8 września 2018 By Europa, Slider With 1134 Views

Purcari Wine Run 2018, czyli biegiem przez mołdawską winnicę. Relacja.

Kilka lat temu, kiedy wybieraliśmy się na Pogoń za Bobrem, bieg organizowany w ramach Maratonu Wigry, ktoś zapytał nas, czy jest sens jechać prawie 300 km, żeby przebiec 13. Nie widzieliśmy w tym żadnego bezsensu. I nadal nie widzimy. Pokonaliśmy więc ponad 800 km (bezpośrednia odległość pomiędzy Kiszyniowem a Warszawą wynosi 808 km), żeby pobiec 10 km w ramach Purcari Wine Run w Mołdawii. Nie ilość kilometrów się liczy, ale atmosfera, możliwość poznania nowych miejsc, nowych ludzi, spróbowania lokalnych potraw… W końcu jesteśmy nie tylko run, ale i travel.

10.09.2018 r.

Tekst i zdjęcia: Monika Bartnik, Andrzej Gałązka (www.runandtravel.l)

Purcari to mołdawska wieś pięknie położona w dolinie Dniestru, w pobliżu granicy z Ukrainą, zaledwie 30 km od Morza Czarnego i 120 km od stolicy Mołdawii – Kiszyniowa. Właśnie w takiej lokalizacji położona jest najstarsza mołdawska winnica Chateau Purcari.

Jej historia sięga 1827 roku, kiedy to Car Rosji Mikołaj I wydał specjalny dekret nadający Purcari status pierwszej wyspecjalizowanej wytwórni win w Besarabii i tak właściciele winnicy stali się mołdawskimi bojarami (baronami). W 1847 r. na Targach Rolniczych w Besarabii winnica Purcari otrzymała pierwszy złoty medal. W 1878 roku wina z Purcari gościły na zamkniętej degustacji wina na paryskim World Expo. Francuscy eksperci byli pod wrażeniem wytrawnego wina o intensywnym rubinowym kolorze. Byli pewni, że jest to nowe wino Bordeaux. Jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że wino pochodzi z małej wioski nad brzegiem Dniestru. W ten sposób wino Negru de Purcari zdobyło swój pierwszy złoty medal na międzynarodowej wystawie.

Kilkadziesiąt lat później potwierdzono, że winnice Purcari rzeczywiście znajdują się na tej samej szerokości geograficznej, co słynny region winiarski Francji, a bogata w rubiny ziemia nadaje winu intensywny purpurowy kolor charakterystyczny dla win z Bordeaux. Właściciele zaczęli produkować czerwone wina, które wkrótce stały się znane z wyjątkowo intensywnego i złożonego bukietu. Przez długi czas wina Purcari były tak popularne jak wina z Bordeaux czy Burgundii. Dostarczano je na dwory królewskie i carskie. Delektował się nimi car Mikołaj II Romanow, król Jerzy V oraz królowa Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Wiktoria Hanowerska. Sprzedawane były również do Danii, Holandii, Szwecji, Niemczech oraz Francji. Były bardzo cenione i powoli zdobywały międzynarodowe uznanie w świecie winiarskim. Obecnie wina z Chateau Purcari eksportowane są aż do 26 krajów, w tym oczywiście i do Polski.

I właśnie z taką historią nie tylko mołdawskiego, ale i europejskiego winiarstwa w tle już po raz drugi 2 września 2018 roku zorganizowany został bieg na dystansie 10 km, którego trasa prowadziła przez tereny Chateau Purcari.

Dzień pierwszy. Chateau Purcari

Z Kiszyniowa do Purcari, które od stolicy Mołdawii dzieli około 120 km, przyjeżdżamy późnym popołudniem dzień przed biegiem i prawie od razu trafiamy do… sali degustacyjnej. Degustacja wina z Chateau Purcari jest bowiem jedną z atrakcji w ramach wydarzeń towarzyszących Purcari Wine Run. Chardonnay de Purcari rocznik 2017… Cabernet Sauvignion de Purcari rocznik 2016… Pastoral de Purcari rocznik 2015…

Wino w przyjemnie chłodnej sali, kiedy na zewnątrz jest ponad 30 stopni, smakuje wybornie. Zwłaszcza Cabernet Sauvignion i słodki, w kolorze ciemnego rubinu, Pastoral. Wyjeżdżając następnego dnia z Purcari nie omieszkamy zabrać ze sobą kilku butelek do Polski. Tym bardziej, że wszyscy biegacze w pakietach startowych – oprócz technicznej koszulki i torby – otrzymują voucher z 10% zniżką na zakup win. Aż żałujemy, że ogranicza nas limit bagażu. Większość biegaczy kupuje bowiem całe kartony tego naprawdę dobrego winnego trunku.

Kiedy już wiemy jak smakuje wino z najstarszej mołdawskiej winnicy, pora dowiedzieć się jak powstaje. Kolejną atrakcją przygotowaną dla biegaczy jest bowiem wycieczka po posiadłości Purcari, podczas której poznajemy proces produkcji i dojrzewania wina. Ależ wielką przyjemnością jest poczuć jego zapach prosto z beczki…

Równie wielką przyjemność sprawia nam słuchanie przewodnika, który z pasją i z ogromną dawką poczucia humoru wprowadza nas w winny świat – nie tylko w szczegóły produkcji, ale i historię Chateau Purcari. Czy wiedzieliście dlaczego sadzi się róże przy winoroślach? Nie, nie dla ozdoby. Dużym zagrożeniem dla winorośli jest mączniak (grzyb), ale jak się okazuje róże są na niego bardziej podatne niż winorośl. Pierwsze oznaki mączniaka, które pojawiają się na róży są więc sygnałem dla plantatorów, aby zareagować zanim mączniak przeniesie się na winorośl. Ale jak być w winnicy i nie spróbować winogron prosto z krzewu winorośli? Co za słodycz! Co za smak!

Degustacja wina, zwiedzanie winnicy to jednak nie jedyne punkty programu przygotowane dla biegaczy podczas pierwszego dnia imprezy. W programie są również warsztaty biegowe i trening. Z drugiego punktu – ze względu na zbyt wysoką temperaturę – w tym roku zrezygnowano. Zamiast więc biegać przysłuchiwaliśmy się teoretycznym warsztatom biegowym i opowieściom gościa specjalnego, którym była Ukrainka, Yuliia Tarasova, zdobywczyni drugiego miejsca podczas tegorocznej edycji Chornohora Sky Marathon 60 km. Jak można było się spodziewać – tutaj nieco wyprzedzimy fakty – Yuliia stanęła na podium Purcari Wine Run 2018. Można powiedzieć, że przez winnicę tylko śmignęła. Dystans 10 km pokonała bowiem w 39 minut i 45 sekund i zajęła tym samym pierwsze miejsce wśród kobiet. Na spotkaniu z biegaczami pojawia się również Dmitri Voloshin, założyciel firmy organizującej Purcari Wine Run oraz szef Triathlon Federation of Moldova. Kolejnego dnia zobaczymy go na trasie biegnącego boso wraz z grupką dzieci dzielnie pokonujących kolejne kilometry w upale.

Tuż po warsztatach czekała na nas zamiast tradycyjnego Pasta Party – Mamałyga Party. Kiedy słońce powoli zachodzi i robi się już nieco chłodniej na polankę położoną tuż przy winnicy wjeżdża wielki kocioł, w którym z mąki kukurydzianej powstaje mamałyga – potrawa związana nie tylko z mołdawską, ale z kulinarną tradycją całej południowo-wschodniej Europy. Obok mamałygi na talerzyku ląduje wielka łyżka gęstej śmietany (śmiemy twierdzić, że w Polsce takiej nie ma) i solidna porcja bryndzy, a w kubeczku… wino. W końcu jesteśmy w najstarszej mołdawskiej winnicy.

Pierwszy dzień w winnicy Purcari rozpoczęliśmy od wizyty w sali degustacyjnej, a skończyliśmy w… beczce na wino 🙂 Nie, nie, nie przesadziliśmy z próbowaniem lokalnych trunków. Nasza beczka na wino miała… wygodny materac i roztaczał się z niej przepiękny widok na winnicę. Kształt beczki na wino miała bowiem sypialnia w jednym z bungalowów umieszczonym na dachu, w którym nocowaliśmy. Nie była to jednak jedyna opcja noclegów dla tych, którzy zdecydowali się przyjechać do winnicy dzień przed biegiem. Posiadłość Purcari dysponuje również pokojami hotelowymi oraz niewielkim terenem w pięknych okolicznościach przyrody, na którym można rozbić swój namiot. Nocowali tam biegacze, którzy wykupili opcję „Camping Purcari”, w ramach której w dniu biegu czekało również na nich śniadanie przed startowe.

Dzień drugi. Purcari Wine Run 2018

Od wczesnego ranka do winnicy Purcari zjeżdżają biegacze. Część własnymi samochodami, część z Kiszyniowa autokarem zapewnionym przez organizatora biegu. Powiedzieć, że jest słonecznie to za mało. Słońce grzeje zupełnie nie jak na początek września przystało. Kiedy jednak po raz kolejny uświadamiamy sobie, że tak naprawdę jesteśmy zaledwie 30 km od Morza Czarnego ponad 35-stopniowa temperatura przestaje nas dziwić. Ktoś jeszcze odbiera pakiet, ktoś inny już bierze udział w rozgrzewce, gra mołdawska orkiestra…

Punktualnie o 10.00 wyruszamy w biegową mini podróż po winnicy. Mijamy bramę wjazdową do Chateau Purcari, pierwszy zakręt i już jesteśmy pomiędzy winoroślami. Zanim zdążymy się porządnie rozpędzić czeka na nas pierwszy punkt odżywczy „Sauvignon”. A odżywiać jest się czym… soczyste arbuzy i melony prosto z okolicznych pól, winogrona prosto z krzaka rosnącego tuż obok i wino prosto z mołdawskiej piwniczki. Wielu biegaczom nigdzie się nie spieszy. Już na pierwszym punkcie spędzają ponadprogramową ilość czasu. Kiedy na innych biegach łapiesz w locie arbuza i biegniesz dalej, tutaj zanim ruszysz pokonywać kolejne kilometry zjesz takich kawałków arbuza przynajmniej dwa, poprawisz melonem, soczystymi i obłędnie słodkimi winogronami. Wolontariusze, w większości ubrani w mołdawskie stroje ludowe, polewają wodę i częstują winem. W kubeczkach – jak przystało na nazwę pierwszego punktu – ląduje Cabernet Sauvignion. Ze starej drewnianej wyciskarki do winogron, która jest atrakcją na tym punkcie, próbujemy zrobić sok… Zaraz za pierwszym punktem rozpoczyna się podbieg. W porównaniu z biegami górskimi to nic, kiedy jednak dodamy do tego ponad 30-stopniowy upał, można się delikatnie zmęczyć. Porządnie się zmęczyć nawet nie zdążyliśmy, bo za chwilę jesteśmy już na kolejnym punkcie odżywczym. Tym razem „Chardonay”. Wolontariusze czekają z tacami wypełnionymi kubeczkami z wodą i winem. Zanim uzupełnimy płyny, lądujemy pod prysznicami ustawionymi na punkcie.

Na 5 kilometrze w punkcie „Pinot Grigio” obowiązkowa sesja instagramowa. Dwa łyki wody, łyk wina, arbuz na drogę i biegniemy dalej. Kolejny etap 10-kilometrowej trasy prowadzi już nie szeroką drogą, ale wąską ścieżką między krzakami winorośli. Pomiędzy 7 a 8 kilometrem na punkcie… No tutaj to jest już prawdziwa impreza! Gra mołdawska orkiestra, biegacze tańczą, a wolontariusze zapraszają na degustację Rose. Zanim zdążyliśmy się obejrzeć już niestety była meta! A na mecie znowu…. arbuzy, melony, winogrona, wino… Impreza trwa w najlepsze.

Dmitri Voloshin, założyciel firmy organizującej Purcari Wine Run oraz szef Triathlon Federation of Moldova i Andrzej Gałązka (runandtravel.pl)

Puracri Wine Run to impreza towarzysko-biegowa, na którą biegacze przyjeżdżają nie tylko z biegającymi znajomymi, ale z całymi rodzinami. Gościnność, niesamowita serdeczność, otwartość Mołdawian i perfekcyjna wręcz organizacja całej imprezy robi na nas ogromne wrażenie. Purcari Wine Run to nie jest bieg, w którym walczy się o życiówkę. Chociaż są oczywiście i tacy, którzy przyjechali się tutaj pościgać. W końcu ktoś przecież musi stanąć na pudle. Tutaj przyjeżdża się przede wszystkim po to, by delektować się na trasie wybornym winem, uciąć sobie krótką pogawędkę z wolontariuszami na punktach, poplotkować z biegaczami… Przyjeżdża się po to, by z biegania mieć prawdziwy fun! Jeszcze tylko rzut oka na posiadłość Purcari z oddali i pora wracać do Kiszyniowa.

Zapraszamy na stronę biegu Purcari Wine Run >>> TU, na stronę Chateau Purcari >>> TU

Dziękujemy serdecznie National Inbound Tourism Association of Moldova za zaproszenie, zorganizowanie naszej biegowej podróży i możliwość poznania Mołdawii. Natalie i Anie z Moldova Tourist Information Center za wszystkie cenne informacje, które w ciągu naszych 4 dni w Mołdawii pozwoliły nam zobaczyć jak najwięcej. Organizatorom biegu dziękujemy za perfekcyjnie zorganizowaną imprezę i biegowy fun! Właścicielom Chateou Purcari dziękujemy za pięknie spędzony czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *