10 lipca 2017 By GÓRY & ULTRA, Slider With 826 Views

Stubai Ultratrail 2017. Relacja Darka Gorgolińskiego.

3:30 w nocy. Od godziny kropi deszcz. Wspinam się serpentynami w samotności bez końca. Zaczyna powoli ćmić, a tuż obok wyłaniają się skalne wieże szczytów. Robi się coraz zimniej, deszcz zamienia się w śnieg. Tak właśnie Darek Gorgoliński rozpoczyna swoją relację z Stubai Ultratrail 2017.

Autor: Darek Gorgoliński

Darek Gorgoliński na dystansie 63 km w ramach Stubai Ultratrail 2017 zajął 33 miejsce open z czasem 10:37

3:30 w nocy. Od godziny kropi deszcz. Wspinam się serpentynami w samotności bez końca. Zaczyna powoli ćmić, a tuż obok wyłaniają się skalne wieże szczytów. Robi się coraz zimniej, deszcz zamienia się w śnieg. Po wspinaczce biegnę kamienistym trawersem tuż pod szczytem Hocher Burgstall na wysokości 2400 m n.p.m. Można tu przyspieszyć, ale przed każdym ostrym zakrętem zwalniam, bo boję się, że jak za nim będzie stał inny biegacz, to z wąskiego trawersu spadniemy razem w przepaść, której dna jeszcze nie widać.

Każdy brak koncentracji może mieć fatalne skutki. Aż trudno uwierzyć, że niecałe 3 godziny temu startowaliśmy z tętniącego nocnym życiem serca Innsbrucka, biegnąc przez Starówkę mijaliśmy chwiejących się imprezowiczów, którzy nas dopingowali, niektórzy przybijali piątki. Było tak ciepło – 14 stopni. A teraz sam, w krótkich spodenkach i w koszulce z krótkim rękawkiem ledwo trzymam zmarzniętymi dłońmi kije… Ale nie chcę się tu zatrzymywać.

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne - Darek Gorgoliński

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne – Darek Gorgoliński

Spoglądam w dół. W oddali jak z samolotu widzę światełka miejscowości Neustift. Jak ja jestem wysoko… Przecież Neustift leży na wysokości ponad 1000 m, Starówka Innsbrucka, gdzie był start, na 578 m, a ledwo przecież widzę z góry Neustift.
Wiem, że za chwilę czeka mnie najdłuższy i najszybszy zbieg – właśnie do centrum Neustift – 1200 m w poziomie w dół na odległości 4,8 km. Dobiegam do końca trawersu. Widzę już w dole schronisko Starkerburger, przy którym jest punkt żywieniowy. Od razu w głowie układam plan, że pierwsze, o co poproszę to będzie gorąca herbata, żeby się rozgrzać. Ale nagle planowanie punktu znika z mojej głowy. W oddali, tak bardzo daleko jeszcze przede mną, dostrzegam majestatyczny, budzący respekt i szacunek, świeżo ośnieżony masyw lodowca Stubai, oświetlony na czerwono przez wschodzące słońce. Tam jest meta, na 3150 m n.p.m. Czy grożący mi palcem z oddali lodowiec da się pokonać…

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne - Darek Gorgoliński

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne – Darek Gorgoliński

Spoglądam jeszcze raz daleko w dół na światełka Neustift. Zgarniam śnieg z daszka czapki i wraca obraz Starówki w Innsbrucku. Ile tu kontrastów… To, co widzę w tym momencie – i teraz wspominam – najlepiej obrazuje hasło biegu – „urban2glacier”. Pierwszego biegu w ramach Stubai Ultra Trail, liczącego sobie niecałe 63 km, którego start zaplanowano na 1 lipca 2017 r. o godzinie 1 w nocy z centrum Innsbrucka. Meta znajdowała się na wysokości 3150 m n.p.m. na lodowcu Stubai, przy najwyżej położonej restauracji Austrii – Jochdole. Niby niecałe 63 km, ale do pokonania w górę jest 5116 m i 2560 m w dół. Do wyboru była także krótsza wersja – Basic – licząca niecałe 29 km. Czas dotarcia na lodowiec – 18:30. Po drodze 9 punktów żywieniowych, w których trzeba było być o określonej porze. Niby czasu dużo, ale przejść się tego nie da w tym czasie, a zmęczenie i strome podejścia zabierały siły.

Dzień przed biegiem, w piątek o 21:00, odbyła się uroczysta odprawa. Miło było zobaczyć wśród 20 flag – naszą, polską. Organizatorzy w języku niemieckim i angielskim przedstawili najważniejsze informacje. Wszystkie żele itp. miały być podpisane numerem startowym, każdy biegacz miał mieć swój kubek – nie ma śmiecenia. Z obowiązkowego wyposażenia: latarka, telefon, zapasowa bateria do latarki, kurtka na deszcz, długie spodnie, długi rękaw, apteczka itd. Wszystko było sprawdzane przed wejściem do strefy startowej.

Pakiet na bieg w pierwszej cenie kosztował 90 euro. Dużo? W pakiecie 2 torby na przepak, pasta party, żele, szampony, sól do kąpieli, zjazd kolejką z lodowca, koszulka finishera firmy Salomon, medal, pas na numer startowy, numer z czipem, mapa z profilem trasy (z QR kodem do pobrania gpx), wyżerka na mecie, piwo, napoje do woli, finisher party i 9 punktów żywieniowych z taką ilością jedzenia, że głowa (albo brzuch) mała: sery, wędliny, placki, orzeszki, arbuzy, pomarańcze, banany, daktyle, izotoniki, batony energetyczne, zupa, coca-cola, kawa, herbata, woda, placki itd., do tego trasa oznaczona – PERFEKCYJNIE!!! Oprócz tabliczek, które odbijały światło czołówki, taśma i spray na kamieniach itd. Na starcie mogliśmy oddać 2 worki z rzeczami. Jeden na przepak w 8 punkcie tuż przed najtrudniejszym końcowym podejściem na metę (1400 m w pionie) i drugi z rzeczami na metę. Dodatkowo, na trasie rozmieszczono ludzi z opieki medycznej, którzy nieźle zmarzli stojąc na graniach w tej pogodzie. Mimo to dopingowali każdego.

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne - Darek Gorgoliński

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne – Darek Gorgoliński

O samej trasie. No jest trochę asfaltu. Szczególnie w Innsbrucku, ale łącznie niewiele. Bardzo dużo trawersów, singli i twardego kamienistego podłoża. Sam najdłuższy zbieg (4,8 km) przed Neustift zaoferował nam niezłą błotną ślizgawkę i tu buty bez agresywnego bieżnika słabo wypadały, ale tylko dlatego, że całą noc lał deszcz.
Trasa bardzo malownicza i zróżnicowana – przez lasy, przy samych wodospadach, przez skały, no i wspinaczka na lodowiec po śniegu – kwintesencja biegu. Niestety, nie wszyscy tego doświadczyli, bo o godzinie 13.00 przeniesiono metę niżej o 250 m w pionie (1,5 km długości) ze względu na śnieżycę i niebezpieczne warunki. Wspominano nam o tym na odprawie. Na szczęście udało mi się dotrzeć na sam lodowiec.

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne - Darek Gorgoliński

Stubai Ultratrail 2017 / fot. archiwum prywatne – Darek Gorgoliński

Bieg wygrał Austriak – Brugger Philipp, który przebiegł trasę w 8 godzin 28 minut i 7 sekund. Nie można nie wspomnieć o atmosferze, która ogarnęła całą dolinę Stubai już na tydzień przed biegiem. Na trasie sporo kibiców, każdy dopingował, ludzie z dzwonkami, uśmiechnięci, dodający otuchy… W samym Neustift na punkcie żywieniowym stało ok. 50 osób, a byłem tam przed 6 rano. W ogóle organizacja i zaangażowanie wszystkich było widoczne na każdym kroku. Co bardzo warte podkreślenia, 2 tygodnie przed biegiem zakończono na lodowcu Stubai sezon narciarski i ponowne wznowienie ruchu kolejki gondolowej na lodowiec zaplanowano właśnie na 1 lipca. Z tym, że specjalnie na tę imprezę wydłużono czas pracy kolejki. Wjazd był możliwy od godziny 6:30, a ostatni zjazd o 20:30. Ale to nie wszystko. Zarządca kolejki Stubaier Gletscher zadecydował, że w tym dniu OBNIŻA ceny o 20%, a dzieci jadą za darmo! Austriacy to naprawdę fantastyczni ludzie. Każdy był uśmiechnięty, pomocny, wszystko super zorganizowane. Każdy z nich rozmawiał zarówno po niemiecku, jak i po angielsku. Widać było, że zależy im, aby każdy był jak najbardziej zadowolony. Co do samej doliny to ceny kwater porównywalne jak w Polsce, a widoki i trasy …

Ja tam jeszcze wrócę, a czy Ty masz jeszcze jakieś wątpliwości, czy pobiec Stubai Ultra Trail za rok?

reacje z biegow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *