19 października 2019 By GÓRY & ULTRA, Slider With 462 Views

Ultra Mirage 2019 w relacji Piotra Rogórza oraz Dariusza Wojdy.

Przed startem były obawy o wysoką temperaturę, saharyjskie słońce i pustynny tzw. kopny piach. Nad wszystkimi „niedogodnościami” biegania ultra po pustyni udało się jednak zapanować. Piotr Rogórz oraz Dariusz Wojda są finisherami Ultra Mirage 2019, czyli biegu na dystansie 100 km po tunezyjskiej części pustyni Sahara.

Piotr Rogórz

Piotr Rogórz / archiwum prywatne

Ultra Mirage 2019 przeszedł do historii i cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tej świetnie zorganizowanej imprezie. Oczywiście jestem też bardzo zadowolony z mojej postawy, ponieważ wypełniłem swoje przedbiegowe założenia oraz udało mi się uniknąć kryzysów i tzw. walki o przetrwanie na trasie, mimo braku większego, specjalistycznego przygotowania do tych wysokich temperatur. Pierwszy raz miałem okazję biegać w saharyjskich pejzażach i jestem urzeczony ich pięknem. Bezkres, kolory i cisza pustyni na długo pozostaną w mej pamięci. Zachód i wschód słońca oraz nocne niebo, przytłaczające ogromną ilością gwiazd i ich wyrazistością na długo będą przywoływać wspomnienia. Oczywiście bieg nie należy do łatwych. Podstawową trudnością była wysoka temperatura, która w godzinach południowych sięgała 40 stopni. Piaszczyste miękkie podłoże oraz pofałdowany teren setkami piaszczystych muld również stanowiły dodatkową uciążliwość. Jednak moim zdaniem największym zagrożeniem było przegrzanie organizmu i pominięcie jego pierwszych objawów. Jak zwykle blisko 30% uczestników nie ukończyło biegu, w tym kilku pretendentów do podium, głównie z tego powodu. Udało mi się tego uniknąć poprzez właściwy strój ochronny przygotowany przez firmę Eerle oraz dodatkową butelkę wody, żeby co 5 kilometrów schładzać głowę i zmniejszyć odczucie żaru płynącego z nieba. Dodatkowo spokojne tempo sprawiało, że nie wyszedłem za daleko ze strefy biegowego komfortu. Jednak ultra dla mnie to bardziej przygoda i obcowanie z naturą niż pogoń za wynikiem, więc mimo tak ekstremalnych warunków czerpałem z niego wiele przyjemności. Wszystkim, którzy marzą o takich doświadczeniach polecam ten bieg jednak ostrzegam przed bagatelizowaniem trudności. Organizacja, warunki zakwaterowania oraz atmosfera wydarzenia zasługują na najwyższe uznanie.

Dariusz Wojda

Dariusz Wojda / fot. archiwum prywatne

Żaden bieg nie wzbudzał mojego niepokoju. Żaden nie był tak wyczekiwany jak Ultra Mirage, czyli 100 km biegu przez pustynię Sahara. Gdyby nie Piotrek Rogórz, nie byłoby tego wszystkiego. To on namówił na bieg, sprzedał piękną historię, że to przygoda życia i takie tam…
Miał rację. To była przygoda życia i wszystko, co było przed, wszystko związane z przygotowaniami. Inne niż zwykle treningi bo w saunie, wymuszony sposób nawadniania i nauki organizmu gospodarki wodą.
Wspierające mnie firmy Brubeck, Altra Running, Sklep Biegacza, Salomon Running i Zdrovit zadbały o wszystko, co niezbędne sprzętowo. Burmistrz mojego miasta Józefów objął Patronat nad Projektem Sahara. Wystarczyło tylko przebiec…
Sam bieg jak sen. Szybki i zbyt wiele z niego uciekło. Emocje jak burza, gwałtowne, z piorunami. A zaczęło się niewinnie – od poranka z pięknym wschodem słońca i 26 stopniami od pierwszych promieni słońca. Godzina 7 wyznaczała start i spuściła ze smyczy niepewność, która pognała w bezkres. Przyszła zaciętość i silna chęć udowodnienia sobie, że mogę to zrobić. Pierwsze kilometry zbyt łatwe pomimo niemałej przecież temperatury. Bieg po dnie słonego jeziora bajkowy, wśród skalistych wierzchołków, które pewnie kiedyś były wyspami.
Później już tak łatwo i szybko nie było. Zaczął się piach, wyższa temperatura i wszechobecne nic. Zupełne nic. Piach i suche kępy roślin. Od godziny 10 do 16 temperatura weszła na poziom 41,5 stopnia i zaczęła się prawdziwa walka. Mocne przegrzanie organizmu, ambicja każe napierać do przodu, wiejący wiatr jak w piekarniku termoobieg po prostu przyspiesza grillowanie…

Dariusz Wojda / fot. archiwum prywatne

Wtedy miałem największe chwile zwątpienia. Ale nie takie, aby zrezygnować, ale abym tu po prostu nie umarł lub bym nie złapał udaru. Tu już była cienka granica między próbami przełamywania oporu organizmu a narażeniem się na konsekwencje nadmiernej ambicji. Zwolnienie, chód i częstsze odpoczynki pozwoliły złapać równowagę temperaturową i od 65 kilometra po wybiegnięciu z punktu żywieniowego był już cały czas bieg. Wróciły siły i organizm jak nowy silnik w samochodzie zamruczał i zaczął przeć do przodu. Temperatura pomimo wszystko ciągle absurdalna oscylowała na poziomie 36 stopni co i tak dawało odczuwalna ulgę po jatce godzinę wcześniej. Wszędzie piach, piach, piach i każdorazowo obawa czy starczy płynów do następnego punktu. W biegach górskich mamy punkty odniesienia: szczyt góry, widoczny zbieg itd., a tu prosta droga ciągnąca się po horyzont. Mocno ora psychę. 80 km i zegarek podpowiada, że zrobię bieg w 14 h i 20 min. Krótka myśl że może spróbować zrobić 13h z przodu wpadła do głowy i szybko wypadła. To już niemożliwe. Jest godzina 19 i przyszła Pani ciemność. Teraz już tylko w świetle czołówki. Sahara i noc. Abstrakcja. Niebo usiane gwiazdami i zapach wielbłądów… To tak pięknie wygląda że nic tylko brać udział w imprezie…
Ostatnia dyszka już w amoku. Jak najszybciej to skończyć. Zmęczenie narasta, przesyt pustyni już wyraźny, umysł ma dosyć. Ostatnie metry, flaga Polski w ręku, wbiegam, wrzeszczę POLAND i eksploduję szczęściem…
Pierwszy z dwóch Polaków (Piotr niebawem też skończy bieg z bardzo dobrym czasem), który przebiega 100 km jednego dnia przez Saharę.

Dariusz Wojda / fot. archiwum prywatne

To mój najtrudniejszy bieg, ale o najpiękniejszym smaku triumfu nad ciałem i umysłem. Bardzo trudny, temperatura zabijająca wszystko, wszędzie słońce i piach. Żadnych bodźców wzrokowych, tylko piach. Zdecydowanie bieg dla poszukujących wrażeń, ale tylko dla biegaczy, którzy odrobią lekcję przygotowania do biegu i aklimatyzację do wysokich temperatur. Inaczej nie zasmakują mety, bo światło zgaśnie zdecydowanie za szybko. Nie można liczyć, że się uda. Tu nic się nie uda. Sahara nie wybacza, nie bierze jeńców.
Finalnie 14 h i 6 min., 18. miejsce na 168 zawodników, którzy wystartowali, 117 ukończyło, 51 DNF
Jest bardzo ciężko ale satysfakcja z innej bajki…

Film Dariusza Wojdy z Ultra Mirage 2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *