Jak się biegnie setkę w sztafecie? Relacja Łukasza Zdanowskiego - RUNANDTRAVEL.pl
LUkasz Zdanowski _ Malofatranska Stovk_1

3 lipca 2017 By GÓRY & ULTRA, Slider With 565 Views

Jak się biegnie setkę w sztafecie? Relacja Łukasza Zdanowskiego

1 lipca 2017 r. odbyła się kolejna edycja imprezy Malofatranská stovka, a w jej ramach po raz pierwszy bieg w sztafetach. Łukasz Zdanowski oraz Przemysław Barnowski zajęli 2. miejsce open i pokonali łącznie 105 km i +7790 m przewyższeń w 14 godzin 28 minut. Zapraszamy na pierwszą część sztafety – relację Łukasza.

Łukasz Zdanowski pokonał pierwszą część dystansu – 55 km i +4340 m przewyższenia. Przemek Barnowski drugą – 50 km i +3450 m przewyższenia.

Autor: Łukasz Zdanowski

Pewnie zastanawiacie się, skąd pomysł na tego typu zawody i dlaczego nie zdecydowałem się na indywidualny start tylko na sztafetę? Prosta i szybka odpowiedź. Bo dzielenie się jest bardzo fajne! Przeżywanie tych wszystkich chwil przed startem z partnerem i jednocześnie zawodnikiem, którego od samego początku kariery biegowej prowadzę i widzę jak rośnie w siłę, to jest naprawdę cudowne uczucie i życzę każdemu, żeby mógł to przeżyć. Wynik schodzi wtedy na dalszy plan, nie jest już aż taki ważny. Chociaż, kiedy weźmie się pod uwagę profil trasy, sumę przewyższenia oraz skalę trudności technicznych, to jest on naprawdę solidny. Ale o trasie za chwilę… Ważni są ludzie. Dla mnie liczy się, że na takich zawodach poznaję wspaniałych ludzi. Poza tym, jaram się strasznie organizacją u naszych sąsiadów. Po prostu bardzo luzackie podejście. I do rywalizacji, i do samej organizacji. Dla mnie bomba. Czy będę wracał? Wracam od 3 lat! I będę za rok!

Lukasz Zdanowski _ Malofatranska stovka _2
A na razie powrócę do ostatniego biegu, bo jak zwykle nie obyło się bez niespodzianek. Wybiła godzina 5:57, a przypomnę, że o 6.00 nad ranem przewidziany był start, a Pan Zdanowski? Haha, w toalecie! Szybka akcja. Przemek wykrzykuje, że jestem spóźniony. Już 400 metrów przed linią startu zaczynam pościg za czołówką biegu. Przed samym startem dostajemy dodatkową niespodziankę, dosłownie obrywa się nad nami chmura deszczu. Uśmiecham się w głębi duszy, wręcz się cieszę, że matka natura daje nam takie warunki. Lubię jak jest trudno, ciężko, ślisko i to jeszcze w niełatwym technicznie terenie. Teren Małej Fatry jest bardzo urozmaicony. Mamy tam ostre jak brzytwa kamienie, które tylko czekają na źle postawiony krok, ale też miejscami sporo miejsc przypominających Beskidy. Bardzo lubię tutaj wracać, są to jedne z ładniejszych okolic, w których udało mi się trenować.
Ups, wracam, bo zapomnę o samym biegu. Sądziłem, że Słowacy ostro pobiegną początek i będą próbowali zrobić przewagę. Początkowo to był lekko unoszący się bieg po 3 kilometrach asfaltu. Po niespełna 800 metrach dobiegłem do czołowej grupy, a oni, ku mojemu zdziwieniu, pierwsze kilometry dosłownie człapali. Znałem już wcześniej paru słowackich biegaczy i zaufajcie mi, oni potrafią solidnie biegać. Później okazało się, że właśnie część z nich startowała na dystansie 100 km. I tak od samego początku biegłem już praktycznie sam, chociaż czułem, że ktoś mi siedzi na plecach. Miałem rację… Pierwsze 20 km trasy znałem bardzo dobrze, bo dwa tygodnie wcześniej zrobiliśmy z Przemkiem rekonesans.
Byłem już parę razy na Małej Fatrze. Warto tutaj zaznaczyć, że Martin (organizator biegu) nie za bardzo oznacza trasę, bo sądzi, że i tak Mała Fatra jest najlepiej oznaczonym szlakiem na Słowacji. W sumie ma rację. Na biegu dostajesz do ręki dwie kartki, jedna przedstawia szlaki, którymi trzeba się poruszać, druga służy do odznaczania się na punktach kontrolnych. Tak jak wspomniałem wcześniej, dobrze znałem początek trasy, pierwsze 20 km, obawiać się mogłem tylko tych dalszych. Kiedy w pewnym momencie odwróciłem się, zobaczyłem, że siedzi mi na plecach jeden ze Słowaków. Okazało się, że jest to Martin Halasz, który tak jak ja, biegnie w sztafecie razem ze swoim bratem. I tak od punktu kontrolnego (Sedlo Medziholie 1,185 m) biegliśmy razem ku wspinaczce na Stoh (1.608 m).
Organizatorzy, ze względu na bezpieczeństwo zawodników, nie puścili nas przez najbardziej techniczny odcinek trasy, czyli Ve’lky Rozsutec (1.576 m). Była to dobra decyzja, bo lało w tym czasie niemiłosiernie. Plus dla nich, wiedzą na pewno, co robią, pomyślałem i poleciałem w kierunku wspomnianego Stoha! Cały czas próbowałem zgubić Martina. Po szybkim zdobyciu wspominanego pagórka, biegliśmy w dół, chociaż tutaj słowo biegliśmy jest mocno na wyrost, bo raczej szybko zjeżdżaliśmy w kierunku Poludnovego Gruna (1.460 m). Wywrotki i zjazdy na tyłku były standardem. Gdyby nie kije, to chyba musiałbym skakać od drzewa do drzewa. Dalsza trasa, w kierunku Vel’ky Krivan (1.671 m), jest bardzo urokliwa, wręcz bajkowa, ale pod warunkiem, że jest dobra widoczność. My niestety biegliśmy ją we mgle i sporym błocie. Chociaż kiedy sobie przypomnę wejście na Kopiska…(1.455 m) myślałem, że wyciągnę telefon i będę pstrykał foty, bo wyszło takie niesamowite morze chmur, że nie da się tego widoku opisać! Lecieliśmy dalej.

Malofatranska stovka 22
Szybki punkt kontrolny pod Chatą pod Chlebom (1.423 m), arbuz na drogę i w górę, w kierunku Mal’y Krivan (1.671 m). Tutaj mieliśmy jeden z fajniejszych odcinków drogi. Prowadził singlem przez ścisłą grań, trzeba było mocno patrzeć pod nogi, bo kamienie, aż krzyczały o to, aby się na nich poślizgnąć. I mnie niestety to nie ominęło… Zbiegając z grani, w kierunku Sedlo pod Suchym (1.304 m), biegnąc prawie kolano w kolano ze Słowakiem, zaliczyłem piękną glebę. Dosłownie czułem się tak, jakbym dostał swój pierwszy w życiu nokaut. Migiem się pozbierałem, sprawdziłem, czy wszystko gra i gdyby nie mała dziura w ramieniu byłoby wszystko w porządku. Ocknąłem się po tej wywrotce mniej więcej po 3 km. Próbowalem gonić za rywalem, ale wypracował już sobie przewagę dobrych 300 metrów. W gąszczu lasu nie mogłem go dostrzec. Zdawałem sobie sprawę, że na pewno daleko mi nie uciekł i kontynuowałem dosyć żwawo swój bieg. Zbiegając do Chaty pod Kla’cianskou Magurou (1.115 m), gdzie był ostatni punkt z wodą na mojej trasie, starałem się bardzo szybko uzupełnić braki w wodzie i jedzeniu. Zdawałem sobie sprawę z tego, że Słowak zna doskonale trasę i było to widać, bo na prostej drodze szutrowej wyrobił sobie 1-minutową przewagę do mety naszego odcinka w Lipovcu. Miałem w głowie słowa Przemka, że można na ostatnich kilometrach w końcu się rozpędzić, bo trasa delikatnie spada w dół i rzeczywiście taka była, ale na drodze było sporo rozwalonych drzew i solidnie trzeba było uważać na to, co się dzieję pod nogami. Pamiętając o kolejnych startach wiedziałem, że nie mogę za bardzo ryzykować. I przyznam się, że trochę odpuściłem na drodze asfaltowej prowadzącej do Gazdowskiej Karcmy w Lipovcu.

malofatranska stovka
Ze stratą około minuty do Martina Halasza, dobiegłem do swojej mety i przekazałem mojemu partnerowi biegowemu zegarek z GPS. Tutaj chwila relaksu i oczekiwania na resztę Polaków dobiegających na punkt. Potem dojazd na metę biegu. Śledziłem mojego partnera wiedząc, że ma sporą przewagę i wierząc, że na pewno sobie poradzi. Dla niego było to duże doświadczenie oraz świetny trening mentalny, bo wiedział, że biegnie w drużynie i nie chciał mnie zawieść. Dla nas obu było to świetne doświadczenie! Bardzo się ucieszyłem, kiedy zobaczyłem go na końcowym podbiegu na metę!

Nasz końcowy wynik to 14 godz 28 minut na dystansie 105 km i ponad 7 tysięcy przewyższenia. Zajęliśmy 2 miejsce open! Świetnie, że mogliśmy to zrobić razem!

Zastanawialiście się kiedyś, co Wam daje bieganie? Ja chyba wiem. Ogromne szczęście, że mogę poznawać fajnych ludzi, którzy mają podobnego, pozytywnego pierdolca jak ja. Daje mi to niesamowitego kopa, by móc z nimi trenować, dzielić się wrażeniami z zawodów. Kiedy można z kimś dzielić to szczęście, wtedy tworzy się niesamowita więź.

Bardzo dziękuję organizatorom zawodów, bo było naprawdę super. Świetna atmosfera po biegu. Cieszę się, że poznałem takich miłych ludzi!

Partnerami Łukasza Zdanowskiego są: Spółdzielnia Mleczarska Ryki, ELVIA Bezpieczny Wyjazd Oho, ALE – Active Life Energy.

Ciąg dalszy nastąpi… Już niedługo będziecie mieli okazję przeczytać ciąg dalszy opowieści z trasy, tym razem w wykonaniu Przemka Barnowskiego, który pobiegł drugą część sztafety.

O biegu Małofatranska stovka możecie przeczytać na naszej stronie – TU

Malofatranská stovka to jeden z biegów organizowany pod patronatem Slovak Ultra Trail, stowarzyszenia skupiającego organizatorów biegów ultra na Słowacji. Portal www.runandtravel.pl jest polskim partnerem medialnym stowarzyszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *