30 czerwca 2018 By GÓRY & ULTRA, Slider With 1264 Views

¡Vamos, vamos! Trzy dni napierania w hiszpańskich górach, czyli Riaño Trail Run 2018

Jest 14 czerwca 2018 roku. Tuż po 16.00 na lotnisku w Madrycie rozpoczyna się nasza przygoda z Riaño Trail Run. Autobusem organizatora, razem ze zwycięzcami naszego konkursu, wyruszamy w kierunku położonego około 400 km na północ Hiszpanii – Riaño. Już po raz trzeci miasteczko to – położone na wysokości 1131 m n.p.m. w hiszpańskiej prowincji León – będzie bazą 3-etapowego biegu górskiego Riaño Trail Run, wchodzącego w skład Spain Ultra Cup.

Dzień przed biegiem.

Jest 14 czerwca 2018 roku. Tuż po 16.00 na lotnisku w Madrycie rozpoczyna się nasza przygoda z Riaño Trail Run. Autobusem organizatora – razem z Magdaleną Czechoską, Anetą Ściubą, Jaromirem Krzyszczakiem oraz Przemkiem Barnowskim, którzy w zorganizowanym przez portal runandtravel.pl konkursie wygrali udział w imprezie – wyruszamy w kierunku położonego około 400 km na północ Hiszpanii Riaño. Już po raz trzeci miasteczko to – położone na wysokości 1131 m n.p.m. w hiszpańskiej prowincji León – będzie bazą 3-etapowego biegu górskiego Riaño Trail Run (wchodzącego w skład Spain Ultra Cup), w ramach którego biegacze mają do pokonania łącznie ok. 90 km i +7000 m przewyższeń.

Po pięciu godzinach podróży Riaño wita nas obłędnymi widokami. Zachodzące słońce w otoczeniu pięknych gór leżących w jednym z najstarszych parków narodowych Hiszpanii i Europy – Picos de Europa – powala z nóg… Jak bardzo góry te powalają – niektórych dosłownie, innych swoim pięknem w przenośni – przyjdzie nam się przekonać podczas kolejnych trzech dni biegu. Swoim widokiem zachwycają jednak nie tylko górskie szczyty, ale i jezioro, które okazuje się sztucznym zbiornikiem wodnym powstałym na początku lat 80. XX wieku w celu kontroli powodzi i wytwarzania energii hydroelektrycznej. Zachwyt nad pięknem jeziora mąci więc nieco świadomość, że pod jego powierzchnią znajduje się zalane „Stare” Riaño…  Tymczasem parkujemy w „Nowym” Riaño przed Riaño Camp.

Widok z Riaño na El Picon / fot. Diego Winitzky

Na polu namiotowym – które w tym roku ze względu na liczbę zawodników znalazło swoje miejsce na piłkarskim boisku – prawie 200 jednoosobowych fioletowych namiotów ma swoich nowych mieszkańców, którzy z Hiszpanii, Portugalii, Japonii, Wielkiej Brytanii, no i oczywiście z Polski, przyjechali zmierzyć się z hiszpańskimi górami. Nocleg i wyżywienie na Riaño Camp nie są opcją obowiązkową. Nie ma jednak co ukrywać, że mieszkanie wspólnie z innymi biegaczami jest jedną z atrakcji całej imprezy. Ktoś mógłby zapytać? A gdzie łazienki? Gdzie toalety? Jest oczywiście i zaplecze sanitarne. Biegaczom zostały udostępnione prysznice i toalety w oddalonym o kilkanaście kroków od pola namiotowego budynku należącym do miejscowego kompleksu sportowego. Tam również Hiszpanie będą wpadać na obowiązkową poranną kawę. Odbieramy pakiety, w których znajdują się numery startowe na każdy dzień biegu, chip oraz kamizelka biegowa ufundowana przez WAA Ultra Equipment, złotego sponsora imprezy.

Riaño Camp / fot. Diego Winitzky

Pierwsze wrażenia? Oprócz zachwytu nad pięknem miejsca, nieodparta myśl… „Tu nie ma przypadkowych biegaczy…” Nieodparta myśl potwierdza się po dokładnym przestudiowaniu listy startowej… Po polu namiotowym przechadzają się więc… Hiszpan Roberto Hernandez Heras, jeden z najbardziej utytułowanych kolarzy szosowych, czterokrotny zwycięzca jednego z najważniejszych wyścigów kolarskich Vuelta a España, który po porzuceniu kolarskiej kariery skupił się na biegach trailowych.

Po lewej – Roberto Hernandez Heras / fot. Diego Winitzky

Jego brat – Miguel Angel Heras, ubiegłoroczny zwycięzca Ultra Sierra Nevada 100 km – który tym razem pełni funkcję dyrektora technicznego biegu… Hiszpan Pablo Villa, zwycięzca Transgrancanaria Advanced 2018, biegu podczas którego 65 km i +3200 m przewyższeń pokonał w czasie 5:07:04… Hiszpan Julian Morcillo Garcia, ubiegłoroczny zwycięzca w parze z Nahuel Passeratem, biegu Euforia w ramach Andorra Ultra Trail… Hiszpanka Silvia Trigueros Garrote, druga kobieta na mecie ubiegłorocznej edycji Tor des Geants 330 km, pierwsza kobieta na mecie ubiegłorocznej edycji Ehunmilak 168 km, trzecia kobieta na mecie etapowego biegu The Coastal Challenge Expedition – 233 km… Jej osiągnięcia można byłoby jeszcze długo tak wymienić. Wśród Portugalczyków na uwagę zasługuje Ester Alves z portugalskiego Salomon Suunto Team oraz członek tego samego teamu – Tiago Cantante Romão, wielokrotny mistrz Portugalii w biegach na orientację, który po zdobyciu wszystkich indywidualnych tytułów krajowych, od 2016 roku postanowił przerzucić się na zawody trail runningowe. W 2017 roku podczas World Trail Running Championships w Badia Pratagalia we Włoszech zajął 35. miejsce. Kto z nich stanie na podium Riaño Trail Run? Czas pokaże…

Miguel Angel Heras

Chciałoby się teraz napisać, że powoli zachodzi słońce, a większość biegaczy układa się już do snu… No może i większość się układa. Słońce jednak uporczywie nie zachodzi… Jest 22.30, kiedy zaczyna robić się względnie szaro i… zimno. Jak pokazały kolejne dni pogoda w Riaño zmienną jest: rankiem wczesna, czasami mglista wiosna, w dzień hiszpańska patelnia, a w nocy lekka, ale jednak zima. Biorąc pod uwagę już tylko kilka wymienionych powyżej nazwisk, któż z nich martwiłby się jednak chłodnymi nocami pod namiotem? W końcu Riaño Camp zasypia. Przed biegaczami pierwszy etap biegu, czyli 29,9 km i około 2.450 m+ i 2.684 m- przewyższeń.

15 czerwca 2018 r. I etap Riaño Trail Run.

6:30 to nie jest dobry czas na wstawanie pod namiotem. Nikt się jednak nie ociąga, a pierwsi biegacze stoją już w kolejce na śniadanie. Po śniadaniu przed większością namiotów odbywa się małe „zbrojenie”. Opaski kompresyjne… Kamizelki biegowe… Kije… Napełnianie softflasków… Punkt 8.00 wszyscy już siedzą w autokarach i czekają na odjazd na start. Dzień zapowiada się słoneczny, mocno słoneczny. Pierwszy etap Riaño Trail Run, czyli 29,9 km i około 2.450 m+ i 2.684 m- przewyższeń, startuje punktualnie o 9.00 z Valverde de la Sierra, niewielkiej miejscowości w prowincji León. W polskiej ekipie humory przedstartowe dopisują. Jeszcze nie wiedzą, co ich czeka. Cóż bowiem filmy z ubiegłorocznej edycji, cóż profil trasy i cóż wgrany track, kiedy nie wiedziało się trasy na żywo… Można powiedzieć, że pierwsze kilka kilometrów to typowy bieg trailowy po płaskim… Tyle że na wysokości 1400 m n.p.m. Można tak jednak tylko powiedzieć, bo już w okolicy siódmego kilometra na „zaliczenie” czeka jeden z najwyższych szczytów gór Kantabryjskich – Espigüete (2450 m n.p.m.) w kształcie piramidy, położony na terenie Parku Narodowego Fuentes Carrionas y Fuente Cobre – Montaña Palentina. Kiedy czołówka biegnie już po grani, pozostali wspinają się po osuwających się kamieniach, co chwilę pokrzykując z ostrzeżeniem przed małymi lawinami. Na grani niespodzianka. Miguel Angel Heras, dyrektor techniczny biegu, czeka na biegaczy. Z grani kamienistym żlebem trasa prowadzi w dół. Warto było wspiąć się na grań, chociażby po to, żeby zobaczyć jak sam Mistrz po tym kamienistym żlebie z niej zbiega. Po grani, kamienistym żlebie, czas na pierwszy z trzech na trasie punkt odżywczy i kontynuację biegu górską ścieżką, która jako jedna z nielicznych podczas wszystkich trzech etapów biegu, wygląda na turystyczny szlak. Tracki z trasą wgrane do zegarków (obowiązkowe na biegu) mało się jednak przydają. Pomimo tego, że w większości trasa biegu prowadzi poza jakimikolwiek szlakami, jest wręcz perfekcyjnie oznakowana przez organizatorów. W powietrzu unosi się intensywny i piękny zapach żółtych kwiatów oblepiających krzaki. To cytisus scoparius, w Polsce znany pod nazwą „żarnowiec miotlasy”. Potem jest równie różnorodnie. Skakanie po wielkich głazach, wspinanie się po zlepieńcach, przedzieranie się przez kosodrzewinę, zbiegi po zalegającym jeszcze wysoko śniegu, podmokłe wysokogórskie hale z dziurami w ziemi na metr… I dwa szczyty na koniec – La Rasa i Los Pandos. Na mecie w Boca de Huérgano jak zwykle z wielkim entuzjazmem wita biegaczy sam Jose Antonio de Pablo, znany wszystkim pod pseudonimem Depa. Tego spikera, który jest również biegaczem i twórcą hiszpańskiego magazynu „Trail Run”, znają chyba wszyscy bywalcy hiszpańskich biegów.

fot. Diego Winitzky

Czas na podsumowanie pierwszego etapu Riaño Trail Run. Można je ująć w trzech słowach: piękny i mocno techniczny. Limit na pokonanie 29,9 km i około 2.450 m+ y 2.684 m- przewyższeń wynosił 8 godzin. A kto wygrał? Tego można się było w sumie spodziewać. Najlepszym biegaczem, którym powyższy dystans pokonał w 3:47:33 był Hiszpan, Roberto Hernandez Heras. Pierwszą kobietą na mecie była Hiszpanka, Silvia Trigueros, z czasem 5:12:16,9. Pierwsze miejsce wśród teamów męskich zajęli Portugalczycy – Luis Carlos De Almeida Duarte i Jerome Rodriges, którzy przybiegli na metę z czasem 4:08:44. Pierwsze miejsce wśród teamów mieszanych należało do Hiszpanów – Raula Alonso Garcia oraz Estelity Santin Fernández (5:23:26,1). Polski team mieszany, czyli Aneta Ściuba oraz Jaromir Krzyszczak, z czasem 06:15:45,6 zajął 4. miejsce w kategorii. Przemek Barnowski pierwszy etap zakończył na 19. pozycji wśród mężczyzn z czasem 05:33:17,8.

16 czerwca 2018 r. II etap Riaño Trail Run.

Sobota, 16 czerwca 2018 roku, w miejscowości Riaño nie zapowiada się słonecznie. O ile pierwszego dnia wszystkich obudziło piękne słońce, o tyle dnia drugiego nad polem namiotowym wisi mgła. Widoczność gór zerowa. Co poniektórzy do biegowego wyposażenia dorzucają więc kurtki i długie spodnie, które – jak się potem okazuje – całe szczęście nie będą im potrzebne. Zmienność pogody w górach nie jest niczym niezwykłym. Ubiegłoroczna edycja prawie cała upłynęła pod znakiem kapryśnej pogody, tydzień przed tegoroczną – cały weekend lało.
Punktualnie o 7.45 busy z biegaczami wyruszają na start drugiego etapu Riaño Trail Run (38 kim i 3.081m+/2.818m- przewyższeń), który tym razem zlokalizowany jest w samym centrum Parku Narodowego Picos de Europa – w pięknej hiszpańskiej wiosce Caín de Valdeón, będącej jednocześnie miejscem początku wielu szlaków turystycznych. Serpentyna za serpentyną, wąską trasą tylko na jeden pojazd, busy z biegaczami pną się w górę… Za chwilę wspinać zaczną się również sami biegacze. Przed nimi już na 5 kilometrze szczyt El Picon (1800 m. n.p.m), który „przesieje” nie tylko najsłabszych. Na pierwszym punkcie kontrolnym – po ostrym i długim zbiegu z El Picona (14 km) – wszyscy czekają na pierwszego biegacza. Jest! A nie, to Miguel Heras biegnie przed zawodnikami i na pierwszym odcinku znaczy trasę. Na ten punkt nie wszyscy docierają o czasie. Dzisiaj obowiązują ostre limity – kto się nie zmieścił w 4 godzinach z wejściem i zejściem z El Picona odpada z gry. Dla tych, którzy wygrali z górą rozpoczyna się prawdziwy piękny trail – są więc i łąki znowu usłane krzakami z żółtymi kwiatami, są i kamienie, jest i śnieg i dużo wody na podmokłych łąkach. W Oseja de Sajambre, gdzie zlokalizowana była meta, tym razem nie słychać głosu Depy. Za to słyszą go na mecie w Riaño, gdzie docierają zawodnicy z Riaño Open, czyli biegu na dystansie 48 km, który jest organizowany w ramach imprezy. Wygrywają go wśród panów – Unai Vallejo (5:32:05), a wśród kobiet mistrzyni hiszpańskiego trailu – Monica Vives (6:23:26.).

Limit na pokonanie 38 km i 3.081 m+ y 2.818 m- przewyższeń wynosił 9 godzin. Kto był najlepszy tym razem? Jak można było się spodziewać, jako na pierwszy na metę dociera Roberto Heras (04:54:). Ułamki sekund za nim pojawia się Portugalczyk, Tiago Cantante Romão, wielokrotny mistrz Portugalii w biegach na orientację. Przemek Barnowski na mecie pojawił się po 7 godzinach i 3 minutach i zajął tym samym 20. miejsce wśród panów. Po 6 godzinach i 22 minutach na mecie pojawia się pierwsza kobieta. To Portugalka Silvia Garrote Trigueros, która również podczas I etapu była pierwsza. W teamach męskich bez zmian. Drugi etap wygrywają Portugalczycy (5:07). Na drugim miejscu na mecie (czas 5:41:23) pojawia się para Pablo Villa oraz Juanjo Garcia. Aneta Ściuba i Jaromir Krzyszczak, czyli polska para mix, na metę dociera ponownie jako 4. w kategorii.

17 czerwca 2018 r. III etap Riaño Trail Run.

Dzień trzeci i ostatni hiszpańskiej przygody. Na starcie rządzą fioletowo-różowe biegowe spódniczki, również u panów. Sympatyczna ekipa biegaczy z Wysp Kanaryjskich nie tylko podczas ostatniego etapu zaskakuje oryginalnymi strojami. Kiedy jednak w niedzielny poranek wyłonili się z namiotów w różowych falbankach, zrobili największą furorę.

fot. archiwum prywatne

Na trasę trzeciego etapu Riaño Trail Run zawodnicy wyruszają z miasteczka Salamón punktualnie o 10.00. Tym razem do pokonania jest 22,7 km i 1.391 m+ y 1.330 m- przewyższeń. O ile dzień pierwszy był mocno techniczny, dzień drugi łączył wspinanie z bieganiem, o tyle dzień ostatni można powiedzieć, że jest już prawdziwie biegowy i najbardziej przypominający polskie biegi trailowe. Są więc i leśne ścieżki, i szutrowe drogi, i odcinek asfaltowy w tunelu. Są i zbiegi (znowu pojawia się podmokły teren z głębokimi dziurami) i podbiegi, no i oczywiście „wspinanie” też jest. Jest też upał. W niewielkim miasteczku Horcadas – na drugim i ostatnim punkcie odżywczym trzeciego etapu (14.7 km) – biegaczy wita bicie w dzwony i śpiew. „¡Vamos, vamos! ” Wolontariusze wszelkimi dostępnymi sposobami motywują do „walki” z podejściem na ostatni w tym biegu szczyt – Pico Gilbo (1679 m n.p.m.). Po podejściu na biegaczy czeka piękny, ale dosyć wymagający eksponowany odcinek. Na grani oprócz wolontariuszy biegacze znowu spotykają dyrektora technicznego biegu. Potem długi, ostry zbieg z widokiem na jezioro i miasteczko Riaño. Ostatnie kilometry do mety poprowadzone są leśnymi drogami i szutrową drogą. Jeden zakręt, drugi i w oddali pojawia się… to, co trailowcy lubią najbardziej… bieg przez długi most i … schody w miasteczku, których nie masz szans ominąć, bo prowadzą na metę. A na mecie, zlokalizowanej na Plaza Cimadevilla przy miejskim ratuszu w Riaño, impreza, którą oczywiście prowadzi Depa. Na biegaczy czekają medale, koszulki finishera i … wielka patelnia z paellą.

Limit na pokonanie 22,7 km i 1.391 m+ y 1.330 m- przewyższeń wynosił 5 godzin. Najlepszy biegacz III etapu? Oczywiście Roberto Heras! (2:13:21). Drugi na mecie pojawia się Portugalczyk – Tiago Cantante Romão (2:24:20). Przemek Barnowski – z czasem 2:56 – trzeci etap kończy na miejscu 15. Pierwszą kobietą z czasem 2:54 jest tym razem Soraya Gómez, drugą – Ana Crisitna Constantin (3:10). Portugalka Ester Alves podczas trzeciego etapu zajmuje trzecie miejsce. W teamach mix polska para – Aneta i Jaromir – trzeci etap kończy po raz trzeci na 4. pozycji.

Podsumowanie

Niekwestionowanym zwycięzcą wszystkich etapów biegu został Hiszpan Roberto Heras, który 90 km w ciągu trzech dni pokonał w łącznym czasie 10:55:31. Na drugim miejscu znalazł się Tiago Romao z łącznym czasem 11:20:19, a na trzecim Marcos Ramos z łącznym czasem 11:35:18. Przemek Barnowski, z łącznym czasem 15:33:39, trzy etapy biegu kończy na 19. miejscu.

Od lewej: Tiago Romao, Roberto Heras, Marcos Ramos.

Wśród kobiet pierwsze miejsce zajęła Silvia Trigueros, która wszystkie etapy biegu pokonała w czasie 14:49:10. Drugie miejsce przydało Ester Alves, która wszystkie etapy biegu zakończyła w czasie 14:55:25, a trzecie miejsce Ana Cristina Constantin z czasem 15:59:29.

Od lewej: Ester Alves, Silvia Trigueros,Ana Cristina Constantin.

Wśród teamów męskich na pierwszym miejscu wszystkie trzy etapy biegu kończą Portugalczycy – Luis Duarte i Jérôme Rodrigues – z czasem 11:43:28. Na drugim miejscu – Pablo Villa i Juanjo García. Wśród teamów mieszanych Estelita Santin Fernández i Marcos Raul Garcia Alonso oraz 15:08:47.  Team mieszany Aneta Ściuba i Jaromir Krzyszczak kończą trzy etapy biegu na 4. miejscu w kategorii oraz na I w kategorii par mieszanych „senior”.

Luis Duarte i Jérôme Rodrigues

Estelita Santin Fernández i Marcos Raul Garcia Alonso

***

Nie opowiedzieliśmy w tej relacji jeszcze wszystkiego o Riaño Trail Run. O skali trudności poszczególnych etapów biegu, o tym jak się do niego przygotować i jakie wyposażenie przyda się na trasie, przeczytacie w wywiadach z polskimi biegaczami, którzy wzięli udział w Riaño Trail Run 2018.

Góra górę poganiała. Przemek Barnowski o swoim starcie w Riaño Trail Run 2018

  • Więcej zdjęć z tegorocznej edycji Riaño Trail Run znajdziecie >>>TU.  
  • Wszystkie zdjęcia w materiale: Diego Winitzky oraz materiały prasowe organizatora. Na zdjęciu „otwarciowym” – Roberto Hernandez Heras na grani podczas I etapu  Riaño Trail Run.
  • Zapraszamy na stronę Riaño Trail Run >>> TU oraz na fan page na Facebooku >>> TU
  • Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat Riaño Trail Run, piszcie na adres: office@runandtravel.pl

Autor relacji: Monika Bartnik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *