27 września 2022 By RUNSTYLE, RZECZY, Slider With 514 Views

Maciek Skiba i Aleksandra Niemasz: Plecak Salomon XA25 [relacja z wyprawy do Rumunii i Bułgarii]

Po czym poznać biegacza? Ano, wszędzie chodzi w butach biegowych. Po dwóch tygodniach z plecakiem Salomon XA 25 to powiedzenie może mieć i drugą wersję: wszędzie nosi ze sobą plecak biegowy.


27.09.2022 r. / Autor: Maciek Skiba i Aleksandra Niemasz

  • Testowany plecak: Salomon XA 25
  • Miejsce testowania: Rumunia i Bułgaria
  • Czas: dwa tygodnie

Pierwszy raz Salomon XA25 wpadł mi w oko zimą na ramionach Natalii Tomasiak. Im dłużej trwał sezon skiturowy, tym bardziej czegoś w tym typie mi brakowało. Kamizelka biegowa była za mała na kurtkę puchową czy kask. Natomiast zwykły mniejszy plecak trekkingowy nie miał kieszonek z przodu, co szczególnie było odczuwalne przy chęci sięgnięcia po coś do picia czy przegryzienia, albo schowania drobiazgów. Śnieg stopniał, znów najlepszymi przyjaciółmi stały się kamizelka biegowa i pas, a o XA25 przypomniało mi dopiero ogłoszenie o wypożyczalni Runandtravel.pl.

W poprzednio opublikowanych tekstach plecaki z serii XA poddano typowo sportowym ultra testom – był Główny Szlak Sudecki czy kilkudniowe wyprawy w górach wyższych. My, razem z moją dziewczyną Olą, pożyczyliśmy plecak na urlop – objazdówkę po górach Rumunii i Bułgarii – by oprócz sportowego zastosowania na naszych ramionach, sprawdzić plecak w wielu innych sytuacjach.


Jeżeli planujesz biegową wycieczkę… Ba! nawet kilkudniową biegowa wyprawę i nie masz odpowiedniego plecaka, zgłoś się do nas! We współpracy z marką Salomon, runandtravel.pl prowadzi bezpłatną wypożyczalnie plecaków! Przeczytaj, co zrobić, żeby wypożyczyć plecak.


Próba I

Pierwszy rumuński park narodowy na naszym szlaku to dość blisko położony węgierskiej granicy –Apuseni. Wybieramy się na 22-kilometrowy marszobieg, startujący z miejscowości Vartop. Po południu ma lunąć, więc do głównej kieszeni oprócz aparatu i drona, pakuję kurtkę i lekką bluzę, dopełniam słodkimi bułkami. Bezpieczna kieszonka na zamek mieści spokojnie kluczyki, portfel i dokumenty, natomiast z przodu w siatkach lądują dwa flaski, kilka batonów i telefon.

Początek jest mocno biegowy. Wkraczamy nawet na ścieżki oznaczone jako trail running. Pierwszy zbieg i, mimo że plecak jest wypełniony tylko w połowie, to system linek super go kompresuje, tak że w środku nic nie lata i można zbiegać w komforcie. A jest gdzie, bo biegniemy do Wąwozu Galbeny (rum. Cheile Galbenei). Po drodze szlak przybiera czasami techniczny charakter z powodu sypkich kamieni, powalonych konarów czy płynących potoków, jednak później przeradza się w szeroką szutrową drogę, z której nagle skręca.

Wąwóz skupia w sobie wszystko, co piękne w zabawach na podwórku. Soczysta zieleń i zapach pierwotnego lasu. Zatopione pnie drzew i omszałe głazy. Przy jednej ze ścian biegnie ścieżka, do której po chwili dołączają żelazne stopnie drabinki i kabel asekuracyjny. Jest trochę błota, bo strasznie tam wilgotno. Trawersujemy, pokonujemy kolejne pnie aż do sporej, kamiennej ściany. Tam poprowadzony jest łańcuch zaraz nad potokiem. Wszystko się buja, łatwo można stracić równowagę i wylądować w lodowatej wodzie, więc idziemy czujnie.

Kolejne wzniesienie funduje nam kamienną jaskinię z liną do asekuracji i huk. Okazuje się, że dalej jest spory wodospad. Wody jest jednak mało, do łydki może. Nie zawsze tak było – po obu stronach wąwozu widać różne odcienie zieleni na kamiennych ścianach. Są też metalowe stopnie i kolejne łańcuchy jakoś metr, półtora ponad kamieniami, po których teraz idziemy.

Wychodzimy z wąwozu stromym podejściem, ale to nie koniec frajdy. Okazuje się, że w to samo miejsce można dojść głęboką jaskinią, którą jednak mijamy. Dalej jest kawałek skalnego podejścia przy ścianie z łańcuchem do asekuracji i wąskie ścieżki, po których wspaniale się biegnie. Cały czas pięknie pachnie lasem.


„Z plecakiem biegowym jest trochę jak z sędzią na zawodach sportowych. Im lepszy, tym mniej widać jego pracę.” O plecaku Salomon XA15 z bezpłatnej wypożyczalni runandtravel.pl pisze Zbigniew Damm.


Zapach potęguje obfity deszcz. Po kwadransie jesteśmy mokrzy do samej bielizny. Nie oczekuję, że plecak to wytrzyma i faktycznie, później rzeczy w środku okazują się wilgotne. Poruszamy się dalej żółtym szlakiem. Mijamy kilka odnóg i tabliczek zachęcających do zboczenia: a to via ferrata, a to jakaś jaskinia. Kompletnie przemoczeni jednak podążamy do auta. Po drodze można zrobić sobie przerwę w schronisku albo poleżeć na szerokiej łące z pięknym widokiem na okoliczne szczyty. Jeśli tak, to czujnie, bo wokół pasą się owce, więc też wszędobylskie psy pasterskie.

Długim zbiegiem zamykamy pętlę i docieramy do parkingu w lesie (miejsce nazywa się Saua Ponita i nieco skraca wycieczkę). Ostatni podbieg i możemy oglądać cały kurort narciarski Vartop jak na dłoni – akurat po głównej ulicy przechadzają się konie, nieco dalej ruch zatrzymały przechodzące krowy.


Próba II

Po różnych perypetiach docieramy do Borowca – miejsca wypadowego na najwyższy szczyt Bułgarii, całych Bałkanów i Europy Wschodniej, czyli Musałę (2925 m n.p.m.). Znów wrzucam do plecaka wiatrówkę, bluzę, walizeczkę z dronem, dodatkowy bidon z piciem, nieco jedzenia. Zaciskam wszystko jak najbardziej i ruszam spod kolejki czerwonym szlakiem do schroniska Musała. Tam ma dołączyć do mnie Ola, która nie czuje się najlepiej i pierwsze tysiąc metrów przewyższenia pokona kolejką gondolową.


Ewa Siwoń – Patronka portalu runandtravel.pl, która ma na swoim koncie niejedną wyprawę fast&light – z 15-litrowym plecakiem Salomona biegała podczas 3-dniowej wycieczki biegowej w Tatrach. Przeczytaj recenzję.


Po kilku kilometrach szutrowej drogi odbijam w lewo na szlak zielony. Zdecydowanie mniej o nim informacji w internecie, jest też nieco dłuższy. Przez kolejne dwie godziny nie mijam nikogo. Wysokie kosodrzewiny zasłaniają cały widok u góry, natomiast u dołu ścieżkę porastają jagodowe krzaki. Wszędzie indziej pewnie zatrzymałbym się i nieco pojadł, jednak tutaj byłem zbyt zestresowany. Jakby nie łączyć kosodrzewiny, jagód i Bułgarii to przecież zawsze równa się to: niedźwiedzie.

W całości docieram na przełęcz na grani Deno i widzę budynki schroniska w dolinie. Łatwość dotarcia kolejką do góry sprawia, że od schroniska do szczytu będziemy iść w tłumie, co chwilę kogoś wyprzedzając.

Na tym odcinku zamieniamy się plecakami z Olą. Ja ubieram skiturowy plecak La Sportivy, Ola natomiast XA25. Wypożyczyliśmy rozmiar M/L. Ja mam 185 cm wzrostu, Ola jest dziesięć centymetrów niższa i drobniejszej postury, jednak skracając wszystkie paski, dopasował się do niej bez problemu.

Granitowe szczyty, wąskie kotły i polodowcowe dolinki, ścieżki wyłożone ogromnymi kamieniami do złudzenia przypominają nasze Tatry Wysokie. Dopiero pod szczytem robi się bardziej stromo i pojawiają się zakosy. To, co odróżnia masyw Riły od Tatr, to bezkres i szczyty po sam horyzont z każdej strony. Stojąc na szczycie widać wąskie ścieżki, które zaglądają w każdy zakamarek dolin albo wchodzą na okoliczne szczyty i co najważniejsze – poza Musałą – są puste.


Próba III

Moldoveanu. Najwyższy szczyt Rumunii (2544 m n.p.m.) zostawiliśmy sobie na sam koniec wakacji, już na powrocie do domu. W związku z tym wybrałem wariant dłuższy. Z legendarnej już Szosy Transfogarskiej, dokładnie Balea Lac, gdzie zdecydowanie łatwiej dojechać i zostawić samochód. Tym razem w góry wybrałem się sam i to na cały dzień. Wycieczka w opisach zajmuje od 14 do 16 godzin i często rozbijana jest na dwa dni. Szlaki w Fogaraszach mają tylko trzy kolory, ale dodatkowo też cztery kształty. Znajdziemy tu trójkąty, koło, paski oraz krzyże, co razem daje aż 12 różnych możliwości znakowania tras.

Po drodze ciężko z uzupełnieniem zaopatrzenia, nie ma zbyt wielu źródeł ani żadnego schroniska blisko szlaku. W związku z tym oprócz dodatkowej odzieży, kijków, zapakowałem cztery flaski, butelkę z gorącą wodą, liofa i dużo więcej kalorii. Podrasowałem też zestaw ratunkowy większą liczbą mokrych chusteczek.

Wystartowałem wcześnie rano, jeszcze przed wschodem słońca. Na Przełęcz Koziorożca stromo do góry, mijam kilka osób, które prawdopodobnie też chcą pokonać szlak w jeden dzień. Mimo startu z 2000 m n.p.m. już widzę, że łatwo nie będzie, bowiem ścieżka w ledwo co „otwartej” dolinie schodzi mocno w dół, by znów wspiąć się na przełęcz i opaść do kolejnej doliny.


„Plecak miałem na grzbiecie przez ok. 90 godzin, z tego przez 73 godziny pokonywania Głównego Szlaku Sudeckiego. Oceniam go bardzo wysoko, ponieważ pozwolił mi zabrać ze sobą wszystko to, czego potrzebowałem podczas tygodniowej wyprawy, a jednocześnie nie ograniczał możliwości biegu” – o plecaku Salomon XA25 z bezpłatnej wypożyczalni runandtravel.pl pisze Paweł Kosin.


I kolejnej. I następnej. Każde zejście z przełęczy otwiera szerszą, głębszą dolinę. Gdzieniegdzie widać chaty pasterskie, wciśnięte na kawałku płaskiego terenu. Wrażenie robią pasterze, którzy prowadzą stada owiec bardzo stromymi stokami. Już teraz historia australijskiego pasterza Cliffa Younga, w którą przecież ciężko uwierzyć, nabrała realizmu. Całkowicie urzeczywistniła się kilka godzin później, kiedy dwóch pasterzy wyszło z owcami na szlak pod samym Moldoveanu – faktycznie mieli na sobie ciężkie gumowe płaszcze i kalosze. Posiedzieli, poderwali psy i zaczęli schodzić tylko sobie znaną drogą..

Mimo przechodzenia przez miejsca nazwane „Smoczym Oknem” czy „Trzema krokami do śmierci”, szlak na Dach Rumunii nie jest trudny. Jest kilka momentów z dużą ekspozycją, a w newralgicznych miejscach pociągnięto kawałek łańcucha do asekuracji, chociażby na samej grani szczytowej. Każdy, kto przeszedł Orlą Perć, poradzi sobie tutaj bez najmniejszych problemów.

Nie licząc trzech solidnych podejść i typowo skalnego terenu, większość szlaku to piękne trawersy całych trawiastych zboczy z górami ciągnącymi się po horyzont. Będą tu ostrzejsze granitowe szczyty, jak i obłe trawiaste grzbiety. Mimo truchtania łagodniejszych fragmentów, na szczyt docieram dopiero po pięciu godzinach. Po drodze trzeba pokonać jeszcze Vistea Mare (2527 m n.p.m) – trzeci najwyższy szczyt Rumunii, gdzie moja droga łączy się z innym szlakiem znacznie bardziej wypełnionym turystami.

Powrót wcale nie zajmuje mniej. Z dwoma dłuższymi przerwami, motywuję się jeszcze na ostatnim podejściu i zbiegu, by zamknąć wycieczkę w dziesięciu godzinach. Zdążyłem trzy minuty przed okrągłą liczbą. Zegarek pokazał 25 kilometrów i 2500 up. Zmęczony popołudniowym słońcem, które mocno już mnie wysuszyło, stwierdzam, że to jedna z najładniejszych tras, jakie kiedykolwiek marszobiegałem.


Próba IV/V/VI…

Oprócz opisanych wyżej typowo górskich przygód, do których ten plecak jest stworzony, używaliśmy go praktycznie codziennie, jako torby pierwszego wyboru. Zatem robiłem z nim zakupy, obciążając raz mniej, a raz po brzegi. Jeździłem z nim też rowerem i tu nie czułem żadnej niewygody. Jako większy pojemnościowo zajmuje więcej miejsca na plecach niż zwykłe kamizelki, co tak samo, jak potrafi spocić, to w innych momentach osłoni od wiatru lub sprawi, że po bluzę sięgniemy później.

Bardzo wygodnie też się z nim zwiedziało. Dzięki temu, że plecak jest dość zwarty i obcisły, wcale nie trzeba spinać obu stron linką. Dostęp do kieszonek z przodu z powodzeniem zastępuje wypychanie kieszeni w spodniach. Z tyłu łatwo włożyć coś do zewnętrznej kieszeni siatkowej lub jednym ruchem otworzyć główną. Plecak oczywiście nie ma stelaża i nie jest to jego wadą. Czasami ładunek trzeba przeorganizować, bo coś może uwierać lub kłuć w plecy. Wyobrażam sobie jednak, że przy większym lub cięższym ładunku, zawsze można usztywnić plecy na przykład kawałkiem karimaty. A dzięki tej konstrukcji, sam plecak jest bardzo łatwo zwinąć.

Dodając do tego potencjał, jaki widzę w nim podczas wyjść na szybkie skitury, to naprawdę bardzo uniwersalny model. Na tyle mi spodobał, że zaraz po powrocie do domu zamówiłem swój własny egzemplarz.

Po outdoorowe historie zapraszamy na www.niemaszniemasz.com/wedrowanie oraz nasze instagramy: kapitankorpo niemaszniemasz  


Jeśli publikowane na naszej stronie treści uważasz za wartościowe, możesz zostać naszym Patronem i dobrowolną wpłatą wspierać finansowo rozwój www.runandtravel.pl i naszą codzienną pracę.

Wejdź na nasz profil (kliknij baner poniżej) i zapoznaj się z zasadami. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *