Ultra Gobi to nie tylko bieganie. Na pustyni Gobi o wyniku decydują strategia, komunikacja, praca zespołowa i taktyka. Zobacz, jak wygląda rywalizacja 5199 zawodników.
Na Ultra Gobi samo bieganie nie wystarczy. Jeśli chcesz odnieść sukces, potrzebujesz krótkofalówek, taktyki i dobrze zgranego zespołu.
Witajcie na końcu świata. Trudno znaleźć miejsce, do którego określenie „środek niczego” pasowałoby lepiej niż Gobi Springs na pustyni Gobi. Piasek, żwir, kamienie i pojedyncze, niewielkie krzewy próbujące wyrosnąć na tym niegościnnym terenie. W oddali krajobraz zamykają góry. Bez Ultra Gobi to płaskie miejsce pośrodku pustyni byłoby zupełnie ciche i opustoszałe.
Tymczasem do startu Ultra Gobi zostały trzy godziny i do tego odległego miejsca zaczynają zjeżdżać kolejni zawodnicy. Dziesiątki, setki, wreszcie tysiące biegaczy ustawiają się przed żółtym budynkiem, który wygląda tak, jakby spadł tutaj z nieba. Miejscowi nazywają go „złotym namiotem”. Został zbudowany specjalnie na potrzeby Ultra Gobi i to właśnie tutaj odbywają się ceremonie wręczenia nagród.
Dziś budynek pełni jednak funkcję strefy odprawy. Zawodnicy przykładają swoje karty Race ID do urządzenia, potwierdzając w ten sposób swoją obecność. Na miejsce przyjeżdża coraz więcej przedstawicieli uniwersytetów i szkół biznesowych. Powiewają flagi, uczestnicy wspólnie się rozgrzewają i robią zdjęcia, zanim ruszą w pustynię.
Pierwszy z czterech dni zawodów jest dniem doświadczenia. Zespoły wykorzystują go, aby zaaklimatyzować się, poznać teren i trasę, ponieważ tego dnia nie ma pomiaru czasu. Mimo to atmosfera na starcie jest pełna emocji. Tak dużych, że niektórzy zapominają odwrócić się w stronę chińskiej flagi podczas odgrywania hymnu.
1 października to nie tylko pierwszy dzień Ultra Gobi, ale również święto narodowe Chin. Ostatnie spojrzenie za siebie. Od tej chwili liczy się już tylko to, co przed nimi – pustynia.
Na kilka minut przed godziną 11:00 5199 zawodników rusza z flagami w swoją pustynną przygodę..
Tu nie chodzi tylko o szybkość
Zespoły liczą od sześciu do dziesięciu osób, a w Ultra Gobi nie chodzi wyłącznie o to, kto pobiegnie najszybciej. Obowiązuje tu tak zwana „zasada szóstego zawodnika”. Pod uwagę brane są również inne czynniki, między innymi liczba kobiet w zespole czy wiek uczestników.
System przypomina nieco skomplikowane zasady znane ze skoków narciarskich, gdzie wynik uwzględnia między innymi warunki wiatrowe i długość najazdu. Wszystko po to, aby rywalizacja była możliwie sprawiedliwa.
Jednocześnie takie zasady dodają Ultra Gobi element strategii i taktyki.
Każdy zespół ma lidera, który w ciągu dnia monitoruje wyniki swoich zawodników i decyduje, kto powinien przekroczyć linię mety jako szósty członek drużyny. Dlatego uczestnicy niosą ze sobą nie tylko wodę i jedzenie, ale również krótkofalówki, które pozwalają im pozostawać w kontakcie.
Czasami mocniejsi biegacze z zespołu ruszają przed pozostałymi, aby odpowiednio wcześniej przygotować zapasy na punktach kontrolnych i w punktach odżywczych.
Na Ultra Gobi obowiązują również obowiązkowe, pięciominutowe postoje, które musi odbyć każdy zespół. Ich pominięcie oznacza karę. Dlatego na punktach kontrolnych można zobaczyć liderów drużyn naciskających przyciski stoperów dokładnie w momencie, gdy ich zawodnicy meldują się na punkcie.
Strategia zaczyna się jeszcze przed startem
Dużo strategii pojawia się już na etapie przygotowań do zawodów. Organizatorzy wyznaczają i oznaczają trasę prowadzącą przez pustynię, ale zespoły nie muszą się jej trzymać. Mogą wybrać własny wariant, pod warunkiem że zaliczą wszystkie punkty kontrolne.
– Trzy razy przyjeżdżaliśmy tutaj przed zawodami, żeby znaleźć najlepszą trasę dla naszego zespołu – mówi Xu Mingyan, lider zespołu HKU Business School z Chinese University of Hong Kong.
Pierwszego dnia sam pobiegł trasę, żeby sprawdzić, czy wszystko działa zgodnie z założeniami – zarówno pod względem strategii, jak i komunikacji.
– Przyjechaliśmy nawet tydzień przed startem – dodaje.
Przygotowanie to podstawa
To samo podejście ma National University of Singapore. Cao Beibei startuje w Ultra Gobi już po raz szósty.
– Byliśmy pierwszą międzynarodową szkołą biznesową, która wystartowała w Ultra Gobi – mówi. Jej zdaniem przez lata infrastruktura i organizacja zawodów bardzo się poprawiły.
Tymczasem temperatura wzrosła niemal do 30 stopni. Dla Cao Beibei nie jest to jednak problem. – Jesteśmy z Singapuru. To nasza strefa komfortu – śmieje się.
„Samemu nie dasz rady”
W obozie spotykamy również Hao Feia z Cheung Kong Graduate School of Business. Po pierwszych 27 kilometrach wygląda raczej na wyczerpanego niż zadowolonego. To jego trzeci start w Ultra Gobi. Tym razem rywalizuje w kategorii B, ponieważ każdy zawodnik może wystartować w zawodach kategorii A tylko raz w życiu.
– W tym roku wspieram moich kolegów. Właśnie na tym polega pustynia. Samemu nie dasz rady. Musisz wspierać innych, a inni muszą wspierać ciebie. To jest piękno tych zawodów – mówi, całkowicie odsuwając na bok własne ambicje. Hao Fei ma rekord życiowy w maratonie wynoszący 2:37. – Wynik 2:37 w maratonie na pustyni nic nie znaczy – przekonuje. Dlatego chciałby pojechać do Arabii Saudyjskiej i wystartować w Ultra Gobi AlUla, które odbędzie się od 13 do 20 stycznia 2027 roku. – Jeśli znajdę czas, będę tam – zapowiada.
Ultra Gobi AlUla 2027 – kolejny etap pustynnej przygody
Kevin Brown na pewno tam będzie. Jest dyrektorem ds. planowania i koordynacji Ultra Gobi AlUla. On również ukończył pierwszy etap zawodów na pustyni Gobi. – Raczej szedłem, niż biegłem – przyznaje. Pokonanie trasy zajęło mu sześć godzin, ale – jak mówi – było to „wspaniałe doświadczenie w niesamowitym krajobrazie”. Z pierwszego etapu wyciągnął też konkretne wnioski.
– Do AlUla zabiorę ze sobą ducha takich zawodów i oczywiście doświadczenie związane z ich organizacją, logistyką i wszystkim, co się z tym wiąże – mówi. W Arabii Saudyjskiej zamierza już jednak przebiec wszystkie cztery etapy. – Czuję, że jestem to winien tym zawodom – dodaje z uśmiechem.

