“Ten bieg jest trochę jak sam Dubaj. Robi wrażenie, bywa przeskalowany, a momentami potrafi też zmęczyć głowę” – Bartosz Sosnówka opowiada o swoim starcie w Burj2Burj Half Marathon w Dubaju.
Dubaj chyba nigdy nie śpi...
Budzik dzwoni na ok. 2h przed startem. Dubaj chyba nigdy nie śpi, dlatego dostosowuję się do jego rytmu. Zamawiam Ubera i zmierzam ok. 20 km na start półmaratonu, próbując udawać, że to całkowicie normalne.
Burj2Burj startuje o 6:30 i to bez cienia ironii jedna z najlepszych decyzji organizatorów. Około 45 minut przed wschodem słońca, w lutym, kiedy w Dubaju i tak potrafi być gorąco, każdy stopień mniej ma znaczenie.
Ten bieg jest trochę jak sam Dubaj
Ten bieg jest trochę jak sam Dubaj. Robi wrażenie, bywa przeskalowany, a momentami potrafi też zmęczyć głowę. Trasa prowadzi szerokimi arteriami miasta, między nowoczesnymi budynkami, palmami i charakterystycznymi punktami, które znamy z pocztówek. Na początku jest czym nacieszyć oko. Doping na pierwszych kilometrach, słońce wychodzące zza horyzontu, Burj Khalifa w tle, a ja łapię się na tym, że zamiast myśleć o tętnie, po prostu się rozglądam.
Organizacyjnie wszystko działało jak w zegarku. Oznaczenia trasy co 1 km, a praktycznie co 3 km punkty odżywcze. Przy około 15 tysiącach uczestników ze 101 krajów, rekordowej edycji, to naprawdę zrobiło robotę. Bardzo międzynarodowy miks, język angielski jako wiodący, zero zgadywania co, gdzie i kiedy.
13 km ... moment prawdy
A potem przychodzi moment prawdy. Ostatnie 13 kilometrów to jedna, długa, monotonna prosta aż do mety. Bez zakrętów, wzdłuż wybrzeża, bez „zaraz coś się zmieni”, bez ucieczki myślami w widoki. Tylko ja, nagrzany asfalt i licznik kilometrów. Psychicznie, najtrudniejszy fragment całego biegu. Trzeba się lubić z własną głową albo znaleźć sposób, żeby ją czymś zająć. U mnie zadziałała klasyka, przypomnienie sobie, dlaczego w ogóle to robię. Uwielbiam turystykę biegową i fakt, że dzięki bieganiu mogę odkrywać nowe miejsca, nawet jeśli czasem odkrywam je kilometr po kilometrze, na bardzo długiej prostej.
Sponsor to nie tylko logo na koszulkach
Na mecie czekało świetnie zorganizowane miasteczko biegowe. Dużo przestrzeni, dobra atmosfera i bardzo wyraźna obecność ASICS jako sponsora technicznego. Lubię, gdy marka jest realnie obecna na wydarzeniu, a nie tylko w logo na numerze startowym. Tu było to zrobione z głową, a dla mnie dodatkowo miało osobisty wymiar.
Warto też wspomnieć o jeszcze jednym elemencie, który dziś naprawdę robi różnicę. Social media organizatorów dosłownie płonęły od contentu. Relacje, zdjęcia, wideo, szybkie reakcje jeszcze w trakcie biegu. Fajnie było widzieć siebie i innych uczestników w oficjalnych materiałach praktycznie „na żywo”, a komunikacja przed i w trakcie imprezy była po prostu wzorowa. Plus też za kwestie finansowe. Lokalna waluta w przeliczeniu na złotówki wypada właściwie 1:1, co dla nas, Polaków, jest zaskakująco komfortowe i ułatwia ogarnianie budżetu bez kalkulatora w głowie. Sam pakiet startowy, z techniczną koszulką i gadżetami od sponsorów, w drugiej turze kosztował około 250 zł, co przy skali wydarzenia i jakości organizacji wypada bardzo uczciwie.
Jak dojechać?
Logistyka wyjazdu? Bezpośredni lot z Modlina linią Air Arabia był wygodny i sensowny kosztowo – ok. 3000 zł w dwie strony z nadawanym bagażem – jak na taką destynację. Jedyny zgrzyt pojawił się po powrocie – bagażu brak. Niezbyt miłe zakończenie wyjazdu, ale trzeba oddać sprawiedliwość, linia ogarnęła temat i po trzech dniach walizka była u mnie, dostarczona kurierem.
Czy Dubaj jest ogólnie tani? Nie. Czy ta impreza jest idealna? Też nie. Ale jeśli lubisz bieganie, podróże i historie, które potem masz komu opowiedzieć, ten półmaraton ma sens. Nawet, a może zwłaszcza, przez tą nieszczęsną, 13-kilometrową prostą.
Tegoroczna edycja Burj2Burj Half Marathon odbyła się 8 lutego.

