24 sierpnia 2017 By GÓRY & ULTRA, Slider With 1496 Views

Tatranská Šelma Ultra 2017. Relacja Mateusza Piątka.

19 sierpnia 2017 roku odbyła się 4. edycja imprezy biegowej Tatranská Šelma Ultra na Słowacji. Trasa biegu na dystansie 55 km prowadzi czerwonym szlakiem, czyli tzw. Magistralą Tatrzańską. Na starcie stanęła liczna grupa biegaczy z Polski, w tym Mateusz Piątek. Zapraszamy do przeczytania relacji Mateusza po biegu.

Autor: Mateusz Piątek

Gdy otarłem już łzy po nieudanym losowaniu do „Biegu Ultra Granią Tatr” pojawiła się w sieci, w serwisie runandtravel.pl, zapowiedź biegu Tatranska Selma. Postanowiłem, że i tak, chociaż mnie nie wylosowali pobiegnę w tych Tatrach, więc czekałem na zapisy. Podano godzinę i czas startu rejestracji, wszedłem może 2 minuty po otwarciu zapisów, miejsca zapełniły się w 2 godziny! Świadczy to o dużej popularności tego biegu.

Co do trasy – niecałe 55 km czerwonym szlakiem – magistralą Tatr Słowackich, suma podbiegów: +3100 m. Co najlepsze, tylko niecałe 1% asfaltu, głównie kamienie, głazy i gleba. Trasa jak widać super, praktycznie brak płaskiego odcinka, poza początkowymi 10 km do Szczyrbskiego Plesa. Każde następne miejsca to już kwintesencja Tatr Słowackich, czyli najlepsze jeziora, Osterwa, trawers tuż obok Gerlacha, zjawiskowe wodospady za Hrabieniokiem, trawers obok Łomnicy pod kolejką, wspinanie się na Wielką Świstówkę, łańcuchy na zejściach, cudowne Zielone Pleso i Kopskie Siodło, z którego widziałem chyba najpiękniejszą do tej pory panoramę polskich Tatr. Meta i biuro zawodów w miejscowości Zdiar, w szkole podstawowej.

Przejdźmy do konkretów. Bieg kosztował mnie 38 euro (ok. 160 zł). Poza tym, że biegałem w Tatrach, organizator zapewnił nam w tej cenie:

  • 2 noclegi w szkole w Zdiarze. Czajnik elektryczny, 10 prysznic, 11 ubikacji, tyle samo umywalek (dla nocujących w szkole bardzo ważne elementy)
  • Koszulkę Dynafit
  • Ubezpieczenie
  • Przejazd na miejsce startu (Tri Studnicky)
  • 4 punkty żywieniowe na trasie (1 dodatkowy na dziko)
  • Obiad na mecie
  • Loteria
  • Afterparty
  • ALKOHOL! (napisałem z wykrzyknikiem, bo opiszę ten problem za moment…)

Dojechaliśmy wraz z Asią i Piotrkiem do biura zawodów. Zostało 5 min. do oficjalnej godziny zakończenia wydawania pakietów. Podchodzę do stoliczka z pakietami i… zostaje przekierowany do stoliczka obok. Przede mną stoi 6 butelek napoju TATRATEA, a za stoliczkiem stoi Arab (prawdziwy gość z Afganistanu, terrorysta z wielką brodą i flaszką w ręce). Patrzy na mnie, mówi, że Polska i „Na zdrowie!”. Za chwilę opróżniamy polany kieliszek i idę po pakiet. Dziewczyna po drugiej stronie patrzy na mój kieliszek i mówi, że „Pusty kieliszek to pusty pakiet”, wracam do Araba, nalewa mi drugi i już za chwilę cykamy go razem z dziewczyną od pakietów. Odbieram pakiet, z głośników leci „Cykady na cykladach”, „Bo wszyscy Polacy..” i kilka innych hitów, a my analizujemy w międzyczasie trasę. Sala gimnastyczna jest spora, jest ciepło, są prysznice z ciepłą wodą, czajnik!, umywalki i wszystko, czego potrzeba. Słowacy bardzo mili, bardzo dużo Polaków, z których co chwilę ktoś zagaduje i zaprasza na Tatratea. Ale wystarczy alkoholu na dzisiaj… O godzinie 22.00 wpada organizator, przygasza światła, zostawia 1 lampę. O godzinie 23.00 wchodzi drugi raz, gasi ostatnie światło, zamyka szkołę.

Tatranská Šelma Ultra 2017

Tatranská Šelma Ultra 2017

Następnie pobudka o 5:30, czuję się jak na koloni. Organizator przychodzi, budzi nas i informuje, że autobusy odjeżdżają o 6.30. Jemy śniadanie, pakowanie i o 6.30 meldujemy się w busach. Sama trasa zajmuje prawie godzinę. W międzyczasie zgaduję się z Piotrem. Docieramy na miejsce. W okolicy nic, tylko parking i początek szlaku, zero cywilizacji. Wszyscy załatwiają ostatnie potrzeby w krzakach, a Matus – organizator daje ostatnie komunikaty przedstartowe. Stoi tylko jeden baner, który jest nieoficjalną linią startu. Ponieważ za 3 tygodnie mam Bieg 7 Dolin w Krynicy, chciałem to po prostu przebiec, nie ścigać się z nikim, porobić zdjęcia i napawać się widokami. Dla mnie Tatry są zbyt piękne, żeby przemknąć nimi tak obojętnie. Poza tym trasa była zbyt najeżona luźnymi głazami, wysokościami, śliskimi kamieniami , żeby ryzykować jakąś kontuzję i nie wystartować w kolejnych zawodach. Specjalnie ustawiłem się z tyłu, żeby nie polecieć za szybko.

Tatranská Šelma Ultra 2017

Tatranská Šelma Ultra 2017

Ruszyliśmy. Trasa w momencie się zwęziła i przez następne prawie 500 m szliśmy. Nie dało się biec, nie dało się wyprzedzić, zaczęły się lekkie pagórki, ale wszystko biegowe aż do samego Szczyrbskiego Plesa. Tam czekała woda i izotonik. Ludzie klaskali i dopingowali każdego kibica, robili zdjęcia, super klimat. Dalej pod górkę do Popradskiego Plesa i podobna historia. Oni tam rozumieli, że się ścigamy i trzeba zejść z drogi. Następnie zaczęło się niemal pionowe podejście pod Osterwę. Podbiegłem pod szybszą grupkę, która poruszała się moim tempem. Na tym odcinku próba wyprzedzenia kogokolwiek groziła upadkiem z dużej wysokości. Wspinaliśmy się po kamieniach, często ruchomych, podnosząc wysoko nogi i podchwytując się rękoma. Na szczycie wspaniały widok na Rysy, Sławkowski i resztę szczytów. Kolejno trawersowaliśmy zbocza i zbiegaliśmy aż do Śląskiego Domu, gdzie był kolejny punkt. Zachowawczo schodziłem po stromych, śliskich skałach i powoli przechodziłem nad przepaściami. Po drodze puściłem wiele osób, które niczym kozice skakały po tych ruchomych kamieniach. Do dzisiaj zadziwia mnie poziom poruszania się po tych głazach Słowaków. Albo mają ryzyko we krwi albo opanowali sposób poruszania się po tych szlakach. Widząc tych wszystkich przelatujących zawodników zrezygnowałem z walki o miejsca i skupiłem się na swoim celu – ukończeniu.

Tatranská Šelma Ultra 2017

Tatranská Šelma Ultra 2017

W drodze do Śląskiego Domu zaskoczył mnie jeden Słowak. Usunąłem mu się z drogi, a on przeskakując po głazach na trawersie potknął się i przywalił twarzą w skałę. Zaczęła lać mu się z nosa krew, przetarł ją ręką, zapytałem się, czy nic mu nie jest, a on pognał od razu dalej, jeszcze szybciej. Ja w tym momencie szedłem… Przy Batyżowieckim jeziorze miłe zaskoczenie. Wdrapał się tam kolega organizatora – szerpa z wielkim baniakiem z wodą i polewał ją zawodnikom. Przy temperaturze powyżej 20 stopni i w pełnym słońcu wytraciłem już cały swój zapas i z chęcią skorzystałem. Dobiegamy do Śląskiego Domu pod Granią Gerlacha, a tam pełen wypas!!!!
Stoły uginały się pod ciężarem chleba ze smalcem, nutellą, serkami, salami. Były batony zwykłe i proteinowe, banany, arbuzy, pomarańcze, cukierki, doskonała czekolada z orzechami, mieszanka studencka, elektrolity, izotonik, herbata i woda. Przez moment nie wiedziałem, czego chcę, złapałem wszystkie owoce, wziąłem pajdę chleba wysmarowaną nutellą, zagryzłem czekoladą z orzechami i poleciałem dalej. Dalej kolejne trudności techniczne i zbieg do Hrabienioka (30 km), gdzie był tzw. stop limit = 5godzin. Kto się nie zmieścił, został zwieziony do Zdiar. Nalałem tam tylko wody, zameldowałem obecność i poleciałem dalej. Tutaj na trasie było już bardzo dużo turystów i nie było łatwo wymijać. Kto za bardzo przycisnął, właśnie tutaj miał swój kryzys. Podejście było baaardzo długie i ciągnęło się w nieskończoność. Będąc tuż pod Łomnicą, w dole tlił się Stary Smokovec. Właśnie tutaj postawiłem jakoś inaczej stopę i nagle ciach. Przeszył mnie straszny ból, że aż rykłem. Poczułem cały mięsień na całej długości uda. Z góry na dół bolał bardzo. Zrobiłem kilka kroków i nie mogłem wytrzymać, musiałem się zatrzymać. Ktoś się zatrzymał, chciał mi pomóc. Powiedziałem, że schodzę. Starałem się zlokalizować. Obok była kolejka na Skalnate Pleso. Wyciągnąłem telefon i maść rozgrzewającą. Jedną ręką się smarowałem, a drugą kręciłem nr organizatora. Jeden raz, nie odebrał. Drugi raz też nie. Postanowiłem, że zjadę kolejką do Łomnicy i Asia, która nie biegła odbierze mnie spod wyciągu. Zacząłem iść w stronę kolejki, żeby kupić bilet, ale noga coraz mniej bolała. Spróbowałem biec, jest ok. Poleciałem więc dalej na Świstówkę, byłem już wolniejszy, bo czułem napięcie w nodze, przepuszczałem szybszych od siebie. Żar lał się z nieba, a my już ponad godzinę podchodziliśmy pod Świstówkę. Następnie wyjątkowo ciężkie i strome zejście, gdzie nie było sensu zbiegać, żeby nie zginąć. Dokładnie pamiętam moment z łańcuchami po korycie strumienia, gdzie nogi same ślizgały się w dół, a ręce zostawały na łańcuchu. Słowacy zaprawieni w bojach wyprzedzają mnie znowu… Docieram do Zielonego Plesa. Moje podniebienie dostało właśnie orgazmu!

Tatranská Šelma Ultra 2017

Tatranská Šelma Ultra 2017

Patrząc na stoły, widząc te bułki z nutellą, smalcem, rosołki i całą resztę tego, co było na Śląskim Domu nie wiedziałem znowu, co chcę. Do tego doszły jeszcze Dekstroza, cukierki… Złapałem znowu bułę z nutellą, kiełbasę, popiłem rosołem i poleciałem. Zaczęła się ulewa, szlak zaczął spływać wodą i błotem. Czułem coś w bucie, zatrzymałem się i próbowałem to usunąć, ale tam nic nie było. Okazało się, że to skóra pod stopą szczypie mnie już od tych skał. Potem jeszcze jedno ostatnie podejście pod Szerokie Siodło, które widziałem, że niszczyło już każdego. Przestało padać, ale szlak w dół Zdiar płynął razem z moimi butami. Nie wiedziałem, czy lepiej biec trawą w dół i nie widzieć poukrywanych tam kamieni, czy ślizgać się w błocie. Postawienie nogi na kamieniach kończyło się efektywnym lądowaniem na tyłku. To było najgorszy i najwolniejszy 5 km zbieg w mojej karierze. Schodziłem na czworaka, łapałem się każdego drzewa, schodziłem tyłem, zjeżdżałem na tyłku. Słowacy i to ich ryzyko sprawiło, że wyprzedziło mnie w tym czasie 8 osób. Nie wiem jak oni to robią. Cały czas miałem w głowie Krynicę i wiedziałem, że jak jestem tutaj, to już dobiegnę chociaż w dobrym zdrowiu.
Końcówka była asfaltem. Wyrównałem swoją stałą prędkość i starałem się nie zwalniać. Ostatnie metry w Zdiar do szkoły to długi podbieg. Tutaj jeszcze „łyknąłem” 2 osoby, bo ostatni zbieg mnie wcale nie zmęczył – odpocząłem, to biegnę. Dotarłem na metę po 8 godzinach i 8 minutach. Plasując się na 46. miejscu open i 35. w kategorii do 39. roku życia. O trudności biegu może świadczyć to, że nie ukończyło go ponad 50 osób, które miały wypadek albo nie zmieściły się w limitach.

Na mecie wyżerka – owoce, czekolada, nutella, smalec, mieszanka studencka, kiełbasa, napój z wyciągiem z Aloesu, Red Bull i Tatratea. Wszystko bez ograniczeń. Spotkaliśmy się z Polakami i przetestowaliśmy kilka smaków procentowej Tatratea, była okazja napić się z organizatorami, następnie prysznic i obiad. Na obiad dostaliśmy kurczaka w warzywach z ziemniakami i słowackie piwo. Wróciliśmy, wypiliśmy jeszcze trochę Tatratea przed afterparty i zjedliśmy pizzę w super klimatycznym lokalu za 5 euro. Z czystym sumieniem mogę polecić ten bieg. Jest to wystarczające otarcie łez dla osób, którym nie poszczęściło się w losowaniu do polskiej wersji Biegu Granią Tatr.

Więcej informacji o biegu Tatranská Šelma Ultra 2017 znajdziecie na naszej stronie >>> TU

Zapraszamy na bloga Mateusza Piątka >>> TU

Zapraszamy na fan page Mateusza >>> Never Stop

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *