4 października 2019 By GÓRY & ULTRA, Slider With 432 Views

Dla tych, co pierwszy raz… Łemkowyna Ultra Trail 100 km

12 października o 1.00 z Krynicy Zdroju wystartują zawodnicy, którzy wybrali dystans 100 km w ramach Łemkowyna Ultra Trail. We współpracy z biegaczami, którzy mają już za sobą doświadczenia biegowe z Beskidu Niskiego, przygotowaliśmy mały poradnik dla tych, którzy na dystansie 100 km pojawią się pierwszy raz.

Dystans: 103 km / +4460m/-4660m
Limit czasu: 22 h
Punkty ITRA: 4
Start: Krynica Zdrój / 1.00
Meta: Iwonicz Zdrój

Natalia Florek

Natalia Florek / fot. Piotr Oleszak

Natalia Florek w 2018 roku wystartowała na dystansie 100 km i zajęła 5. miejsce.

Do Łemkowyny będę zawsze podchodzić emocjonalnie, ponieważ to właśnie tam zmierzyłam się z moim pierwszym prawdziwym ultra – 70 km w 2016 r. Towarzyszyły mi na trasie momenty wzruszenia, które zapamiętam na zawsze. Beskid Niski o tej porze roku jest przepiękny, jesień kojarzy mi się z pomarańczowymi wzgórzami łemkowskich tras biegowych.  W 2017 r. powtórzyłam trasę 70-tki, a rok temu skusiłam się na 100 km z około 4500 m przewyższenia. Nie byłam do tego dystansu odpowiednio przygotowana i chyba więcej wysiłku wykonała głowa niż ciało 😉 Nigdy nie zapomnę ostatnich 3 km, gdy zegarek pokazywał już na liczniku 100 km, a mety wciąż nie było widać.

W co się ubrać? Mając styczność trzy razy z Łamkowyną mogę powiedzieć, że warunki na trasie są bardzo różne. Nie bez powodu organizatorzy wymagają wyposażenia w długie spodnie/legginsy, bluzkę z długim rękawem, kurtkę z kapturem itp. Ważne, żeby mieć kilka warstw, które łatwo po kolei ściągać. Startując w nocy jest jeszcze chłodno, natomiast dni są przyjemnie ciepłe, a nawet gorące. W 2016 r. trasy były bardzo błotniste, od samego startu lekko padał deszcz, praktycznie niemożliwe było, aby nie wdepnąć po kolana w jakąś kałużę, więc od początku było się przemoczonym. Jeśli prognozy przed startem nie będą optymistyczne, warto wziąć do plecaka chociaż suchą bluzkę na przebranie (spakowaną w woreczek aby też nie przemokła). Wskazane są buty z dobrym bieżnikiem. Potrzebna jest oczywiście czołówka, miałam ze sobą kije, których nie używałam na całej trasie, ale zdecydowanie się przydają. Oprócz tego trzeba mieć wszystko, co jest uwzględnione w wyposażeniu obowiązkowym.

Co jeść i pić? Żywienie podczas startów to indywidualna sprawa. Ja na swoje pierwsze ultra zabrałam specjalnie przygotowane małe porcje ryżu z różnymi dodatkami – na słodko, na słono, gotowane, pieczone, starannie spakowane do małych woreczków. Zajmowało mi to sporo miejsca i było dodatkowym ciężarem. Szybko stwierdziłam, że dobrze mieć przy sobie sprawdzone, ulubione jedzenie, ale w zupełności wystarczają żele, jakieś batony i jedzenie na punktach odżywczych. Zwłaszcza na punktach odżywczych Łemkowyny – są bardzo dobrze przygotowane, na dalszych kilometrach są nawet pieczone ziemniaczki, zupa itp. Ja mimo wszystko, z punktów biorę tylko owoce, sporadycznie coś słonego. W zeszłym roku miałam ze sobą sprawdzone żele Mountain Fuel, które jadłam co około godzinę, regularnie piłam wodę z rozpuszczonym izotonikiem (nie lubię słodkich izotoników, dlatego miałam ze sobą zapas smaku „raw”) i aby nie dźwigać jedzenia na około 40 km i pod koniec trasy wypiłam odżywkę Recovery Mountain Fuel – wystarczy spojrzeć na skład, uzupełnia wszystkie braki węglowodanów, białek i minerałów, a rozpuszczona z wodą przyswaja się zdecydowanie szybciej niż normalne jedzenie (odżywki są pakowane w wygodnych, małych saszetkach – dzięki czemu nie ważą i nie zajmują dużo miejsca). Aby sobie urozmaicić jadłospis miałam pod ręką batoniki z Lidla (orzeszki zatopione w miodzie, z czekoladą – uwielbiam je na biegach!)

Trasa. Trasa Łemkowyny technicznie nie jest trudna. O ile pogoda nie utrudnia i nie zatapia się co dwa kroki w błocie, to jest bardzo przyjemna. Chociaż ja chyba najmilej wspominam mega błotnistą Łemkowynę z 2016 r. Było duuużo błota i dużo ubaw 😊 niektórzy preferują ”im trudniej, tym lepiej”. Mimo wszystko nie można zapominać, że to nie tylko 100 km, ale też 4,5 tys. przewyższenia. Dodatkowo to był mój pierwszy start w nocy, co okazało się dla mnie bardzo ciężkie. Rada: wyśpijcie się!

Paweł Perykasza, team GRUPALUKTRANS.PL

Paweł Perykasza / fot. Karolina Krawczyk

Paweł Perykasza w 2018 wystartował na dystansie 100 km i zajął 5. miejsce. W tym roku pościga się na 150-kilometrowej trasie Łemkowyny.

Poprzednio ukończyłem ŁUT 100, ŁUT 70 i ŁUT 48. W tym roku startuję w ŁUT 150, można więc chyba można powiedzieć, że jestem koneserem biegów organizowanym przez Krzyśka Gajdzińskiego w Beskidzie Śliskim. Najfajniejsze jest to, że każdy z tych biegów był inny. Do końca życia będę pamiętał start w 2016 roku na 48 km. Moje wyobrażenie błotnistej trasy biegu zostało wtedy całkowicie przenicowane. Do dziś jeśli ktoś biegnący obok narzeka na błoto zazwyczaj może usłyszeć „Tyś widzioł błoto :)” . Z kolei Łemko 70 km w 2017 to chyba był najbardziej malowniczy bieg, w jakim kiedykolwiek brałem udział. Czułem się jakbym był na żywej impresjonistycznej wystawie sztuki o jesiennym motywie przewodnim. Coś wspaniałego, myślę że tegoroczni zawodnicy również będą bardzo zadowoleni z czekających na nich widoków. Zeszłoroczna Łemkowyna 100 km była moim trzecim startem w tym cyklu biegów. Był to o tyle specyficzny bieg, że pozwolił się nacieszyć chłodem nocy, ale i ciepłym jesiennym słońcem. Co ma swoje plusy i minusy 🙂 bowiem amplituda temperatur wtedy wahała się od 0 C nad ranem do ponad 23 C koło południa.

Tu dochodzimy do punktu w co się ubrać. Poniekąd sprawę ułatwia organizator, wskazując nam w regulaminie wyposażenie obowiązkowe, na które składa się również ubiór. I tak, musimy go mieć, bo jak wiadomo wyposażenie obowiązkowe jest obowiązkowe 🙂
Oczywiście jeśli ktoś uzna za stosowne biec w krótkich spodenkach, to najzwyczajniej może włożyć długie getry do plecaka. W tym roku jednak zapowiada się, że będzie dość rześko w nocy. Jest spora szansa na opady deszczu, zatem nie ryzykujmy ewentualną hipotermią i dodawaniem pracy służbom ratowniczym, lepiej ubrać się rozsądnie i komfortowo termicznie. Jeśli będzie błoto polecam ze sobą wziąć stuptuty, chyba że chcemy zafundować naszym stopom spa z wpadającego do wnętrza buta mulistego błota. Ja na pewno wezmę kijki trekkingowe Leki Vertical, nigdy się z nimi nie rozstaje na biegach długodystansowych. Są nieocenione nie tylko przy stromych podejściach, ale przydają się przy przeskakiwaniu małych strumieni i większych kałuż. Jeśli mamy do pokonania błotnisty i śliski zbieg, na którym nie ma żadnego drzewa, którego się można chwycić z powodzeniem możemy ich używać także jako „hamulców i stabilizatorów”.

Jako, że jest to częściowo bieg nocny należy pamiętać o mądrym wyborze latarki czołowej i baterii zapasowych. Po ciemku biegnie się ok 5-5:30 h w zależności, gdzie akurat nas wschód słońca zastanie, jak w lesie… to cóż, jeszcze chwile będzie szaroburo. Może to niuans, ale warto wiedzieć dokładnie, w którym miejscu w plecaku mamy zapasową baterię lub latarkę. Kolega miał taką sytuację, że na zbiegu padła mu czołówka, nie było totalnie nikogo wokół, by mu poświecić, a niestety w plecaku miał załadowane pół domu i nie mógł znaleźć zapasu przez dobre trzy minuty 🙂 Także ordnung w plecaku muss sein, bowiem po co się niepotrzebnie stresować, jeszcze w miedzy czasie niepostrzeżenie podkradnie się do nas jakiś niedźwiedź i zawał serca murowany.

Trasa. Trasa ŁUT 100 nie jest jakoś bardzo wymagająca technicznie, oczywiście ma swoje smaczki, ale jest zdecydowanie biegowa. W zeszłym roku było dość sucho poza Bartnem, jak ktoś uważał, to mógł się nawet niespecjalnie utytłać błotem. Pamiętajmy jednak co roku pogoda jest inna i w tym jest szansa, że może nam jeszcze spłatać solidnego figla. Wtedy każdy strumień, a jest ich parę po drodze (np. przed Wołowcem), to nie będzie sielanka, lecz przeprawa. W Bartnem będzie trzeba właśnie nieco wytężyć wzrok i wybrać najbardziej optymalną trasę biegu, by nie pozostawić buta w wielkim błocku po wsze czasy. Lokalny rolniczy łemkowski folklor jest urzekający, o czym możemy się przekonać w praktyce. Miejscami bywa dość, że tak się wyrażę sielsko, jeśli dobrze pamiętam, to na ok. 8 km jest taki jakby wąwóz, którym często jest sprowadzane bydło na wypas. Jeśli chcemy zaoszczędzić naszym butom dodatkowych walorów kolorystyczno – zapachowych, to tam trzeba uważać na miny pozostawione po łaciatych koleżankach, bowiem jest ich tam zazwyczaj spora ilość.

Do trudniejszych podejść które zapadły mi w pamięć mogę zaliczyć dwa: To było Kozie Żebro z długim i ostrym podejściem i kapitalnym zbiegiem, który jednak nie każdemu przypadł do gustu. Zaraz za nim w okolicach Rotundy możemy się natknąć na ostre podejście i na … „las krzyży„ jeśli je zobaczycie to znaczy, że jesteście na dobrej drodze do mety. No i słynna jedyna w swoim rodzaju góra, tuż pod sam koniec przygody i zmagań z trasą Łemko 100 km. Jedna z tych perełek, na których większość nielicho już zmęczonych ultrasów zmełła w ustach nie jedną łacińską wiązankę. Proszę Państwa to Cergowa … lub jak mawiają koneserzy Cergowa jego mać 🙂 Tym, którzy nie mieli jeszcze przyjemności nie będę psuł zabawy i odbierał tego nietuzinkowego doświadczenia przedstawiając to podejście. Zobaczycie sami, co to za górzysko. Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to warto przed Cergową się najeść i solidnie zatankować na punkcie w Chyrowej, a serwują tam doskonałe ciepłe jedzonko.
Generalnie Łemkowyna słynie z suto zastawionych stołów na punktach żywieniowych i z pysznych zup. Wcześniej nie miałem wiele okazji kosztować specjałów przygotowanych dla nas biegaczy. Zazwyczaj zabieram ze sobą i jem tylko to co sprawdzone i mi wchodzi. W tym roku jednak w związku z tym, że biegnę moje pierwsze 150 km zamierzam się stołować na wszystkich punktach, a czuję, że głód będzie wielki Do zobaczenia na biegowych ścieżkach!
Pery

Zdjęcie otwarciowe: Natalia Florek / fot. Maratonmania.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *