19 września 2022 By GÓRY & ULTRA, Slider With 604 Views

Zbigniew Damm: Iron Run vs. GUR Challenge [subiektywne porównanie]

„Można biegać długo. Można też dłużej. Gdzieś po drodze można tę rosnącą odległość rozłożyć „na raty”. Zbigniew Damm – który wziął udział w Iron Run oraz Garmin Ultra Race Challenge – przygotował subiektywne porównanie tych dwóch polskich jednoweekendowych etapówek.


19.09. 2022 r. / Zbigniew Damm

Można biegać długo. Można też dłużej. Gdzieś po drodze można tę rosnącą odległość rozłożyć „na raty”. Z jednej strony jest to jakaś metoda sprawdzenia, jak nasz organizm będzie sobie radził z coraz dłuższymi dystansami. Z drugiej to doskonały trening dla głowy, ponieważ dochodzi aspekt „zebrania się” do kolejnego biegu, gdy w nogach czuje się już kilkadziesiąt kilometrów z poprzedzających dni.

Ukończenie rok po roku dwóch znanych w polskich biegach górskich etapówek pobudziło wspomnienia i skłoniło do porównań. Oba wyzwania wywodzą się ze znanych polskich imprez biegowych, czyli Festiwalu Biegowego organizowanego w Piwnicznej (dawniej w Krynicy-Zdroju) w górach Beskidu Sądeckiego oraz Garmin Ultra Race, organizowanego w Radkowie w Górach Stołowych.
Oba wydarzenia odbywają się w podobnym czasie (w tym roku nawet w ten sam weekend) a więc udział w danym roku możliwy jest tylko w jednym z nich. Liczę, że mój post pomoże w wyborze komuś niezdecydowanemu lub w jakimś stopniu zainspiruje do udziału. A więc do dzieła!


Liczby

Zestawienie dystansów, czasów i innych liczb na poniższej grafice. Kilometraż jest zbliżony, jednak finalnie Iron Run jest cyklem nieco krótszym zarówno pod względem czasu, jak i dystansu. Zawiera jednak więcej biegów zdecydowanie bardziej zróżnicowanych pod względem dystansów, szybkości oraz rodzaju tras.


Charakterystyka tras

Zasadnicza różnica jest taka, że na GUR biegamy wyłącznie po górach, a Iron Run odbywa się na różnych nawierzchniach. W Piwnicznej jedynie Ultramaraton 61 km i Bieg na Górę Kicarz 2,6 km są biegami typowo górskimi. Reszta odbywa się po asfalcie (częściowo szutrze). Tak więc w Radkowie odnajdzie się typowy biegacz górski. Na pewno także ten rodzaj imprezy podpasuje typowym „slowrunnerom” biegającym długo, ale pod limit czasowy.

Sporym minusem może tu jednak być monotonia, bo trasy z trzech dni w dużej mierze się pokrywają, pokonujemy więc każdego dnia te same odcinki. Iron Run proponuje zestaw dla wszechstronnego biegacza, z biegami od 1 do 61 km. Co ważne jednak, biegów krótkich nie da się po prostu przetruchtać z powodu dostosowanych do dystansu limitów czasowych. Milę (1,6 km) trzeba przebiec w max. 7 min., co dla niektórych co wolniejszych górskich długodystansowców może już być utrudnieniem jeśli nie barierą. Na pewno to nieznaczne zakwaszenie po takiej inauguracji może być odczuwalne w kolejnych biegach. Niech Was jednak nie zwiodą średnie dystanse (od 3 do 15 km) biegnące po asfalcie. To Piwniczna, więc biegów asfaltowych w tym terenie na pewno nie można nazwać płaskimi. No i Koral Maraton prowadzący z Nowego Sącza do Piwnicznej, czyli niby po asfalcie, ale jednak całkiem sporo pod górę. Wisienką na torcie jest bieg na górę Kicarz ze startem w miasteczku biegowym, a finiszem na jej szczycie. Tak na dobicie!!!

Profile ulicznych biegów w Piwnicznej (15 km i maraton) oraz widok trasy biegu na Górę Kicarz.

A same góry? Kto mnie zna ten wie, że nie przepadam za Stołowymi. Na GUR przyciągnęło mnie samo wyzwanie, a także sentyment, bo tam właśnie przebiegłem kilka lat temu swoje pierwsze ultra będące jednocześnie drugim etapem z tegorocznego Challenge’a. W mojej opinii Beskid Sądecki zdecydowanie lepiej prezentuje się zarówno pod względem widoków, jak i zróżnicowania tras. Ale to już moja bardzo indywidualna opinia.


Bieganie

W obu wydarzeniach biega się inaczej. W Radkowie biegnie się cały czas na zaciągniętym hamulcu. Przez większość czasu (oprócz ostatniego dnia) ma się świadomość, że meta to nie koniec. Więc podczas gdy biegnący pojedyncze dystanse przyspieszają na finiszu, czelendżerzy biegną swoje. Szczególnie finisz na pierwszym etapie (83 km) potęguje to wrażenie, bo meta to prawie dokładnie połowa sumarycznego dystansu.
W Piwnicznej biega się inaczej. Biegi są krótsze, a więc biegane na większej intensywności. Dodatkowo te najkrótsze odbywają się w okolicy miasteczka festiwalowego, co powoduje, że kibiców jest więcej, a to dodatkowo podkręca tempo.


Logistyka i udogodnienia

Na pewno logistycznie bieganie w Piwnicznej jest trudniejsze. 9 biegów rozrzuconych od rana do nocy. Niewielkie odstępy czasowe. Mało snu. Dylematy: kiedy spać, a kiedy przetrzymać do następnego biegu mogą mieć niebagatelne znaczenie. Zdecydowanie większy udział niż w Radkowie ma tu support i miejsce noclegowe (im bliżej startu, tym lepiej).

Mam to szczęście, że mam support doskonały. Jest nim moja Żona Beata, która podczas takich imprez ogarnia wszystko – od organizacji noclegu, pakowania, przez posiłki (wliczając wstawanie wcześniej, żebym ja spał jak najdłużej, podczas gdy ona przygotowuje śniadanie) po support na przepakach, a nawet wspólne bieganie na trasach, jak to miało miejsce w Radkowie na ostatnim etapie.

A co zapewnia organizator? O ile w Radkowie oferuje udział w biegach (fakt, z niezłą ofertą na „paśnikach”) i niewiele poza tym, o tyle w Piwnicznej możemy poczuć się trochę jak zawodowcy. Iron Runnerzy mają swój własny namiot, z nieograniczonym dostępem do napojów (kawa, herbata, woda, izo itp.), ale także darmowe zestawy posiłkowe (potrawki z ryżem czy makaronem, naleśniki, desery, mięsne i wegańskie w ubiegłym roku dostarczył „Zdrowy Projekt”), owoce (banany, pomarańcze, arbuzy) i inne przekąski. Namiot służy głównie jako miejsce odpoczynku, ale niektórym także za miejsce noclegowe, co bardzo ułatwia logistykę. Dodatkowo regenerację pomiędzy biegami można przyspieszyć dzięki darmowym masażom (studenci fizjo) czy wannie ze schłodzoną do +8 stopni wodą.

Całości pilnuje specjalnie do tego wydarzenia desygnowany koordynator/opiekun wyzwania. Cały czas pilnuje, aby wszyscy wiedzieli co się dzieje, gdzie i kiedy. To on doprowadza grupę na starty i pilnuje, żeby niczego nie zabrakło. Wyniki zarówno te cząstkowe, jak i sumaryczne po odbytych etapach są na bieżąco wywieszane w namiocie. Dla porównania wyniki łączne Challenge’a pojawiły się w internecie tydzień po wydarzeniu.


Kasa

No i podobnie jak w pkt 3. Tu zdecydowanie góruje (nie GURuje) Festiwal Biegowy w Piwnicznej. Kwota za pakiety podana jest w zestawieniu powyżej i liczona jest z uwzględnieniem podobnego czasu zapisów. Za niewiele ponad połowę tego, co zapłacimy w Radkowie, Piwniczna oferuje o niebo więcej. Z niewymienionych wcześniej argumentów również pakiet startowy w Piwnicznej jest bogatszy z koszulką finiszera w zestawie, za którą w Radkowie trzeba dopłacić. Radków wygrywa za to liczbą medali, bo są trzy, z każdego z biegów. W Piwnicznej jest tylko jeden.


Wnioski

Każdy wyciągnie swoje. Ja zaliczyłem obie imprezy. Szukam kolejnych wyzwań, więc nie planuję powrotu w opisane miejsca. Jednak gdybym musiał (np. aby komuś towarzyszyć), to zdecydowanie wybrałbym Piwniczną. Ukończenie tego wydarzenia wspominam z większym sentymentem, szczególnie, że finał cyklu skwitowany był taką jakby rundą honorową, a każdy z finiszerów przekraczał linię mety indywidualnie, wywołany z nazwiska przy owacjach tłumu kibiców. Takie rzeczy pamięta się do końca życia!
Po Challenge’u za to będziemy mogli pokazać wnukom tablicę pamiątkową z wygrawerowanym na niej swoim nazwiskiem, umieszczoną na głazie przy Zalewie Radkowskim.


Jeśli publikowane na naszej stronie treści uważasz za wartościowe, możesz zostać naszym Patronem i dobrowolną wpłatą wspierać finansowo rozwój www.runandtravel.pl i naszą codzienną pracę.

Wejdź na nasz profil (kliknij baner poniżej) i zapoznaj się z zasadami. 

Tags : , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *