„Chcę tworzyć fotografie, do których będzie się wracać”. Katarzyna Gogler o fotografowaniu biegów górskich

Rozmawiała Monika Bartnik | Runandtravel.pl
22 min. czytania

Kuba Orłów na trasie BUT Challenge _ fot. Katarzyna Gogler. Zdjęcie znalazło się w finale The Illume Awards 2026 

Spis treści

Przeglądamy galerie po zawodach, szukamy swoich zdjęć i często nie zastanawiamy się, ile pracy wymaga ich przygotowanie. Fotograf na biegu ultra musi znać trasę, przewidywać tempo zawodników, planować przemieszczanie się między punktami i radzić sobie ze zmęczeniem. O kulisach fotografii trailowej rozmawiamy z Katarzyną Gogler, której zdjęcie Kuby Orłowa na trasie BUT Challenge znalazło się w finale The Illume Awards 2026.

Jak dużą rolę w robieniu zdjęć odgrywa zbieg okoliczności? Pytam w kontekście Twojego świetnego zdjęcia, dzięki któremu zostałaś finalistką międzynarodowego konkursu fotograficznego The Illume Awards 2026 w kategorii TRAIL.

Katarzyna Gogler: Bardzo dużą. Umiejętność wyłapania, zauważenia i obramowania w kadr niespodziewanego biegu zdarzeń jest – wydaje mi się – czymś bardzo cennym. Trzeba mieć refleks, ale i patrzeć do przodu, przewidywać, jak i co dalej może rozwinąć się z sytuacji, która pojawiła się znikąd a jest niezwykła. 

Bycie świadkiem takiego splotu okoliczności to też coś wyjątkowego. Równocześnie przykłada się aparat do oka, stara się świadomie ubrać to, co się widzi w dobry technicznie kadr i rozważa, czy to, że naciska się spust migawki jest właściwe. Właściwe w tym sensie, że nie narusza jakiejś intymności danej sytuacji, nie wchodzi z butami w czyjeś emocje, nie przeszkadza. 

Zdjęcie Kuby Orłowa podczas zawodów BUT Challenge, któremu przypatrują się dwa szczeniaki na Gibasach to jeden z takich totalnie nieprzewidzianych i nadzwyczajnych momentów. Zgłosiłam to zdjęcie do konkursu dość spontanicznie. To, że znalazło się ono w finałowej dwudziestce w kategorii Trail do teraz nie mieści mi się w głowie i chyba nadal nie zdaję sobie do końca sprawy, jakim jest dużym wyróżnieniem, zaszczytem.

Co musiało się wydarzyć, żeby powstało właśnie to zdjęcie? Ile było w nim planowania, a ile przypadku, intuicji i znalezienia się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie?

Katarzyna Gogler: Trasa BUTa Challenge’a była wtedy tak skonstruowana, że jedynym sensownym miejscem, do jakiego mogłam sprawnie się dostać po wcześniej sfotografowanym wschodzie słońca na Potrójnej była Gibasówka. Nie znałam tego miejsca, byłam tam wtedy pierwszy raz w życiu. 

Czekania na zawodników było naprawdę sporo, spacerowałam z nogi na nogę w tę i tamtą, w końcu zatrzymała mnie pogawędka z gospodarzem Chaty na Gibasach. Krótko potem pojawił się tam Kuba, no i po prostu się zadziało to, co udało mi się zamknąć obrazkiem. Nikogo nie ustawiałam, niczego nie sugerowałam, po prostu zdążyłam nacisnąć guzik w aparacie we właściwym czasie. Zatem zaplanowane było to, że będę na Gibasówce, ale samo ujęcie powstało na bieżąco, popłynęło za intuicją. Zawodników na trasie było kilkunastu, rozproszonych w kilkudziesięcio minutowych odstępach, a że nie lubię klepać takich samych ujęć, to szukam różnych akcentów, co czasami na ograniczonej przestrzeni bywa wyzwaniem, ale przynosi fotografie wartościowe, z treścią. Taką mam nadzieję, do tego dążę.

Pamiętasz swoje pierwsze zdjęcia biegowe? Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią biegów górskich?

Katarzyna Gogler: Była zima 2017 i dwoje moich znajomych biegło Wilcze Gronie, a ja byłam w obstawie medycznej biegu i miałam ze sobą aparat. Kliknęłam im i paru innym zawodnikom kilka klatek na przelocie przez Nickulinę. Rok później Ksenia i Krzysiek byli zapisani na Icebuga w Nowym Targu. Stwierdziłam, że a co tam – przejadę się w Gorce i zobaczę jak to jest. No i tak to zaczęło nabierać tempa. Najpierw pojedyncze zlecenia robiłam dla siebie, zbierałam portfolio trailowe, bo zajmowałam się jeszcze wtedy fotografowaniem ślubów, a od 2019 roku już w miarę systematycznie pojawiałam się na biegach organizowanych przez Ojca Dyrektora (Michał Kołodziejczyk). Najbardziej zażyłą współpracę mam do dziś z Natalią i Pawłem z Turbacz Trail, imprezy której poprzednikiem był wspomniany Icebug.

Co najbardziej wciągnęło Cię w fotografowanie biegów górskich? Ludzie, sport, góry czy może połączenie tych trzech rzeczy?

Kakova Trail _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Ha, ha, nie pamiętam! Na pewno nie był to tylko jeden powód, dla którego w pewnym momencie stwierdziłam, że odkładam śluby na bok i zapuszczam się w trail. Lubię przygody, uwielbiam przesiadywać w lesie, aparat nosiłam ze sobą podczas wędrówek od dawien dawna, więc dość naturalne było dla mnie, że tkwię w gęstwinie czekając na umordowanych i usmarowanych ludzi. Fajnych ludzi, zajawionych, z luzem, z poczuciem humoru. 

Co odróżnia fotografowanie biegu górskiego od fotografowania biegu ulicznego albo innego wydarzenia sportowego?

Transgrancanaria _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Póki co nie fotografowałam biegu ulicznego i w sumie żadnego innego wydarzenia sportowego też nie. Sądzę jednak, że różnic może być sporo i chyba działanie z aparatem na ulicy jest nieco mniej skomplikowane niż fotografowanie w górach, przynajmniej pod względem powiedzmy techniczno-sprzętowo-logistycznym, bo kreatywność i kombinowanie, co i jak sfotografować są tak samo pożądane wszędzie.

Jak przygotowujesz się do fotografowania zawodów? Analizujesz trasę, szukasz konkretnych miejsc, sprawdzasz światło i prognozę pogody?

Katarzyna Gogler: To jest temat rzeka. W znacznie przeważającej większości moje zlecenia to kameralne, małe imprezy trailowe i ultra. Duże i ważne festiwale dopiero poznaję, ale przed każdą robotą solidnie odrabiam zadanie domowe, nawet jeśli fotografuję tę samą trasę kolejny raz. 

Zaczynam od pobrania plików gpx. Drukuję sobie z nimi mapę, nanoszę na nią godziny startów poszczególnych dystansów, kierunek biegu, orientacyjny kilometraż punktów kontrolnych, limity czasowe. Sprawdzam godzinę wschodu i zachodu słońca, a prognozę pogody odświeżam jak szalona. Rzucam okiem na listy startowe i tabele wyników z minionych edycji, żeby oszacować, w jakim tempie pobiegną zawodnicy, gdzie będą wcześnie rano albo późnym popołudniem i ile mam czasu, żeby zdążyć na przykład w jednym miejscu na czoło wyścigu, a w innym na tych biegnących na końcu stawki. 

Katarzyna Gogler po pracy na Łemkowyna Trail 2026

Zdarza się, że jeśli znam okolicę słabo lub wcale to zaglądam do albumów z poprzednich edycji danej imprezy. Nad mapami ślęczę długo szukając jak najlepszych rozwiązań. Jednocześnie analizuję mapę turystyczną i samochodową, bo mam poczucie, że żeby wycisnąć klimat zawodów na maksa, to powinnam być z aparatem w paru miejscach, do których trzeba jakoś dotrzeć. Paradoksalnie im częściej fotografuję daną trasę, tym trudniej wymyślić coś nowego i jednocześnie możliwego do zrealizowania. Unikam jak mogę powtarzalności fotografowanych z roku na rok fragmentów trasy, ale czasami się po prostu nie da. Lubię pracować sama i mieć podczas planowania pełną swobodę, ale jeśli zawody obsługuje większa liczba fotografów, to wszystkie te zależności zawsze konsultuję i dostosowuję do ich planów. Każdy z nas ma jakiś pomysł na siebie i swoją pracę, organizatorom zależy na szerokim materiale i zaopiekowaniu różnych tematów, więc przed zawodami zawsze jest gorąca linia i zacieśnianie współpracy między nami, żeby wszystko pospinać. 

Jak wybierasz miejsce, w którym rozstawisz się z aparatem? Szukasz spektakularnych widoków, trudnych technicznie fragmentów czy raczej miejsc, w których najwięcej dzieje się z zawodnikami?

Kakova Trail _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Nie mam jakiegoś konkretnego sposobu wyboru miejsc. Poza tym często zdarza się, że to organizator wyznacza, kto pilnuje konkretnego dystansu albo gdzie i o której godzinie ma pojawić się fotograf. 

Nie lubię też stania w jednym miejscu i trochę takiego bezwolnego naciskania spustu migawki tylko po to, żeby zrobić cokolwiek, byle jak. Ja wiem, że każdy chce mieć pamiątkę, ale nie da się niestety sfotografować każdego z kilkuset biegaczy mając do dyspozycji ograniczony czas, przestrzeń i mnóswo kolejnych zadań do zrealizowania. 

Poza tym chcę oddawać mniej obszerne galerie, ale z takimi zdjęciami, które nie utkną tylko w przestrzeni cyfrowej, żeby zaginąć za parę dni w gąszczu postów i relacji w social mediach, ale powędrują wydrukowane na ścianę czy do albumu. Chcę tworzyć fotografie, do których będzie się wracać, które są o czymś. 

Wracając do wyboru miejsc. Nauczyłam się unikać gęstwiny i głębokiego, ciemnego lasu. Szukam raczej otwartych przestrzeni, niekoniecznie z widokiem, byle tylko było jasno. Lubię też bardziej techniczne momenty na trasie. Ważne jest też znalezienie takich lokalizacji, które są charakterystyczne, oddadzą klimat zawodów albo regionu. Istotne są też zdjęcia z finiszu i punktów kontrolnych, zwłaszcza na imprezach ultra. Na początku bardzo nie lubiłam fotografowania na mecie. Unikałam tego. Nie miałam śmiałości stanąć z aparatem komuś tuż przed nosem. Teraz idzie mi z tym lepiej. 

Reasumując. Jeśli mam dowolność i obsługuję zawody w pojedynkę, to wybieram kilka miejsc jednocześnie osiągalnych logistycznie, z potencjałem. Potem szacuję, jaki czas mogę w nich spędzić tak, żeby dostosować pracę do tempa zawodów. Trudno to wytłumaczyć, planowanie konkretnych zakamarków trasy, które się odwiedzi jest tak samo przyjemne co wymagające i czasochłonne. Na dodatek zawsze się coś odpuszcza, bo nie ma możliwości zaglądnięcia wszędzie. 

Podczas biegu ultra zawodnicy mogą pojawiać się na trasie przez wiele godzin, również nocą. Jak planujesz przemieszczanie się między punktami i dbasz o to, żeby nie przegapić najważniejszych momentów?

Na trasie Łemkowyna Trail 2026 _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Im dłuższy dystans do sfotografowania, tym większa frajda. Zawodnicy są w biegu o świcie i/ lub o zmierzchu, co daje możliwość złapania ich w najlepszym świetle w ciągu dnia. I to jest dla mnie priorytet podczas ustalania planu działania na konkretnej imprezie – wybrać lokacje tak, aby były fotogeniczne, a zawodnicy znajdowali się w nich jak najbliżej wschodu albo zachodu słońca. Temu podporządkowuję pozostałe etapy pracy na evencie. 

Kiedy już mam główne założenia to zaczynam główkować nad tym, jak najszybciej i najmniej obciążająco przemieszczać się z punktu A do punktu B. Jeśli nie zgadza mi się się czas dojazdu plus czas dojścia i pojawia się wątpliwość, że nie zdążę na przykład na pierwszego zawodnika, to całą zabawę z liczeniem zaczynam od początku. Szukam innych dróg, szlaków, zastanawiam się, czy przedrę się na przełaj, zmieniam albo rezygnuję z jakiegoś punktu. Podczas trwania samego wydarzenia korzystam też ze śledzenia live trackerów zawodników. To, że można podglądnąć na bieżąco tempo wyścigu i lokalizację biegaczy jest nieocenionym wsparciem i umożliwia reagowanie, weryfikowanie planu. A plan mam często rozpisany co do minuty na zwykłej kartce, którą mam pod ręką w samochodzie.

Co jest najtrudniejsze w fotografowaniu biegów górskich i ultra? Warunki terenowe, pogoda, światło, zmęczenie czy może coś, czego biegacze i kibice w ogóle nie biorą pod uwagę?

Na trasie Łemkowyna Trail 2026 _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Narastające zmęczenie jest czymś trudnym, zwłaszcza jeżeli zawody trwają dłużej niż dobę i jest sporo jeżdżenia samochodem. Zachowanie przytomności na drodze stanowi wtedy spore wyzwanie. 

Co do pogody… Nie uważam żeby była kluczowym problemem, oczywiście poza ekstremami skutkującymi przerwaniem zawodów. Na pewno wysiłku wymaga też nauka uważności. Umiejętność zobaczenia a nie tylko patrzenia na coś jest niezwykle istotna a wcale niełatwa do osiągnięcia. 

Natomiast zdecydowanie najtrudniejsze są powroty do domu, przed monitor i zderzanie się z oczekiwaniami zawodników oraz ich rozczarowaniem, bo nie znaleźli się na żadnym zdjęciu. Frustrujące jest prowadzenie postprodukcji zebranego materiału pod presją, próbując przy tym nie być do tyłu z obowiązkami domowymi, życiowymi i jeszcze chodzić do regularnej pracy. Mam wrażenie, że powstał jakiś dziwny pęd i parcie na to, że wszystko musi być dostępne już nie na wczoraj, ale na jeszcze wcześniej.

Czy trudne warunki częściej przeszkadzają w pracy, czy paradoksalnie pomagają zrobić ciekawsze, bardziej wyraziste zdjęcia?

Katarzyna Gogler: To zależy! I trzeba te warunki rozdzielić. Pogodowo przerabiałam już tyle różnych zjawisk, że nauczyłam się je wykorzystywać na plus. Z drugiej strony wrzuciłabym też do tego worka obecność osób postronnych na trasie zawodów i kumulację biegaczy na krótkim dystansie albo początkowych kilometrach masowego biegu. Przyznaję, to drugie mnie przerasta i szczerze mówię, że robienie zdjęć wtedy nie jest dla mnie. Wiem, że nie przyniosę z takich okoliczności dobrego materiału.

Jaki kadr z biegu zapamiętałaś szczególnie mocno – niekoniecznie dlatego, że był technicznie najlepszy, ale ze względu na historię, która się za nim kryła?

Katarzyna Gogler: Mocnym kandydatem jest to zdjęcie konkursowe. Jednak chyba nie mam jednego, konkretnego, które od razu przychodziłoby mi na myśl. Przygód było wiele, część z nich dzieliłam z moją kompanią. Zdarza się, że towarzyszą mi na trasie jedna albo dwie koleżanki. Przeżyłyśmy niejedną burzę, zamieć, spotkanie z niedźwiedziem. Bardziej pamiętam takie chwile. I rozmowy z zawodnikami, zwłaszcza na imprezach ultra.

Fotografujesz od wielu lat, więc na swoim koncie masz już tysiące zdjęć z imprez biegowych. Czy pomimo tej ilości, masz powiedzmy takie dwa trzy zdjęcia, które zawsze masz w tyle głowy?

Transgrancanaria _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: De facto z aparatem na biegach pojawiam się dopiero od kilku lat… Z reguły mam tak, że z jakiegoś wydarzenia mam swoją ulubioną piątkę, a za chwilę, po kolejnym reportażu zastępowana jest ona przez bardziej aktualne obrazki. 

Ten sezon był intensywny, dał mi możliwość rozwoju, zrealizowałam to, co założyłam sobie pod koniec poprzedniego roku. 

Na tę chwilę lubię wracać myślami do Transgrancanarii, Malofatranskej Stovki i Kokavy Trail.

Na Gran Canarii wrażenie zrobiła na mnie przyroda totalnie różniąca się od beskidzkich chaszczy, do których jestem przyzwyczajona. Na Małej Fatrze, w najgorętszy dzień tego lata fotografowałam na Wielkim Rozsutecu. Było ciężko ze względu na wzmożony ruch turystyczny, teren jest tam wymagający, gdzieniegdzie ubezpieczony łańcuchami, ale udało mi się przynieść to, co sobie wyimaginowałam. Mam stamtąd między innymi takie czarno-białe zdjęcie sylwetki biegacza wchodzącego na trawers z łańcuchami, Stoch widać w tle. Na Kokavie znowuż dostałam najlepsze światło tego sezonu. Wrześniowy bajeczny wieczór, pola suche jak pieprz, stada krów i ultrasi. Mam z tego upatrzone ze trzy zdjęcia, chociażby to, które widnieje jako zdjęcie w tle na moim Facebooku.

Malofatranska Stovka _ fot. Katarzyna Gogler

Czy zdarza Ci się zobaczyć przez obiektyw coś, czego nie zauważyliby kibice ani organizatorzy? Jakie historie opowiadają zdjęcia, których nie widać w wynikach zawodów?

Na trasie Transgrancanria _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Organizatorom udostępniam zawsze cały materiał, nie chowam niczego pod ladą, a to co odpadło przy selekcji usuwam z dysku i formatuję karty pamięci. Przez obiektyw widzę wiele sytuacji i rzeczy, które umykają innym. Od czasu do czasu pod albumami w social mediach czytam komentarze typu „o, widoki, fajnie, że ktoś je złapał, bo teraz mogę zobaczyć jak trasa wyglądała”. Większości głównie umyka przyroda. Nikt się nie zatrzymuje nad ciekawie oświetlonymi roślinami, mgłą sączącą się przez las, śladami zwierząt, tęczą, widmem Brockenu, itd. Myślę sobie, że trail pokazywany jako sam wysiłek, samo bieganie, zostałby pozbawiony jakiegoś swojego istotnego elementu. Gromadzenie na fotografiach różnych tematów, nie tylko samych sportowców pozwala na snucie opowieści, osadzenie charakteru zawodów w danym miejscu i czasie.

Kakova Trail _ fot. Katarzyna Gogler

Fotografujesz nie tylko na polskich, ale również na słowackich imprezach biegowych. Czy zza obiektywu dostrzegasz różnice między nimi – w organizacji, atmosferze, podejściu zawodników?

Malofatranska Stovka _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Uwielbiam fotografować na Słowacji. Mam bardzo blisko z domu. W 2023 roku pojechałam na MF100, zdjęcia się spodobały i od 2024 bywam za naszą południową miedzą coraz częściej. Bardzo dobrze układa mi się współpraca ze Slovak Ultra Trail. To stowarzyszenie, które na Słowacji organizuje najwięcej zawodów ultra. Atmosfera na zawodach jest bardzo, bardzo serdeczna, spokojniejsza, nie czuć nadmiernej napinki, a mimo to ściganie jest solidne. Trasy oznakowane są symbolicznie, taśmy albo jakieś strzałki wiszą z rzadka, tylko w newralgicznych miejscach, a w parku narodowym wcale. Odnoszę wrażenie, że zawody na Słowacji są prostsze, w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie czuć, że dorabiana jest do nich jakaś specjalna otoczka. Jest spektakularna, trudna trasa, z którą trzeba się zmierzyć i tyle. Podoba mi się takie surowe podejście.

Ile zdjęć średnio robisz podczas jednej imprezy, np. ile kadrów przywiozłaś ze sobą z Łemkowyny? Ile z tych kadrów ostatecznie ujrzy światło dzienne? Ile czasu zajmuje Ci praca nad obróbką zdjęć?

Tomasz Kik na trasie Łemkowyna Trail 2026 _ fot. Katarzyna Gogler

Katarzyna Gogler: Ilość surowych plików jest różna i zależy od czasu trwania zawodów, liczby uczestników, warunków na trasie. Z reguły zamykam się w ok. 2.5-3.5 tys. klatek z kilkunastogodzinnego wyścigu. Z zawodów trwających 2-3 dni, masowych, chociażby Łemkowyny przynoszę jakieś 6-8 tys. RAWów, bo z reguły używam migawki w trybie seryjnym. 

Selekcja jest bezlitosna, w kilku jej rundach okrawam wszystkie nie tylko nietrafione technicznie kadry, ale też takie, na których ludzie wyglądają niekorzystnie. Staram się, żeby całość materiału była ze sobą spójna, urozmaicona i miała jakąś narrację. Po selekcji i obróbce zostaje ok. 10% tego, co przyniosłam na kartach pamięci i zawsze wszystko albo publikuję na swoim Facebooku, albo udostępniam organizatorowi. Taki wypracowałam sobie work flow. Pozwala mi to zachować kontrolę nad tym, pod czym się podpisuję i resztki zdrowego rozsądku jeśli chodzi o obszerność galerii. 

Postprodukcja zajmuje mi przynajmniej 2 dni po zawodach. I mam na myśli to, że wracam do domu i od razu zgrywam karty pamięci, importuję pliki do Lightrooma i w kolejny dzień zasiadam rano przed komputer i odchodzę od niego wieczorem, albo i w nocy, a następny dzień wygląda tak samo. Wiem, że dałoby się szybciej z tego odrobić, ale, no, robię co mogę. 

Co robi Kasia Gogler, kiedy nie stoi za obiektywem aparatu? Jak odpoczywasz od fotografowania i czym zajmujesz się poza biegowym światem?

Katarzyna Gogler: Pewnie odkopuje się z postprodukcji… A tak serio to fotografia jest moim drugim zajęciem. Na co dzień pracuję w pogotowiu ratunkowym, jestem ratownikiem medycznym. Trochę jest tak, że od jednej roboty odpoczywam w drugiej. W wolnym czasie mielę sobie kilometry na gravelu, włóczę się tu i ówdzie, po lesie, po górach. Bez szaleństw, nic specjalnego. Cieszę się tym, co mam i gdzie jestem, reszcie daję czas. Bardzo dziękuję, że mogłam opowiedzieć u Was o tym jak traktuję fotografię. Jest dla mnie ważna, konsekwentnie robię swoje. Bardzo było mi miło, dziękuję.

Zapraszamy na fan page Kasi na Facebooku oraz na profil na Instagramie.

Udostępnij ten artykuł