9 września 2022 By GÓRY & ULTRA, Slider With 527 Views

Ewa Zambrzycka-Rozner: Chcesz poczuć się gwiazdą? Przyjedź na UTMB! [relacja]

„Ostatnie kilometry do mety to jakaś magia. Słoneczko świeci, kibice klaszczą, wyciągam polską flagę, dobiega do mnie córka i razem biegniemy na metę. Radość, szczęście, łzy w oczach. Jestem tu, zrobiłam to!”. Zapraszamy do przeczytania relacji Ewy Zambrzyckiej-Rozner ze startu na koronnym dystansie Ultra Trail du Mont Blanc w 2022 r.  


Autorka: Ewa Zambrzycka-Rozner / 9.09.2022 r.

Ten wyścig to nieziemskie doświadczenie! I nie ma tu żadnej przesady. To prawdziwe święto biegów górskich. Tydzień, w którym wszystko kręci się wokół UTMB. Zupełnie jak bieg, który poprowadzony jest wokół Mont Blanc.

Do Chamonix przyjechałam w poniedziałek, kilka dni przed startem. Już sama podróż była bardzo emocjonująca, bo po drodze zwiedziliśmy Wrocław, Drezno (związane królami bezpośrednio z Polską), Norymbergę, która ma wspaniałą starówkę i miasto, gdzie powstał jeden z najbardziej znanych riffów gitarowych – Montreaux, leżące we Francji nad Jeziorem Genewskim. To tu swoją płytę nagrywał m.in. zespół Deep Purple. Piosenka „Smoke on the water” opowiada o tym …jak powstała 😊 Inspiracją do jej napisania był pożar na koncercie Franka Zappy, który zespół obserwował na drugim brzegu jeziora. Stąd dym nad jeziorem w tekście utworu.

W Chamonix zatrzymaliśmy się w małym, klimatycznym hoteliku, położonym nad górską, rwącą rzeką Arveyron, z widokiem na ośnieżone trzytysięczniki. Każdy, kto ma tam zakwaterowanie dostaje bilet na bezpłatny pociąg i autobus, którymi może poruszać się po okolicy. To bardzo wygodne i ekologiczne rozwiązanie. Na śniadanie serwują pachnącą kawę, gorące croissanty z marmoladą lub kajmakiem, francuskie sery, szynki parmeńskie i salami. Kuchnia francuska w pigułce 😊

Chamonix żyje biegami górskimi. Wszędzie wiszą plakaty z logo biegu. W samym centrum powstała wioska – expo sportowe – zbudowane z małych drewnianych domków i wielkiego namiotu. Każdy domek to królestwo jakiegoś biegu górskiego lub firmy oferującej różne rzeczy dla biegaczy. To wielki prestiż tu być. Największą strefę organizuje sponsor – HOKA, który zaprasza wszystkich na poranną jogę ze śniadaniem, bieganie ze śniadaniem czy do kina plenerowego z widokiem na Mont Blanc, w którym oglądamy trzy inspirujące filmy o ludziach gór.

Wielki namiot to tzw. Experience zone, czyli strefa w której wszystkie dostępne produkty są z logo UTMB. Kupicie tam wszystko związane z bieganiem: skarpetki, koszulki, buty, bluzy, kominy, klapki, czy kubki i termosy. Możecie też się wymasować lub zagrać w gry na spostrzegawczość. Po ulicach miasteczka chodzą najlepsi biegacze z całego świata. Możesz podejść, porozmawiać, zapytać o rady dotyczące biegu. Restauracje są pełne, słychać języki z całego świata. W tym roku przyjechali biegacze z 85 krajów, w tym 51 osób z Polski.

Niesamowitym rozwiązaniem jest transmisja wydarzenia na żywo na cały świat. Jest też możliwość śledzenia wybranego biegacza online, co doceniają rodziny i supporty zawodników. Aplikacja pokazuje szacowany czas na mecie i na punktach kontrolnych, bieżącą pozycję na mapie oraz krótkie filmiki z wbiegania na punkty. Dzięki temu można ocenić, w jakim biegacz jest stanie.

Jak to przebiec? Wystarczy super forma, silne nogi i mocna głowa 😊 Czyli rok treningów i pozytywne nastawienie, resztę zrobi atmosfera biegu i przepiękne widoki, które ładują baterie. O 17:30 w piątek wszyscy biegacze zbierają się na głównym placu miasta. Ci co chcieli, chwilę wcześniej oddali swoje przepaki na wielką halę sportową, będą one na nas czekać po drugiej stronie Mont Blanc, czyli we włoskim Courmayer.

Odliczamy minuty do 18. Kilka chwil przed startem rozbrzmiewa hymn wydarzenia „Conquest for paradise” Vangelisa. Ludzie klepią się po ramionach, życzą sobie szczęścia, kręcą filmiki i robią sobie zdjęcia. Chwilę później ruszamy, fala ludzi przelewa się przez kultową granatową bramę z wielkim napisem UTMB. Łzy stają w oczach. Olbrzymie wzruszenie szarpie serce. Tysiące kibiców ustawionych gęsto wzdłuż drogi wiwatuje, krzyczy, dzwoni dzwonkami, dopinguje nas do walki. Będą towarzyszyć nam przez najbliższe 30 km, ale również później każda spotkana osoba na trasie powie: „Alle, alle – do przodu”, „Brawo”, czy zawoła cię po imieniu. Czujesz się jak gwiazda, wszyscy traktują cię wyjątkowo, nie ważne, czy biegniesz pierwszy czy ostatni.

Po pierwszym podejściu zapada zmrok. Ochładza się, przed nami długa noc wysoko w górach. Przebiegamy przez małą wioskę. Z jednego domu wyszedł człowiek i gra nam na flecie podłączonym do wzmacniacza. Ścieżki są miękkie, mało na nich kamieni, bardzo biegowa trasa. Przypomina mi się Beskid Niski, tylko wysokość nie pasuje. Biegnie się dobrze, ale cały czas robią się korki. Każde zwężenie powoduje przystanięcie i konieczność poczekania aż wszyscy przejdą. Trzeba było ustawić się bliżej początku, byłoby luźniej. Mój błąd. Drogę wyznacza nam sznur światełek czołówek, świecą w ciemności jak gwiazdy na niebie pokazując nam jak wysoko musimy się wspiąć. Setki światełek dodają otuchy w nocy, mówią: nie jesteś sam.

Na szczycie po najdłuższym podejściu wschodzi słońce. Jesteśmy na wysokości ponad 2600 m+. Niektórzy czują trudności z oddychaniem, ktoś wymiotuje. Czarne, ostre rysy gór podświetla złota łuna słońca, w dolinie błyszczą stawy, pod nogami ukazują się czarne, bardzo śliskie skały. Zbiegamy do punktu, przy którym pasą się konie. Są tu też jakieś ruiny starego gospodarstwa. W stawach odbijają się majestatyczne alpejskie szczyty. Ale tu jest pięknie! I tak będzie aż do zapadnięcia zmroku, czyli do drugiej nocy. Zachwyt. Przepiękne widoki, przypominające Tatry w rozmiarze XXL.

Docieramy do Courmayer. Wąskimi, kamienistymi uliczkami dobiegamy do wielkiej hali sportowej. Tu dostępne są łóżka, prysznice, można uzupełnić jedzenie i picie, wziąć przepak, skorzystać z fizjoterapeuty lub podologa. Biegacze oddają się w ręce swoich supportów. Ile tu jest ludzi! Wszyscy podekscytowani, biegają, obsługują swoich bliskich i cieszą się ze spotkania. Ładują siły na drugą część biegu. Każdy wie, że czeka nas druga noc w biegu i jeszcze drugi dzień…

Po Courmayer od razu mamy mocne podejście. Jest przedpołudnie, słońce pali niemiłosiernie. Wyciągam czapeczkę z daszkiem, dbam o regularne picie wody. Na szczycie jest ślicznie położony punkt kontrolny usytuowany w pięknym włoskim schronisku. Dostajemy w nim wodę mineralną do picia, żeby się nie odwodnić. Mi jak zwykle w upale najlepiej wchodzi arbuz, który zagryzam serem i krakersami. Sprawdzają mi się też żele Aqua od High 5. Super, bo nie trzeba ich popijać i są lekkie.

Dalej mamy 14 km trawersu. Przepiękną płaską ścieżką na wysokości biegniemy wzdłuż ściany Mont Blanc, w dole płynie rzeka, a my mijamy krowy, stada koni, czerpiemy wodę z górskich studni udostępnionych turystom do picia. Dalej lekki zbieg, zmienia się krajobraz, pojawiają się zielone szczyty jak nasze Tatry Zachodnie. Jest punkt i widzimy, że przed nami wspinaczka na najbardziej znany szczyt Grand Col Ferret.  Ale tam jest pięknie! To granica między Włochami a Szwajcarią. Wyłączamy internet, unikamy SMS-ów i dzwonienia, bo cena połączeń ze Szwajcarią zwala z nóg.

Na punkcie w La Fouly wiele osób schodzi z trasy. Są przegrzani słońcem, wykończeni, nie wytrzymują przewyższeń. W autobusach siedzi dużo smutnych ludzi, dla których przygoda już się skończyła. Pojawia się kłujący ból w kolanie, wiem, że to rzepka. Na punkcie proszę lekarza Enrico o obklejenie kolana tejpami. To był świetny pomysł, bo kolano już do końca biegu się nie odezwało, natomiast życie uprzykrzyły mi wielkie odciski. Błędem była zmiana skarpetek na 80 km biegu. Ubrałam za ciepłe, które w połączeniu ze słońcem nie zdały egzaminu. Najlepiej mieć parę zapasowych skarpetek ze sobą w plecaku, ale w woreczku strunowym, bo w nocy jest wilgotno i wszystkie rzeczy nasiąkają.

Biegniemy dalej. Szwajcaria jest ciemna i dość surowa. Szeroka, kamienista rzeka przez wiele kilometrów dominuje krajobraz. Spływają do niej wodospady, a my przechodzimy po wąskiej półce jakieś 100 m nad lustrem wody, gdzie zabezpieczają nas łańcuchy przypięte do skały. Na tym odcinku pojawiają się ostrzeżenia, żebyśmy uważali na krowy i rzeczywiście nie raz przebiegamy przez pastwiska, omijając zdziwione zwierzaki. Słyszymy dzwonki i myślimy, że to punkt, kibice, a to krowy spacerują po łące. W nocy umysł płata figle 😊 Szyszki układają mi się w odcięte palce, a skały przypominają klęczących ludzi. Widzę też pięknego konia pijącego wodę z wodospadu. Robię mu zdjęcie, ale na mecie jak pokazuję go mężowi okazuje się, że …nic tam nie ma. Takie zaburzenia trwają na szczęście tylko godzinę.

Na punkcie podolog ściąga mi strzykawką, a nawet dwiema wodę z krwią z odcisków, próbuje je zalepić, ale średnio to się udaje. Z bólem ruszam dalej. Mam przed sobą jeszcze tylko trzy górki. Przypatruję się na punkcie profilowi trasy. Trzy górki, ale każda ma ponad 2000 m wysokości i 1000 m przewyższenia! Czyli muszę wbiec trzy razy na Kasprowy! O rety! Pierwsza góra jest straszna. Rozwalone kamienie, straszny techniczny zbieg pełen korzeni i skał. Punkt na szczycie usytuowany jest w starej stodole. Chyba owce musiały nam udostępnić miejsce. Kolejny szczyt ma już lepszą nawierzchnię, na szczęście. Dalej jest mięciutki trawers i znowu techniczny zbieg do Vallorcine. Ostatnie podejście, czuć już metę, choć co chwila ktoś wyciąga folię NRC i kładzie się spać w trawie. Podejście na La Fregere jest długie i pionowe, ale trud wynagradza wspaniały wschód słońca nad Mont Blanc. Czuć, że biegacze są już zmęczeni, ale wizja mety dodaje nadludzkich sił. Jeszcze tylko zbieg 7 km i …. Ostatnie podejście na metalową kładkę nad rzeką.

Jestem w Chamonix. Ostatnie kilometry do mety to jakaś magia. Słoneczko świeci, kibice klaszczą, wyciągam polską flagę, dobiega do mnie córka i razem biegniemy na metę. Radość, szczęście, łzy w oczach. Jestem tu, zrobiłam to. Obiegłam najwyższy szczyt Europy i jestem zachwycona tym biegiem. Gdyby nie odciski powiedziałabym, to była czysta przyjemność!

Czy warto? To po prostu trzeba przeżyć.


Przeczytaj wywiad z Ewą Zambrzycką-Rozner po starcie w UTMB 2022.


Jeśli publikowane na naszej stronie treści uważasz za wartościowe, możesz zostać naszym Patronem i dobrowolną wpłatą wspierać finansowo rozwój www.runandtravel.pl i naszą codzienną pracę.

Wejdź na nasz profil (kliknij baner poniżej) i zapoznaj się z zasadami. 

Tags : ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *