2 października 2017 By AZJA, Slider, ŚWIAT With 804 Views

Ladakh Marathon 2017 – piękny kawałek asfaltu u stóp indyjskich Himalajów

W 2013 r. po długim trekkingu w indyjskich Himalajach usiedliśmy z mężem w barze ubrani w koszulki jednego z polskich maratonów. Podszedł do nas chłopak i zapytał, czy przyjechaliśmy na maraton. Padła krótka odpowiedź “nie”… ale popatrzyliśmy na siebie z błyskiem w oku. Tak, to prawdopodobnie wtedy zapadła decyzja, że kiedyś to zrobimy. I kiedy zastanawialiśmy się nad planami wakacyjnymi na 2017 r. i w końcu padło na powrót do Indii, wiedzieliśmy, że to musi być ten moment – biegniemy Ladakh Marathon!

Autorka: Iza Gajewska

fot. Iza Gajewska

Leh to pięknie położona miejscowość – stolica regionu Ladakh  – która znajduje się na ok. 3500 m n.p.m. i to właśnie tu we wrześniu odbywa się Ladakh Marathon. Impreza rozgrywana jest na kilku dystansach. Rozpoczyna się od biegu Khardungla Challenge (72 km), który organizator określa mianem najwyższego ultramaratonu na świecie. W trakcie biegu zawodnicy muszą wbiec m.in. na przełęcz o wysokości ponad 5300 m. Kolejnego dnia startują uczestnicy maratonu, półmaratonu i biegu na 7 km.

Ladakh jest najbardziej na północ wysuniętą częścią Indii, często nazywaną Małym Tybetem. Znajdziemy tu piękne i surowe krajobrazy, wysokie przełęcze, niebezpieczne urwiste drogi i niesamowite świątynie buddyjskie. Kto nie chciałby tu pobiegać…? Tylko nie jest to takie proste, szczególnie ze względu na sporą wysokość. Aklimatyzacja jest niezwykle ważna, jeżeli planujesz wziąć udział w którymkolwiek z biegów. Organizator zaleca spędzenie ok. 10 dni w tym rejonie, a uczestnikom Khardungla Challenge nawet dwa tygodnie. Czas, jaki jest potrzebny na dobrą aklimatyzację jest sprawą indywidualną, często zależy od wytrenowania, ogólnej kondycji, niektórzy będą potrzebowali kilku dni, inni kilkunastu. Leh położone jest na 3500 m, a przełęcz Khargung La, przez którą przebiegają uczestnicy ultramaratonu na wysokości 5300 m. Dla człowieka z nizin jest to niebagatelna wysokość, do której trzeba „przyzwyczaić” organizm. Zbyt gwałtowne zdobycie wysokości może prowadzić do utraty apetytu, bólu głowy, nudności, wymiotów, kłopotów ze snem, osłabienia czy zaburzeń widzenia, a w najgorszym przypadku obrzęku płuc lub mózgu i śmierci. Wraz ze wzrostem wysokości rozrzedza się powietrze i dostępna ilość cząsteczek tlenu w oddechu maleje. Aby w wystarczający sposób dotlenić organizm, szybkość oddechu, nawet podczas odpoczynku, musi wzrosnąć. Pierwszą reakcją organizmu na spadek zawartości tlenu w powietrzu jest wzrost liczby oddechów na minutę. Wzrasta również głębokość oddechu. Zdecydowanie udział w tym biegu jest to sprawdzian wytrzymałości organizmu i niesamowita przygoda. My zdecydowaliśmy się na udział w maratonie. Na bieg zapisaliśmy się w czerwcu i do września mieliśmy czas na znalezienie tanich lotów, zaplanowanie wakacji i aklimatyzacji. Start w maratonie poprzedziliśmy trekkingiem na kultowej trasie z Darcha do Lamayuru. Wędrówkę rozpoczęliśmy 20 sierpnia, a zakończyliśmy 5 września, pokonując ponad 240 km. Cały czas znajdowaliśmy się na wysokości od 3500 do 5100 m. Dni od 5 do 9 września spędziliśmy w Leh, głównie odpoczywając. Tak długi okres na dużej wysokości pozwolił nam się dobrze zaaklimatyzować.

fot. Iza Gajewska

Biuro zawodów zlokalizowane było przy jednym z hoteli w Leh. Był to nieduży namiot, w którym krzątało się kilka osób. Żadnych kolejek, miłe pogaduchy. W kolejnym namiocie pomiar stężenia tlenu we krwi (dla maratończyków nieobowiązkowy). Moje badanie pokazało 98%, co było doskonałym wynikiem i dodało mi skrzydeł, Marcina 97%. W pakiecie znaleźliśmy: imienny numer startowy, koszulkę techniczną, mapę oraz worek na depozyt.

fot. Iza Gajewska

fot. Iza Gajewska

fot. Iza Gajewska

Pamiętając, że to Indie, musieliśmy uważać na to, co jemy, szczególnie przed startem. Trzeba było zapomnieć o surowych owocach i warzywach oraz uważać na niebutelkowaną/nieodkażoną wodę. Wieczorem dzień przed maratonem zdecydowaliśmy się jedynie na „kanapki” z chlebkami z małej piekarni i dżemem z moreli i rokitnika (PYCHA). A rano przed biegiem pieczywo tostowe z dżemem i banany.

fot. Iza Gajewska

Trasa maratonu jest w całości asfaltowa. Start i meta znajdują się w tym samym miejscu. Początek trasy (ok. 3-4 km) to mocno w dół, potem prawie płasko i pod koniec 3-4 km podbieg. Charakterem Ladakh Marathon przypomina z naszego podwórka Maraton Podhalański. Asfalt, ale lekko pofalowany, piękne panoramy, małe miejscowości, do których zwykły turysta nie dociera. Na dołączonej do pakietu mapce zaznaczono atrakcyjne miejsca i oczywiście umiejscowienie punktów z wodą, itp.

Widoki na trasie niezapomniane – trasę poprowadzono m.in. przy klasztorach buddyjskimi (Stakna i Thikse) oraz pałacu w Shey. Dwukrotnie przebiegało się także po mostkach nad Indusem, na których powiewały flagi modlitewne.
Punkty odżywcze, a było ich 14, były dobrze wyposażone, z fantastycznymi, niezwykle pomocnymi wolontariuszami. Na każdym punkcie dostępna była woda (małe, zamknięte buteleczki), na co drugim punkcie izotonik (w kartonikach ze słomką), a z jedzenia banany, batoniki czekoladowe i ciasteczka, a w drugiej części trasy nawet kanapki i tortille z warzywami i nie wiem, czym jeszcze (nie spróbowałam, chociaż wolontariusz biegł za mną z kanapką i kilka razy pytał, czy naprawdę nie chcę), gdzieś na trasie był punkt z daktylami, a w innym miejscu sprzedawca z małego sklepu wyszedł z pudełkiem landrynek. W dużym skrócie, z głodu się nie padnie i o wodę też nie trzeba było się martwić. Na kilku punktach obsługa medyczna bacznie przyglądała się biegaczom, a zaraz za stolikami z jedzeniem i piciem stały butle z tlenem. Na trasie wolontariusze na rowerach i motocyklach troszczyli się o bezpieczeństwo uczestników.

Iza Gajewska na trasie maratonu /fot. materiały organizatora

Zbliżając się do mety po niesamowicie długim podbiegu, zdobywamy wzniesienie, z którego widać metę. Długi odcinek i chociaż jest bardzo dużo kibiców to nie ma siły, żeby szybciej przebierać nogami. Za linią mety dostajemy pamiątkowy medal, torbę z posiłkiem regeneracyjnym (orzeszki, batonik, serek topiony, soczek, ciasto), wodę, banana i jabłko.

fot. Iza Gajewska

Pogoda nam dopisała. W tym okresie panuje szczyt sezonu turystycznego i z dużym prawdopodobieństwem można spodziewać się słonecznej pogody (trzeba pamiętać o kremie z filtrem). W trakcie biegu temperatura oscylowała od 10 do ok. 25 stopni, ale przed startem, który jest o 6 rano, mogło być mniej niż 10 st. My idąc na start wciągnęliśmy czapki i kurtki. Dobiegając do mety z kolei czuć palące słońce i nagrzany asfalt, a odczuwalna temperatura mogła sięgać ok. 30 st. Organizacja startu/mety, depozytów i toalet w stylu indyjskim, na pół godziny przed startem w namiocie z depozytami nie było nikogo, toalety nie mogłam znaleźć, a gdy zapytałam, dumnie wskazano miejsce za płotem, gdzie (daruje szczegółowe opisy) stało kilka mini namiotów nad dziurą w ziemi dla pań i lejkiem dla panów.
Atmosfera biegu, serdeczność biegaczy, wolontariuszy i kibiców na trasie, których było naprawdę dużo, to coś niesamowitego. Po biegu nie sposób szybko wrócić do pokoju, rozmowy z innymi biegaczami nie mają końca.

fot. Iza Gajewska

fot. Iza Gajewska

fot. Iza Gajewska

Wyniki najlepszych maratończyków w tym roku: Shabir Hussain – 3:06:07 (najszybszy mężczyzna), Jigmet Dolma – 3:18:56 (najszybsza kobieta). Nasze wyniki – Marcin Gajewski 4:13:21 (20 miejsce open, 16 w kategorii mężczyzn i 6 w kategorii obcokrajowców) i Iza Gajewska 4:53:39 (41 miejsce open, 8 w kategorii kobiet i 4 w kategorii kobiet obcokrajowców).

  • Zapisy: organizator określa limity wieku dla poszczególnych biegów, kategorie dla mieszkańców Ladakhu, pozostałych mieszkańców Indii oraz obcokrajowców. Podczas zapisów na maraton należy przekazać informację o udziale w co najmniej 1 maratonie lub 2 półmaratonach w przeciągu ostatnich 2 lat dla zapisujących się na Khardungla Challange 2 maratony lub biegi powyżej 70 km w ostatnich 5 latach.
  • Opłaty: w 2017 dla obcokrajowców 30$ (7km), 40$ (półmaraton), 65$ (maraton), 120$ (Khardung La Challenge)
  • Pakiet startowy: numer startowy z chipem, pamiątkowa koszulka, punkty odżywcze na trasie, posiłek regeneracyjny na mecie, medal
  • Strona organizatora >>> TU 
  • Fan page biegu >>> TU 

7. edycja imprezy odbędzie się 8 września 2018 roku.

Zdjęcie „otwarciowe” >>> materiały organizatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *