1 marca 2021 By GÓRY & ULTRA, Slider With 1422 Views

Ultra w zimie, solo i bez supportu. Małgorzata Tomik pokonała 75 km w Tatrach w 18h!

28 lutego 2021 roku Małgorzata Tomik zrealizowała swój Indywidualny Projekt Biegowy  – „18 h, 75 km, Tatry – projekt ultra w zimie, solo i bez supportu”. Zapraszamy na pierwszą część relacji.

————————————————————————————————————————————–

Małgorzata  Tomik  |  1.03.2021  r.

Tatry – 75 km, 5037 m w górę, 18 h 17 min.

Na początek muszę wyprowadzić z błędu wszystkich, którym może się wydawać, że było to działanie spontaniczne czy potrzeba chwili. Marzyłam o dłuższej akcji w Tatrach (ok. 24h) od dawna. Potem był upadek na zawodach – w konsekwencji złamanie kości stopy, naderwany przyczep ścięgna Achillesa, płyn w torebce stawowej i czas wymógł przeniesienie moich planów z jesieni na zimę – specyficzną pod kątem dostosowania planów do dłuższych, samodzielnych działań biegowych. Można powiedzieć, że jest to pora roku… wymagająca. Chętnie nawiążę kontakt z kimś, kto działa w Tatrach zimą w podobny sposób, żeby wymienić się patentami. Nie znalazłam chyba nikogo w Polsce, kto realizuje podobne projekty? Na długie dystanse logiczne raczej wydają się narty… Stąd moje przygotowanie i realizacja planu oparte są tylko na doświadczeniach własnych.

—————————————————————————————————————————-

Trasa

Start: Siwa Polana – Dolina Chochołowska – Grześ – Rakoń – wycof ze względu na torowanie i dalej nieprzetartą trasę + wiatr – powrót do Doliny Chochołowskiej. Dalej przed Iwaniacką Przełęcz do Doliny Kościeliskiej. Stamtąd czerwonym szlakiem na Ciemniak i kontynuacja granią – do momentu, gdzie przejście ze względu na „wiosenny” typ operowania słońca byłoby zbyt loteryjne (rano przy zmrożonym śniegu ten problem by nie wystąpił) – powrót do Przełęczy pod Kopą Kondracką :/ i zbieg na Halę Kondratową, następnie do samych Kuźnic. Dalej zielonym szlakiem na Kasprowy Wierch, w dół wzdłuż stoku na Murowaniec, Boczań, powrót do Kuźnic i z Kuźnic Drogą pod Reglami (asekuracyjnie) do Doliny Chochołowskiej.

—————————————————————————————————————————-

Co jest konieczne  do  realizacji  zimowego  projektu  w  górach?

  • Stałe śledzenie warunków śniegowych i pogodowych. Stałe. Metamorfoza śniegu to temat rzeka, do obserwowania w skali miesięcy, tygodni, nie dni. Realizacja planu jest dla mnie dopuszczalna w momencie, kiedy uznam okoliczności warunków za sprzyjające, a stopień ryzyka za akceptowalny; doświadczenie w ocenie ryzyka dało mi działanie zimowe na łatwych drogach wspinaczkowych w Tatrach – a zwłaszcza analiza bezpieczeństwa na drogach podejściowych.
  • Znajomość reakcji swojego ciała na działanie w zakresie dużej rozbieżności temperatury (wczoraj od -12 st. C. do + 3. St. C.) w założeniu że nie mam nic na przebranie, bo nie korzystam z supportu;
  • Znajomość przełożenia swojego tempa i angażowanej w nie siły na czas, w stosunku do danych warunków, rodzaju terenu, rodzaju śniegu pod stopami, siły wiatru;
  • Znajomość topografii i umiejętność doboru/zmiany trasy na bieżąco, zimowe warianty szlaków, wiedza o zamkniętych okresowo odcinkach;

  • Umiejętność posługiwania się rakami i czekanem – na trasę docelowo do 100 km (bardzo zróżnicowane warunki ze względu na teren i porę dnia) trzeba brać pod uwagę konieczność wykorzystania zębów przednich, których nie mają raczki;
  • Zaplanowanie punktów uzupełnienia wody(!);
  • Stała i świadoma kontrola rozłożenia zasobów sił na zamiary;
  • Przewidywanie wariantów awaryjnych;
  • Osoba „na dole” która ma wgląd w Twoją trasę, kontakt telefoniczny odnośnie zmiany przebiegu trasy, ustalenie godziny awaryjnej.

—————————————————————————————————————————-

Prędkość


Po przeliczeniu średniego tempa na prędkość wychodzi mi 4.11 km/h (czas netto wiadomo, byłby superrr xD). Latem nie uznaję kategorii „biegania w górach” na długim dystansie (IMHO powyżej 60 km) poniżej „piątki”. To raczej speed hiking. Zimą, biorąc pod uwagę złożoność sytuacji: czasem torowanie, suma podejść, operacje sprzętowe <zmiana raczków na raki, kijów na czekan, aktywacja ocieplaczy termicznych, lokalizowanie, przerwy na posiłek (brak supportu) do takiego działania najbardziej odpowiada mi pojęcie light&fast, choć latem przy sumie podejść 5037 przełożyłoby się to na ponad 6 km/h – co rokuje na ponad 115/125 km/24h przy założeniu luźnego rozłożenia tempa.

—————————————————————————————————————————-

Ekwipunek

  • Sam plecak (10 l.) ważył ok 4 kg. Do tego kije w rękach, detektor „przy ciele”, raczki, jedzenie w kieszeniach. ;D
    Dla osób które lubią wizualizacje: można wyobrazić sobie ubranie kamizelki obciążeniowej i robić podejścia 40% na nierównym, zapadającym się gruncie – przy czym teren płaski i zbiegi trzeba BIEC i wziąć pod uwagę rozkład sił na 75 km.
  • Ocieplacze chemiczne 2x na ręce + 1 x na splot słoneczny
  • Flaski (pełne 😜) 500 + 250 + 100
  • Detektor lawinowy (trzeba zakładać najlepsze, ale i najgorsze)
  • Czekan skiturowy
  • Raczki
  • Raki koszykowe
  • Folia NRC + bandaż
  • Okulary przeciwsłoneczne
  • Mapa (mimo znajomości topografii) a do tego przyda się pod kompas – np. w zegarku – w razie „W”)
  • Czołówka + zapas baterii trzymany przy ciele
  • Telefon
  • Sweter puchowy

—————————————————————————————————————————-

Jedzenie

  • 3x żel
  • Paczka żelek
  • Paczka suszonych miękkich brzoskwiń (z założeniem, że dwa razy jem w schroniskach to, „co najszybciej podadzą”)
  • Plecak 10 l jest upchany na maksa, co wpływa na czas każdej operacji sprzętowych i oznacza większe wychłodzenie wraz z czasem który mija na składanie/rozkładanie kijów, mocowanie/odmocowanie czekana, założenie raków, spakowanie…

—————————————————————————————————————————

Ubiór

Trzeba brać pod uwagę, że rozbieżność temperatury jest duża, a ubrań na zmianę nie ma. Stąd jeżeli spocisz się za bardzo, na grani nie pomoże już dodatkowa warstwa, a czas na reorganizację plecaka też skutkuje wychłodzeniem. W ciągu dnia w partiach reglowych było bardzo ciepło. Powyżej 1900 m n.p.m. zupełnie inaczej. 😉 W ogóle jedną z ważniejszych kwestii jest utrzymywanie termiki ciała na mniej więcej stałym poziomie, co wcale nie jest takie łatwe.
Poruszając się po prawie całej „szerokości mapy” Tatr Polskich (docelowo planowałam D5SP), w ciągu 18 h zastaną nas naprawdę totalnie różne warunki lokalne. Gdzieś wieje, a gdzieś nie. Gdzieś odczuwalna będzie -12, w tym samym czasie 4 km dalej to „tylko” -6. Na dole koło południa można było tego dnia plażować…
Na „dół” ubrałam ocieplane legginsy, na „górę” pierwsza warstwa: merino, druga polartec, na to kurtka przeciwwiatrowa. Tyle. W zanadrzu sweter puchowy i regulacja termiki… dostosowanym tempem. Stąd tak ważna jest konsekwencja w tempie – musimy mieć zapas żeby w razie większego wychłodzenia móc zadziałać „od środka”- produkując ciepło, cały proces wspomagać ewentualnymi środkami zewnętrznymi.
Stopy:
– buty z mocnym bieżnikiem
– krem typu „second skin”
– w moim przypadku zamiast krótkich stuptutów sprawdzają się dłuższe skarpety wodoodporne.

Nie mam ani jednego odcisku…

Uwagi: raki koszykowe nie są kompatybilne z miękką podeszwą obuwia– ale ponieważ bywały momenty kiedy musiałam je zastosować, przy doświadczeniu jakie posiadam spełniły podstawowe założenie. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne, wciąż szukam patentu.
Choć skrupulatnie wybrałam dzień na działanie i pokrywa śniegowa była stabilna, lokalnie (powyżej 1900 m n.p.m.), a zwłaszcza po południu, zagrożenie lawinowe to była solidna „dwójka”. Wciąż się zastanawiam czy to, że działam bez partnera usprawiedliwia brak sondy i łopaty (detektor był). Działając w zespole miałabym dylemat.
O trasie w osobnym poście, bo zrobiło się długo : ) i nie wiem czy ktoś dotrwał do końca.

———————————————
Dziękuję Oli Tyrna za pożyczenie detektora i lekkiego szpeju;
Magdzie Ziaja Żebrackiej za nawigowanie biegu – kontakt w sprawie tego, co robię i gdzie aktualnie jestem + ciepły posiłek po wszystkim i nocleg. Karolinie Tabaszewskiej za świeże i wiarygodne info o warunkach, bezcenne!

A my dziękujemy Małgosi za podzielenie się swoim doświadczeniem!

Ciąg dalszy nastąpi…

Tags : , ,

2 komentarze

  1. Na pewno Małgorzata wzięła ze sobą dobre oko – BRAWO!

  2. „raki koszykowe nie są kompatybilne z miękką podeszwą obuwia– ale ponieważ bywały momenty kiedy musiałam je zastosować, przy doświadczeniu jakie posiadam spełniły podstawowe założenie. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne, wciąż szukam patentu.”

    Swego czasu Salomon robił takie cudo, o nazwie S-LAB X ALP CARBON GTX

    (ciężko znaleźć zdjęcia i opis, bo już ich nie produkują, ale np:
    http://www.sunnystroeer.com/gearreviews/2016/8/3/made-for-ultralight-alpinism-salomons-new-s-lab-x-alp-carbon-gtx
    https://www.verticoutdoor.co.uk/salomon-s-lab-x-alp-carbon-gtxr.html
    https://ultrarunningcommunity.com/reviews/full-gear-list/10-shoe-review/1180-salomon-s-lab-x-alp-carbon-gtx)

    Biegałem (dolina w górę i w dół), a potem wspinałem się w nich w rakach koszykowych wspinaczkowych (12 zębów) właśnie w Tatrach zimą i to dość strome twarde odcinki (2 czekany). Podeszwa dobrze trzyma, stopa się nie wygina gdy utrzymujemy ciężar tylko na przodzie buta. Podeszwa z przodu ma też taką „krawądkę” z gumy o dobrym wspinaczkowym gripie – imo można nawet w V-ym terenie się wspinać (jeśli ktoś jest wspinaczem oczywiście). Są lekkie, wygodne, bardzo ciepłe. Podeszwa jest sztywniejsza, niż w biegowych trailówkach, ale nie tak sztywna jak w butach górskich pod raki, więc jest to jakiś kompromis pomiędzy. IMO bardzo dobry produkt, szkoda, że już go nie produkują.

    Innym patentem, który stosuję zimą w Tatrach, gdy np. dolina jest długa i wracam tą samą, to podbieg w trailówkach (w plecaku w/w X ALPy), na końcu doliny chowam trailówki do worka i chowam gdzieś pod kamieniem lub w krzakach, na szczyt i z powrotem w rakach w X ALPach i na powrocie znowu zamiana butów na trailówki 🙂

    Pozdrawiam i powodzenia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *