12 września 2021 By GÓRY & ULTRA, Slider With 373 Views

„Chciałem spełnić swoje marzenie i ukończyć 100 mil w Alpach”. Jarek Gonczarenko o swoim starcie w Ultra Tour Monte Rosa 2021

2 września 2021, o godz. 4:00 na 170-kilometrową trasę Ultra Tour Monte Rosa wyruszył Jarek Gonczarenko. Na mecie pojawił się po 32 godzinach, zajmując 4. miejsce w klasyfikacji generalnej. Czym zachwyciły go Alpy i co było dla niego szczególnym wyzwaniem na trasie?   


12.09.2021 r.

Monika Bartnik: Przed startem w Ultra Tour Monte Rosa powiedziałeś, że nigdy wcześniej nie biegałeś ani nawet nie eksplorowałeś wyższych gór niż Tatry. Wracasz nie tylko ze świetnym 4. miejscem na dystansie 170 km z łącznym przewyższeniem 11 600 m+, ale i z nowymi doświadczeniami. Czym Cię Alpy zachwyciły i czego nauczyły?

Jarek Gonczarenko: Tak, to prawda, nigdy wcześniej nie byłem w tak wysokich górach. Dlatego jadąc w szwajcarskie Alpy nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Wiele słyszałem, widziałem w mediach i prasie, ale też miałem swoje własne wyobrażenia. Byłem i w zasadzie jestem zachwycony Alpami. Szczyty powyżej 4000 m+, które można było podziwiać, wszechobecna zieleń, strumyki, wodospady, charakterystyczne formacje wysokogórskie sprawiają jeszcze większe wrażenie w rzeczywistości. Alpy są naprawdę piękne, oczywiście nasze góry Tatry są równie piękne, ale mniejsze i ładniejsze poza sezonem.

W Szwajcarii urzekło mnie to, że jest wszechobecna harmonia i porządek. Ludzie dbają o czystość, jest wysoka kultura. Mam wrażenie, że panuje tu przekonanie, że nie tylko góry są dla ludzi, ale też,  że ludzie są dla gór.

Czego mnie nauczyły? Moim zdaniem, niczego nowego. Do każdych gór mam respekt, a im bardziej wzniosłe to ta skala również wzrasta. Góry mogą być piękne, ale też niebezpieczne, a prawdopodobieństwo ryzyka wzrasta z ich wielkością. Na pewno kilka dni przed zawodami w takich górach nie wystarczy, żeby się dobrze zaklimatyzować. Dobrze jest zaplanować przed ważnym startem okres aklimatyzacji, który wykorzystamy podczas głównego startu.

Na zdjęciu Jarek Gonczarenko i Sebastian Hulbój przed startem w UTMR 2021

Na zdjęciu Jarek Gonczarenko i Sebastian Hulbój przed startem w UTMR 2021

„Kiedy trenując pod UTMB biegałam szlakami wokół Monte Rosa pomyślałam: >>To jest trasa biegu, którą naprawdę chciałabym pobiec!>>. Taki bieg jednak nie istniał, więc go stworzyłam” To słowa Lizzy Hawker, pomysłodawczyni i dyrektor biegu Ultra Trail Monte Rosa. Zdaniem Lizzy, bieg na dystansie 170 km w ramach UTMR jest trudniejszy niż UTMB. Nie miałeś jeszcze okazji pokonać 170 km w ramach UTMB, ale już możesz ocenić trudność UTMR. Co składa się na tę trudność? Co było dla Ciebie szczególnym wyzwaniem na trasie?

Jarek Gonczarenko: Kiedy decydowałem się na UTMR, to z dwóch powodów – Alpy oraz nietuzinkowość tego biegu. Bardzo chciałem pobiec 100 mil w Alpach i naturalnym wyborem było UTMB, gdzie się nie dostałem. Szukałem alternatywy. Usłyszałem wtedy o biegu w Szwajcarii. Zdaniem innych biegaczy, którzy doświadczyli wyzwania w Chamonix i Grachen UTMR jest bardziej „spektakularny” i bardziej wymagający. Postanowiłem właśnie tam zadebiutować na ścieżkach alpejskich.

Tak jak wspominałaś, nie biegłem UTMB, więc swoją wiedzę na temat tego biegu czerpię z opowiadań i profilu trasy. Analizując te dwa biegi trudność UTMR polega na tym, że trasa przebiega na wyższych średnich wysokościach, dłużej przebywamy powyżej 2 tys., a najwyższy punkt to ponad 2,7 tys. m.n.p.m (na tej wysokości biegacze znajdują się dwukrotnie). Warto też wspomnieć, że w oryginalnej trasie (edycja 2021 była specjalną edycją) wbiega się na ponad 3,2 tys. m.n.p.m. Kolejną trudnością są trudne technicznie, wąskie ścieżki, mało odcinków „biegowych”. Jest sporo kilometrów, na których trzeba pokonać osuwające się luźno leżące kamienie, bloki skalne, czy bardzo strome odcinki.  Z tego, co wiem, to ten bieg jest bardziej porównywalny do TDS z festiwalu w Chamonix.

Przez pierwszych kilka godzin biegu byłeś w czołówce – biegłeś na drugiej pozycji. Potem na Twojej drodze „pojawił się” kryzys. Co dało Ci tę moc i siłę, że nie poddałeś się i pomimo trudności, które tak naprawdę dopadły Cię jeszcze przed połową dystansu, postanowiłeś dać z siebie wszystko i ukończyć?

Jarek Gonczarenko: Oj tak, miałem potężny kryzys. Dopadł mnie na ok. 50 km, kiedy podchodziłem po raz pierwszy na wysokość ponad 2700 m n.p.m., pod monumentalną i majestatyczną górę Matternhorn. Tak na marginesie, robi niesamowite wrażenie. Wtedy to właśnie poczułem totalny zjazd energetyczny. Nie chcę szukać „winnych”, choć dla swojej analizy wytypowałem paru sprawców (brak snu, słaba aklimatyzacja, być może za mocny początek, upał). Myślę, że to była kumulacja tych czynników. Jedno trzeba przyznać, że winny byłem tylko ja, a wielu czynników można było uniknąć.

Mój „zjazd” objawiał się przede wszystkim tym, że zasypiałem na stojąco. Na 70 km podjąłem decyzję, że sportowo już nie walczę, ale wbrew sobie chcę ten bieg ukończyć. Położyłem się na ławce, spałem ok. 1 h (nigdy wcześnie tego nie robiłem, nawet na dłuższych dystansach), a później pomalutku szedłem do kolejnych punktów. Dlaczego taka decyzja? Choć czułem się paskudnie, to chciałem ukończyć to wyzwanie, chciałem zobaczyć, jak wygląda reszta część trasy. Wiedziałem, że za mną jest jeszcze parędziesiąt osób, które też pewnie mają kryzysy, a mimo wszystko dążą do celu. Chciałem dobiec do końca dla siebie, ale też dla tych, co tak mocno trzymali kciuki i gdzieś tam daleko wspierali kropkę z nr 360.  Chciałem spełnić swoje marzenie i ukończyć 100 mil w Alpach. Od 90 km siły na nowo wróciły. Wróciły na tyle, że mogłem kontynuować nie tylko bieg, ale i rywalizację. Do ostatnich kilometrów próbowałem odrabiać straty, co ostatecznie dało czas 32 godziny i 4. lokatę.

Jarek Gonczarenko na trasie UTMR 2021

Jarek Gonczarenko na trasie UTMR 2021

Kiedy jesteś dobrym zawodnikiem jesteś trochę jak dobry aktor, który wychodzi na scenę i gra przed widownią. Jako biegacz „wychodzisz” na trasę, a Twoją publicznością są wszyscy ci, którzy Ci kibicują i śledzą Twój bieg. Jak dużym wyzwaniem jest dla Ciebie – i w ogóle dla biegaczy – realizowanie swoich biegowych projektów na oczach innych?

Jarek Gonczarenko: Po pierwsze, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co to oznacza „dobry zawodnik”, kto to jest? Ja na pewno po GSB stałem się rozpoznawalnym zawodnikiem, ale czy dobrym? Nie mnie to oceniać. Jednak w ostatnim czasie czuję, że więcej osób mnie obserwuje, czy to na stravie czy na fb. Nie wiem, jakie są ich oczekiwania względem mnie, wiem, jakie są moje w względem siebie. Dobrze się bawić tym, co robię i jednocześnie mając zacięcie sportowe. A jak kogoś zmotywuję do pokonania swojego codziennego ultra to super.

Jednak nie da się ukryć, że z tyłu głowy myślę o tym. To czasami pomaga, ale zdaję sobie sprawę, że może też niepotrzebnie budować presję. Ja nie potrzebuję niepotrzebnego zamieszania wokół mnie. Stąd decyzja o zrobieniu GSB po cichu. Moment startu i ogłoszenia tego na fb wystarczył. Wiem też, że niektórzy zawodnicy budują swój wizerunek w mediach społecznościowych i doskonale ich rozumiem. Ja nie zajmuję się zawodowo sportem, mam pracę, pasję i muszę logistycznie wygospodarować na wszystko czas. Pamiętajmy tylko w tym wszystkim (zawodnicy, kibice), że jesteśmy tylko ludźmi ze swoimi codziennymi słabościami.

Rozmawiała: Monika Bartnik

Tags : ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *