnia finiszerom. I gapić się przed siebie, na fenomenalnie wyrastające masywy wielkie na 3, a nawet 3,5 tysiąca metrów.

Dolomiti Extreme Trail _4

Dzień później poznaliśmy końcowe kilometry trasy. To będzie 6-kilometrowy zbieg z Monte Punta do Pieve di Zoldo najpierw wąskim trawersem, potem szerokim leśnym szlakiem. Podłoże fajne, trochę korzeni i błotka, na które trzeba uważać, ale bardzo przyjazne dla zmęczonych, może nawet skatowanych już stóp.

Dolomiti Extreme Trail _10

Monte Punta to widokowa wisienka na torcie. Pomyślałem, że nawet zatwardziały ateista może tam uwierzyć w istnienie Boga. Stoisz na wierzchołku 1952 m n.p.m., a otaczają cię jeszcze wyższe szczyty. Gdzie nie spojrzysz – przepiękna góra. „Wooow!” napisał tylko nasz syn, gdy wysłałem mu zdjęcia i nakręcony telefonem filmik.

Dolomiti Extreme Trail _11

Bieg, nie taki przecież znowu długi, zapowiada się na najtrudniejszy w życiu. Chcemy z Jagódką pobiec razem, by potrenować wspólny bieg przed wrześniową setką na CCC wokół Mt. Blanc i pierwszy raz w ogóle myślę o limicie, chociaż 13 godzin na 53 kilometry wydaje się czasem wystarczającym aż nadto. Na tej trasie chyba tylko się wydaje. Będzie więc dużo bólu, ale będą też szczęście i duchowe przeżycia, bo tak obłędnych widoków nie spotkałem jeszcze nigdzie.

Dolomiti Extreme Trail 13

Organizacyjnie impreza zapowiada się świetnie. Trasa od tygodnia już oznakowana i to doskonale, praktycznie ani przez chwilę nie mieliśmy wątpliwości, gdzie się kierować. Szarfy, przeróżne odblaskowe taśmy, znaki farbą plus stałe oznaczenia szlaków tam, gdzie trasa biegnie szlakami, bo czasami z nich zbacza. Punkty (to ponoć, bo dopiero zobaczymy) zaopatrzone bogato. Strefa mety w Pieve zbudowana od niedzieli, a zlokalizowane w niej biuro zawodów działa już od środowego popołudnia.

Jagoda, Corrado (dyrektor biegu) i Piotr / fot. archiwum prywatne

Jagoda, Corrado (dyrektor biegu) i Piotr / fot. archiwum prywatne

Interesem zarządza drobny, niepozorny, ale świetnie nad wszystkim panujący, wciąż uśmiechnięty direttore Corrado. Dziewczyny, z wszechobecną Lilią „mów mi Lili”, przesympatyczne i pomocne, roześmiane i rozkrzyczane jak to Włoszki i nawet mówią po angielsku, co w Italii zjawiskiem powszechnym raczej nie jest (tu w północnej łatwiej nieco z niemieckim).

Dolomiti Extreme Trail _2

Miejsce startu też od kilku dni gotowe, brama stoi, a centrum miasteczka obwieszone banerami sponsorów. I wszyscy straszliwie sympatyczni, uśmiechnięci i pomocni. Żyć nie umierać, przebiec i nie umrzeć, nie dać się zabić ekstremalnej trasie Dolomiti Extreme Trail. No to trzymajcie za nas kciuki! :-)

Więcej informacji o tegorocznej edycji Dolomiti Extreme Trail znajdziesz na naszej stronie >> TU

Zapraszamy również do przeczytania relacji polskich biegaczy, którzy brali udział w Dolomiti Extreme Trail w 2016 roku >> TU

Zapraszamy na stronę biegu >> TU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *