3 lipca 2018 By GÓRY & ULTRA, Slider With 594 Views

Góra górę poganiała. Przemek Barnowski o swoim starcie w Riaño Trail Run 2018

Z jakim nastawieniem jechał na bieg? Jak ocenia jego skalę trudności? Jakie rady ma dla tych, którzy chcieliby w przyszłości pobiegać w hiszpańskich górach? Na te między innymi pytania odpowiada Przemek Barnowski, jeden ze zwycięzców naszego konkursu, w którym nagrodą był udział w 3-etapowym biegu górskim w Hiszpanii – Riaño Trail Run. Przemek z Hiszpanii wyjechał z 19. miejscem open wśród najlepszych biegaczy hiszpańskich i portugalskich.

Riaño Trail Run to 3-etapowy bieg górski organizowany w północnej Hiszpanii na terenach Parku Narodowego Fuentes Carrionas y Fuente Cobre – Montaña Palentina, Parku Regionalnego Picos de Europa i Regionalnego Parku Montañas de Riaño y Mampodre. Jest jednym z biegów w ramach Spain Ultra Cup, w którym łącznie do pokonania jest ok. 91 km (+ 7000 m / -6850 m przewyższeń) rozłożonych na trzy dni – 29,9 km, 38 km oraz 22,7 km.

Tegoroczna edycja imprezy odbyła się w dniach 15-17 czerwca, a jednym z jej uczestników był Przemysław Barnowski, którego zapytaliśmy m.in. o to, z jakim nastawieniem jechał na bieg, jak ocenia jego skalę trudności, jak zmieniły się jego biegowe plany po doświadczeniach w hiszpańskich górach i jakie rady ma dla tych, którzy chcieliby w przyszłości wziąć udział w Riaño Trail Run.

Przemek Barnowski podczas II etapu Riaño Trail Run / fot. Jaromir Krzyszczak

Monika Bartnik: „Tutaj nie ma przypadkowych biegaczy…„ To była jedna z pierwszych moich myśli, kiedy dotarliśmy do oddalonej około 400 km na północ od Madrytu miejscowości Riaño, która była bazą trzeciej edycji 3-etapowego biegu górskiego Riaño Trail Run. A jakie były Twoje pierwsze wrażenia, pierwsze myśli? Z jakim nastawieniem jechałeś na bieg?
Przemek Barnowski: Jako że udział w tym wyjątkowym wydarzeniu wygrałem w konkursie organizowanym przez portal biegowo-podróżniczy www.runandtravel.pl, do samego startu podszedłem na luzie, traktując go z założenia jako przygodę. Możliwość podróży w nowe miejsce i poznania nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach tradycyjnie pozytywnie mnie nakręcała. Pierwsze wrażenie, tak samo jak i drugie, trzecie i każde następne z Riaño, to: „Boże, jak tu jest pięknie!”.
Jeżeli chodzi o aspekt sportowy, mając na względzie to, że nie są to zawody, które miałem w kalendarzu, planowałem spokojnie przebiec wszystkie trzy etapy ponad 90-kilometrowego biegu. Dodam, że mój najdłuższy do tej pory bieg wynosił 76 km.

MB: Po pierwszym dniu, w którym najwyższy punkt na trasie miał 2450 m n.p.m., a do pokonania było około 30 km, powiedziałeś: „Bieg Marduły w porównaniu z pierwszym etapem Riaño Trail Run to pikuś”. Mieszkasz pod samymi Tatrami, więc bieganie i trenowanie na co dzień w górach nie jest dla Ciebie niczym nowym. A jednak hiszpańskie góry Cię zaskoczyły. Jakie więc były Twoje wyobrażenia i jak one zderzyły się z rzeczywistością podczas I etapu?
PB: Wyobrażeń nie miałem żadnych. Riaño Trail Run było dla mnie, tak jak mówiłem wcześniej, nagrodą. Nagroda miała być przygodą, a przygód wcześniej nie weryfikuję. Skoro w najwyższych polskich górach mam sporo pobiegane, to co mnie mogło zaskoczyć? Okazało się jednak, że całkiem sporo. Po pierwsze, bieg ma w nazwie słowo „Trail”, a powinien mieć „Skyrunning”, gdyż trasa wielokrotnie przebiegała po mocno eksponowanych szczytach. Po drugie, były też bardzo ostre zbiegi, które pozwolę sobie porównać do zejścia z Przełęczy Krzyżne w stronę Murowańca, z tym, że trasa była wytyczona prosto w dół, bez żadnych zakosów. Ba, nie było nawet szlaku! Były tylko kamienie, czasem piargi, czasami śnieg, trawa, po prostu wszystkiego po troszku. Ze zbiegami był jeszcze jeden kłopot na pierwszym etapie. Większość nie nadawała się do zbiegania. Kamienie w wielu odmianach, kosodrzewina różnej wysokości i ostrości, metrowe dziury w ziemi na trawiastych łąkach skutecznie zniechęcały do nabierania prędkości. Tak naprawdę tylko na początku i końcówce można było wyprostować nóżkę na zbiegu.

Przemek Barnowski podczas II etapu Riaño Trail Run / fot. Jaromir Krzyszczak

MB: Czy już ten pierwszy etap zweryfikował Twoje podejście do skali trudności biegów, w których do tej pory brałeś udział?
PB: Zdecydowanie. Pierwszy etap Riaño Trail Run to najtrudniejszy technicznie bieg, w jakim do tej pory brałem udział.

MB: „Już za sam dojazd na start drugiego etapu Riaño Trail Run dostaliśmy 2 pkt ITRA”. Twoje słowa tuż przed startem rozbawiły nas do łez. Prawda jest jednak taka, że zarówno dojazd na start, jak i sama trasa drugiego etapu naprawdę robiły wrażenie… Jak więc wyglądała trasa drugiego etapu i co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas tych ponad 38 km z przewyższeniami 3.081 m+ / 2.818 m-?
PB: Tak na oko to podczas 20 km dojazdu na start zrobiliśmy około 1000 m przewyższenia i to busem, po wąskiej, ale jednak asfaltowej drodze. 1500 zakrętów i serpentyn sprawiło, że przyjazd na miejsce z pełnym śniadania żołądkiem był już sam w sobie pewnego rodzaju nagrodą. Trasa drugiego etapu zaczynała się 8-kilometrowym, stromym podejściem z różnicą wzniesień ok. 1500 m i prowadziła do korony utworzonej z kilku szczytów. Wyglądało to majestatycznie. Zdecydowanie był to „widok dnia”. Zbiegając z tego urokliwego miejsca praktycznie na sam dół, czyli 4,5 km dalej podziwiałem inne pasma górskie w okolicy, które na pierwszy rzut oka przypominały nasze Tatry Wysokie. Od ok. 15 km, czyli pierwszego punktu odżywczego na trasie, trasa była już typowo trailowa. Tak jak lubię. Co do trudności, to tu Was zaskoczę. Otóż, jedynym moim problemem było to, że gdy rano wychyliłem głowę z namiotu padał rzęsisty deszczyk i mając na względzie bieg w wysokich górach ubrałem spodnie. Po wyjeździe z obozowiska, zaledwie po 1 km, wyjechaliśmy z mgły, a ja jak ten żółtodziób w niedopasowanym do pogody, która się zapowiadała stroju. Po 2 km podejścia w górę zdecydowałem się na bieg w bokserkach 🙂

Przemek Barnowski podczas II etapu Riaño Trail Run / fot. Jaromir Krzyszczak

MB: Trzeci etap Riaño Trail Run, poprowadzony na dystansie około 23 km, chyba najbardziej przypominał trasy biegów trailowych w Polsce. Jak oceniłbyś skalę trudności poszczególnych etapów?
PB: Trzeciego dnia rano okazało się, że chyba zanadto sobie folguję i mam całkiem sporo sił. Tego dnia postawiłem na ściganie. Wywalczyłem 15. miejsce i uznanie u kilkunastu biegaczy, którzy nie zauważali mnie przy pierwszych dwóch etapach. Riaño Trail Run jest trudnym wyzwaniem biorąc pod uwagę już same cyferki. Do tego dochodzą nam ekspozycje, trudne zbiegi, czy nawet trudne zejścia. Pozwolę sobie porównać poszczególne etapy do Biegu Marduły, gdzie BM ma 5 pkt w skali 0-10.
Pierwszy etap, bardzo techniczny – 8/10
Drugi etap z mega podejściem i mega zbiegiem – 6/10
Trzeci, bardzo szybki etap – 3/10

Na pierwszym planie Przemek Barnowski podczas III etapu Riaño Trail Run 2018 / fot. Diego Winitzky

MB: Cały czas mówimy tylko o trudach biegu, ale przecież Riaño Trail Run to też piękne widoki i jeszcze piękniejsze przeżycia. Czym urzekł Cię bieg? Co na trasie podobało Ci się najbardziej?
PB: Już tak mam, że najbardziej podobają mi się góry. W Hiszpanii ich nie brakowało. Na trasie zawodów po prostu góra górę poganiała. Widok z każdego szczytu był oszałamiający. Trasa w 50% przebiegała poza wytyczonymi szlakami i to też dodawało dzikości temu wyzwaniu. Z największą przyjemnością wrócę tam w najbliższych latach.

MB: Wapienne skały, ostre granie, zlepieńce, podmokłe łąki, śnieg… Ilość rodzajów podłoża podczas tych trzech dni biegania robiła wrażenie. W tym momencie nie unikniemy pytania o buty, jakie w Twoim przypadku poradziły sobie z tak różnorodną nawierzchnią.
PB: Do Hiszpanii poleciały ze mną 3 pary butów do biegania. Wszystkie ze stajni Salomona (po prostu je lubię). Obserwując przez 400 km podróży do Riaño podłoże, jakie przeważa w Hiszpanii, wybór padł na buty z największym bieżnikiem, czyli Salomon S-Lab Speed Race. Nie zawiodły mnie na żadnym metrze (!!!) tego ponad 90 km biegu.

Przemek Barnowski na mecie Riaño Trail Run 2018 / fot. archiwum prywatne

MB: Riaño Trail Run jest biegiem mocno technicznym. Teraz, kiedy masz już go za sobą, co poradziłbyś biegaczom, którzy chcieliby w przyszłości wziąć w nim udział? Jakie umiejętności trzeba szkolić, żeby z przyjemnością ukończyć te trzy etapy biegu?
PB: Obowiązkowo trzeba wpleść siłownię do planu treningowego. Jeżeli ktoś biega z kijami, trzeba ćwiczyć ręce. Warto pobiegać troszkę po górach, aby przyzwyczaić się do biegania po trudnych, skalistych odcinkach, zwłaszcza tych mocno eksponowanych. Generalnie trasa całego Riaño Trail Run jest tak skonstruowana, że uruchomimy każdy mięsień i co ciekawe użyjemy wszystkich zmysłów. Podsumowując, trenujemy wszystko.

MB: Po ukończeniu Riaño Trail Run powiedziałeś, że udział w tej imprezie zmienił Twoje biegowe marzenia i plany? Czy motywacyjnego kopa dało Ci zajęcie 19. miejsca wśród najlepszych biegaczy hiszpańskich i portugalskich czy też sam fakt udziału w tego typu biegu?
PB: Przede wszystkim bardzo mnie podbudował. Cieszę się, że już tak niewiele dzieli mnie od konkurowania z najlepszymi. Po głębszej analizie 13. miejsce open było w moim zasięgu, ale nie znając wcześniej trasy walka o to miejsce byłaby nieco niebezpieczna. Bieg ten też pokazał mi, co jeszcze muszę dopracować, gdzie mam braki. Cieszę się, że mogłem wystartować na równi z elitą hiszpańskich i portugalskich biegów górskich i godnie reprezentowałem nasz kraj, mój region i samego siebie. Bo chyba nie dałem plamy?

Przemek Barnowski i Miguel Angel Heras, dyrektor techniczny Riaño Trail Run / fot. archiwum prywatne

MB: Riaño Trail Run jest jednym z biegów zaliczanych do Spain Ultra Cup. Pierwszą imprezę z ligi biegów hiszpańskich masz więc już zaliczoną. Czy bierzesz po uwagę start w pozostałych? Transgrancanaria? Ultra Sierra Nevada? A może jeszcze kiedyś wrócisz na trasy Riaño Trail Run? 10. Czy Riaño Trail Run to impreza dla każdego? Komu byś ją polecił, a komu jednak odradził?
PB: Zdecydowanie czuć było rywalizację w ramach ligi. Tak jak mówiłaś wcześniej: „nie było tam przypadkowych biegaczy”. Same harpagany z grubymi biegami na kontach. Na pewno chciałbym w najbliższych latach wystartować na Maderze. Mocno rozważam również powrót do Riaño. Co do innych nie myślałem jeszcze o tym. Harmonogram startów na ten rok mam już rozpisany.
Co do Riaño Trail Run to z całą stanowczością powiem, że nie jest to bieg dla każdego. To trudny, górski bieg w trudnym dla ciała i psychiki terenie. Mnóstwo biegaczy oczywiście by go ukończyło, ale tylko dobrze wytrenowanym da ponad 90 km szczęścia i czystej przyjemności.

Na koniec chciałbym podziękować portalowi www.runandtravel.pl za możliwość przeżycia, jak do tej pory największej, biegowej przygody mego życia. Bardzo się również cieszę, że miałem okazje przeżywać to wszystko w wyśmienitym towarzystwie. Dziękuję za wspólnie spędzony czas Monice, Andrzejowi, Anecie, Jaromirowi i Magdzie.

Podsumowanie i relację z Riaño Trail Run przeczytasz TU >>> ¡Vamos, vamos! Trzy dni napierania w hiszpańskich górach, czyli Riaño Trail Run 2018

  • Więcej zdjęć z tegorocznej edycji Riaño Trail Run znajdziecie >>>TU.
  • Zapraszamy na stronę Riaño Trail Run >>> TU oraz na fan page na Facebooku >>> TU
  • Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat Riaño Trail Run, piszcie na adres: office@runandtravel.pl

Zdjęcie „otwarciowe”: Przemek Barnowski podczas II etapu Riaño Trail Run / fot. Diego Winitzky

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *