8 września 2022 By GÓRY & ULTRA, Slider With 695 Views

Ewa Zambrzycka-Rozner: Ultra Trail du Mont Blanc 2022 [wywiad]

„UTMB to wielkie biegowe święto. Wiedziałam, że jest fajny start, że będą kibice… To jednak, co przeżyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania” – o stracie na koronnym dystansie Ultra Trail du Mont Blanc 2022 rozmawiamy z Ewą Zambrzycką-Rozner, jedną z trzech polskich finisherek na dystansie 170 km.


8.09. 2022 r.

Podczas tegorocznej edycji Ultra Trail du Mont Blanc pojawiłaś się na linii startu koronnego dystansu (170 km i 10 000 m+) po raz pierwszy. Zakładam, że UTMB było na Twojej liście „must run”. Jak to jest spełnić jedno z największych marzeń biegowych wielu biegaczy?

Ewa Zambrzycka-Rozner: UTMB to wielkie biegowe święto. Wiedziałam, że jest fajny start, że będą kibice… To jednak, co przeżyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Już od poniedziałku Chamonix tętniło życiem. Rozstawiono małe biegowe miasteczko, gdzie wystawiły się największe firmy związane z biegami ultra. Każde stoisko starało się przyciągnąć do siebie, oferując różne konkursy, gry, degustacje, biegi szwajcarskie częstowały czekoladą Lindt, w stoiskach marokańskich można się było napić gorącej, słodzonej herbaty. Największą strefę zajął sponsor, czyli Hoka, który w tym roku zorganizował szereg bezpłatnych, dostępnych dla wszystkich eventów. Do wyboru była poranna joga na polanie z widokiem na Mont Blanc, zakończona pysznym śniadaniem. Poranny 7-kilometrowy rozruch, podczas którego można było przetestować najnowsze buty ze stajni Hoka, również ze śniadaniem i koszulką techniczną dla każdego, kino plenerowe, gdzie wyświetlane były filmy związane z górami m.in. wywiad z Kilianem Jornetem, czy sesja pytań i odpowiedzi z czołowymi zawodnikami Hoka.

Okres przedstartowy można spędzić fantastycznie również w górach. Ten region oferuje wiele bardzo fajnych wycieczek dla całej rodziny, można skorzystać z kolejek, wejść do lodowca, czy wjechać na szczyt o wysokości 3842 m n.p.m, wchodzący w skład masywu Mont Blanc.

Start i meta to emocje ciężkie do opisania. Tysiące kibiców stoi przy drodze, wiwatuje, woła Cię po imieniu, czujesz się jak gwiazda filmowa, jak bohater robiący coś niezwykłego. Tuż przed 18:00 z głośników rozbrzmiewa kultowa piosenka Vangelisa „Conquest for paradise”, która wzrusza, a zarazem nastraja do boju. Sam bieg jest piękny. Zachwycające widoki, idealnie usytuowane punkty żywieniowe, duża część trasy to miękkie, biegowe ścieżki. Mam poczucie, że wystartowałam w czymś, co bardzo ciężko będzie przebić pod względem doznań i emocji.

Więc odpowiadając na pytanie, ciężko jest spełnić takie marzenie, bo poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko i niełatwo teraz wybrać nowe cele. Z drugiej strony czuję niedosyt, bo wiem, że mogłam ten bieg pobiec szybciej, lepiej. Mam świadomość, co mi nie wyszło, co powinnam dopracować i przez to kusi powrót na trasę, aby naprawić kilka kwestii.

Czy było to również Twój pierwszy start na tak długim dystansie? Jeśli tak to co było dla Ciebie największym wyzwaniem? Jak się przygotowywałaś do startu?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Mój najdłuższy start do UTMB to była Łemkowyna 150 km. Natomiast największe przewyższenia miałam na Lavaredo Ultra Trail 120 km. Oba biegi są nieporównywalne z UTMB. Dystans 170 km, czyli 100 mil jest długi. Niby to tylko 20 km więcej niż 150 km, a jednak robi bardzo dużą różnicę. Jednak najbardziej zaskoczyły mnie przewyższenia. Na co dzień mieszkam pod Warszawą, trenuję na wiadukcie kolejowym, który ma może 6 m przewyższenia 🙂 Do tego mam jedną wydmę, która może ma 100 m podbiegu. W Alpach nie biegałam nigdy przedtem i muszę przyznać, że te 10 000 m to dużo. Na profilu trasy na koniec są trzy górki. Pomyślałam, a to już luz… Ale jak się dokładnie przypatrzyłam, to okazało się, że jest to porównywalne do wejścia trzy razy na Kasprowy Wierch! Każda górka ma ponad 2000 m wysokości i ponad 1000 m przewyższenia! A masz już ponad 100 km w nogach…

Wyzwaniem jest też czas. Bieg zajął mi 39h i 52 min, czyli dwie noce w biegu. Nie spałam, nie odpoczywałam nadmiernie. Najdłuższe przerwy miałam na ostatnich punktach kontrolnych, gdzie podolodzy ściągali mi osocze z krwią z odcisków. Dużo osób nagle zatrzymywało się podczas biegu i szło spać na poboczu. Mi sprawdziły się żele z kofeiną, nie miałam kryzysu snu.

Dużym utrudnieniem jest też wysokość. Kilkakrotnie przekracza się granicę 2500 m n.p.m, co nie każdy dobrze znosi. Wiele ludzi wymiotuje, słania się na nogach, ma trudności z oddechem.

Jak się przygotować? Po pierwsze głowa. Trzeba być zmotywowanym i bardzo chcieć. Po drugie trening wytrzymałościowy i siłowy, szybkość nie jest tu potrzebna. Mówiąc krótko – trzeba zaorać zimę. Najlepiej też wyjechać na jakieś treningi w Tatry, szczególnie w lipcu – sierpniu, żeby się choć trochę zaaklimatyzować do wysokości. Poza tym mądra dieta i dużo ćwiczeń na core. Pamiętajcie, że przez 40h będziecie mieć kije w ręku! Ramiona też są ważne. Plecak ze sprzętem obowiązkowym waży co najmniej 6 kg, dlatego siła jest niezbędna.

Które odcinki trasy były dla Ciebie najtrudniejsze i jak sobie poradziłaś z tymi trudnościami?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Dla mnie najtrudniejsze były zbiegi – strome, z dużą ilością korzeni i kamieni. Nie mam na to jeszcze metody. Pomogły mi w tym kije, na których się podpierałam, ale łatwo nie było. Poza tym trzeba brać pod uwagę pogodę. W mojej edycji było gorąco, paliło słońce. Dużo ludzi się odwodniło, miało udar cieplny. Na szczytach nocą było zimno. W zasadzie wszyscy poza mną byli w długim rękawie. Nie należy tego bagatelizować. Warto umieć dobrze i sprawnie posługiwać się kijami, które mogą bardzo ułatwić bieg. Trzeba też się liczyć z mocnymi, długimi podejściami, ale na mnie nie zrobiły one większego wrażenia 🙂

Jak radziłaś sobie ze zmęczeniem i kryzysami na trasie? Czy masz jakieś patenty na kryzysy podczas biegu?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Nie miałam kryzysów 🙂 Przez godzinę, jak zapadał zmrok przed drugą nocą, miałam dziwne wyobrażenia. Patrzę, a tu na ziemi leży ucięty palec, a nie to szyszka. A tam ktoś klęczy, a nie to skały. Wtedy też widziałam pięknego konia pod wodospadem, miał długą jasną grzywę, pił wodę. Zrobiłam mu zdjęcie. Po dobiegnięciu przybliżyłam je i… nic tam nie było oprócz skał.

Drugą rzeczą, która bardzo utrudniła mi bieg były odciski. Zrobiły mi się paskudne w miejscach niezbędnych do biegania. Musiałam skorzystać z dostępnych podologów na punkcie, ale niestety niewiele to dało. Błędem była zmiana skarpetek na za grube na 80 km. Obserwując innych ludzi widziałam, że największe kryzysy mieli przez zbyt szybkie rozpoczęcie biegu, przepalenie się na podejściach, niejedzenie, odwodnienie i zajechanie czwórek na zbiegach. Wiele osób ostatnie kilometry szło na trzęsących się nogach. Trzeba to robić wolno i z głową.

Co Cię na trasie i ogólnie podczas imprezy szczególnie zachwyciło?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Oj wszystko! Cała trasa jest niezwykle urokliwa. Poprowadzono ją po naprawdę ładnych ścieżkach biegowych. Wszędzie pasą się konie i krowy, jest bardzo sielankowo. Start i meta to wielkie emocje. Wszystko jest nadawane na żywo w internecie, można śledzić wybranych zawodników.

Jakie wyposażenie / sprzęt miałaś ze sobą na biegu? Co się sprawdziło i zdało egzamin a co się nie sprawdziło i gdybyś miała startować raz jeszcze to byś to zmieniła?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Miałam wyposażenie obowiązkowe, żele energetyczne, Sudocrem, który ratuje w wielu sytuacjach, powerbank do naładowania zegarka i mini apteczkę. Wszystko, co miałam było potrzebne. To bardzo długi bieg i wiele może się wydarzyć. Na drugi raz wzięłabym ze sobą własny izotonik – proszek do rozcieńczania. Nie odpowiadał mi ten dostępny na punktach.

Co poradziłbyś komuś kto ma dopiero w planach start na koronnym dystansie UTMB?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Solidnie się przygotować siłowo – tak, żeby ten start był mega przygodą, a nie cierpieniem. Fajnie jest też przyjechać trochę wcześniej i skorzystać z dobrodziejstw okolicy i samej strefy biegowej. Do startu podejść na luzie, jak do super wydarzenia, które nas czeka i nie dawać głowie podszeptywać jakiś złych myśli – DO PRZODU! Większość kryzysów jest w głowie.

Co po UTMB? Jakie inne biegi masz również na swojej liście biegowej?

Ewa Zambrzycka-Rozner: Ciężko coś wybrać po UTMB 🙂 Ale wiem, że zakochałam się w Alpach i tam chcę wrócić. Myślę o Eiger Ultra Trail, Monte Rosa 170 km, a może MIUT jeśli zdążę się zapisać…


„Chcesz poczuć się gwiazdą? Przyjedź na UTMB!”. Przeczytaj relację Ewy Zambrzyckiej-Rozner z UTMB 2022. 


Jeśli publikowane na naszej stronie treści uważasz za wartościowe, możesz zostać naszym Patronem i dobrowolną wpłatą wspierać finansowo rozwój www.runandtravel.pl i naszą codzienną pracę.

Wejdź na nasz profil (kliknij baner poniżej) i zapoznaj się z zasadami. 

Tags : ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *