7 listopada 2020 By LUDZIE, RUNSTYLE, Slider With 660 Views

Utalentowany tłumacz wspierany przez znakomitego redaktora mogą uratować złą książkę. Rozmowa z Piotrem Pazdejem w cyklu #ŻyciePozabiegowe.

„To przykre, ale dla przeciętnego czytelnika osoba tłumacza w zasadzie nie istnieje. Trochę wstyd, bo przecież „słowo pisane” towarzyszy mi odkąd pamiętam, ale wcześniej, zanim sam nie zostałem tłumaczem, nigdy nie zwracałem na to uwagi.” Rozmową z Piotrem Pazdejem, autorem przekładu m.in. książki „Pod górę. Trening dla biegaczy i skiturowców”, rozpoczynamy nowy cykl artykułów #ŻyciePozabiegowe”, czyli „Co robię, kiedy nie biegam…”

———————————————————————————————-

7.11.2020 r.

Monika Bartnik: Kiedy otworzyłam książkę „Pod górę. Trening dla biegaczy i skiturowców”, autorstwa Steve’a House’a, Scotta Johnstona, Kiliana Jorneta i sprawdziłam, kto zrobił przekład, odetchnęłam z ulgą. W tyle głowy mam bowiem kilka publikacji z kategorii „sport”, których redakcja i tłumaczenie pozostawiają wiele do życzenia. Jak dużo osób, Twoim zdaniem, w ogóle zwraca uwagę na to, kto zrobił przekład książki? Jak ważne w odbiorze publikacji jest właśnie tłumaczenie?
Piotr Pazdej: To przykre, ale dla przeciętnego czytelnika osoba tłumacza w zasadzie nie istnieje. Trochę wstyd, bo przecież „słowo pisane” towarzyszy mi odkąd pamiętam, ale wcześniej, zanim sam nie zostałem tłumaczem, nigdy nie zwracałem na to uwagi. „O matko, jak to jest pięknie napisane”, myślałem za każdy razem, gdy sięgałem po „Sto lat samotności”, „Sartoris” czy „Panią Dalloway”, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że przecież to „tylko” polska wersja oryginału. A moim zdaniem, jest to jedyne słuszne podejście, bo utalentowany tłumacz wspierany przez znakomitego redaktora mogą uratować złą książkę, natomiast kiepski tłumacz i jeszcze gorszy redaktor zniszczą nawet najlepiej napisany tekst świata.

Monika Bartnik: W przypadku książek nazwijmy je „sportowych” najczęściej autorem nie jest pisarz, reportażysta czy dziennikarz. Jest nim po prostu biegacz czy trener, który świetnie biega, rozpisuje świetnie treningi, ale niekoniecznie już świetnie pisze. Tutaj otwiera się pole do popisu dla redaktora i tłumacza. Jakie są Twoje doświadczenia w tym zakresie? Jak ważną rolę Twoim zdaniem pełni tłumacz?
Piotr Pazdej: Ogromną! Jestem pewny, że są książki, tłumaczenie których nie wymaga sprawdzania każdego faktu, daty czy informacji, jednak w poradnikach wydawanych na rynku amerykańskim, a tylko z tego typu książkami miałem do tej pory przyjemność się zajmować, zdarzają się dość często błędy merytoryczne, a ich autorzy w zdecydowanej większości odznaczają się dziecięcą chwilami tendencją do upraszczania tekstu w miejscach, które aż proszą się, aby podać jak najwięcej szczegółów. Niestety, umowa to umowa, autor to autor, trzeba więc gryźć się w palce i nie ingerować w tekst tam, gdzie nie jest to naprawdę niezbędne. Dodam jeszcze tylko, że nawet najlepszy tłumacz to dopiero połowa sukcesu. Jako wciąż początkujący tłumacz (Piotrek przetłumaczył już osiem książek, pracuje właśnie nad dziewiątą – przyp. red.) mam ogromne szczęście, bo jak dotąd współpracowałem z wyśmienitymi redaktorkami i zapewniam, że to właśnie dzięki nim „moje” książki daje się czytać.

—————————————————————————————————————————————-

„Pod górę. Trening dla biegaczy i skiturowców” to absolutnie wyjątkowe kompendium dla biegaczy górskich, ultramaratończyków oraz skialpinistów. Porady w nim zawarte wynikają nie tylko z wieloletniego doświadczenia w szybkim poruszaniu się w trudnym terenie, ale też z wiedzy o tym, co nauka mówi o funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Steve House i Scott Johnston nieraz udowodnili już swoje kompetencje w obu tych obszarach. Wspierani przez jednego z najwybitniejszych sportowców wytrzymałościowych naszych czasów – ultramaratończyka Kíliana Jorneta – oraz wielu innych znakomitych zawodników, w przystępny sposób wyjaśniają zarówno złożoność treningu w sportach górskich oraz wytrzymałościowych, jak i jego specyfikę. Ta książka to coś więcej niż tylko rzetelna wiedza, dzięki której każdy może nauczyć się efektywniej trenować i osiągnąć najwyższą formę – to także wspaniałe źródło motywacji, odkrywające przed czytelnikiem fascynujący świat górskich sportów wytrzymałościowych.

—————————————————————————————————————————————-

Monika Bartnik: Jak dużego przygotowania nie tylko językowego, ale również – a może nawet przede wszystkim – merytorycznego wymaga tłumaczenie książek poradnikowych? Jakiego przygotowania wymagało od Ciebie tłumaczenie „Pod górę. Trening dla biegaczy i skiturowców”?
Piotr Pazdej: Nie pamiętam już gdzie, ale przeczytałem kiedyś, że od doskonałej znajomości języka obcego dużo ważniejsze jest sprawne posługiwanie się językiem ojczystym. Nigdy nie kryłem się z tym, że jeszcze kilkanaście lat temu, bez tego cudownego narzędzia, jakim jest Internet, nie dałbym rady przetłumaczyć żadnej książki. Ani „Pod górę”, ani żadnej innej, ponieważ zawsze znajdzie się jakiś termin, idiom czy inny związek frazeologiczny, którego nie znam. Co nie znaczy, że moja sportowa przeszłość i trwająca od kilku lat fascynacja bieganiem nie ułatwia mi pracy i nie sprawia, że moje tłumaczenia można pewnie uznać za rzetelne.

Monika Bartnik: Dostajesz z wydawnictwa plik z oryginalnym tekstem do tłumaczenia. Od czego rozpoczynasz swoją pracę? A może zaczynasz pracować jeszcze wcześniej, zanim trafi do Ciebie oryginalny tekst? Jak to wygląda w praktyce i ile czasu zajmuje tłumaczenie takiej prawie 500-stronicowej cegły?
Piotr Pazdej: Idealnym wstępem do tłumaczenia byłoby uważne przeczytanie całej książki. Niestety, nie mam na to czasu, ograniczam się więc tylko do kilku wieczorów wyrywkowej lektury. Głównie chodzi mi o poznanie stylu autora, czy jest to raczej poważny, obfitujący w specjalistyczne terminy, niemal akademicki język czy też bardziej luźne rozważania przy kawie. Praca nad „Pod górę” trwała niemal pół roku, wciąż jednak jest to bardziej moje hobby, niż praca na pełny etat. No i samo tłumaczenie to tylko część całego procesu. Oczywiście największa, ale niemal dwa miesiące trwała też redakcja, skład i korekta.

Monika Bartnik: Czy współpraca z wydawnictwem ogranicza się do kontaktu z redaktorem czy też zdarza się, że masz możliwość konsultacji z samym autorem? Jak to wyglądało w przypadku książki „Pod górę. Trening dla biegaczy i skiturowców”?
Piotr Pazdej: Dopiero raz lub dwa znalazłem się w sytuacji, w której niezbędny był kontakt z autorem i za każdym razem robił to redaktor prowadzący. Większość moich problemów merytorycznych rozwiązuje zazwyczaj zatrudniony przez wydawnictwo konsultant, a wszystkie językowe dylematy rozwiewa momentalnie pani redaktor. A „Pod górę” okazała się pod tym względem wyjątkowo łaskawa. W zasadzie to od jakiegoś czasu mam dziwne wrażenie, że ta książka przetłumaczyła się sama, a ja byłem tylko czymś w rodzaju medium, potrzebnym tylko do wciskania klawiszy w odpowiedniej kolejności.

—————————————————————————————————————————————-

 

Autor „Gotowego do biegu” – nazywany dziś „wizjonerskim specjalistą fizjoterapii” – jest inspiracją dla wszystkich, którzy chcą trenować mądrze i bez uszczerbku dla zdrowia. Z jego pomocy korzystają mistrzowie sportu i olimpijczycy. Kelly Starrett udowadnia, że właściwie dobrane ćwiczenia umożliwiają powrót do pełnej formy bez pomocy medycznej. Z książki Starretta dowiadujemy się, że nie wystarczy zainwestować w rehabilitanta i drogie buty, by uczynić sport bezpiecznym. Szybszy, dłuższy i bardziej efektywny trening bez kontuzji jest możliwy, jeśli połączymy prawidłową technikę biegu z ćwiczeniami mobilizującymi i właściwym odżywianiem.

 

—————————————————————————————————————————————-

Monika Bartnik: Która przetłumaczona przez Ciebie do tej pory książka dała Ci najwięcej zawodowej satysfakcji?
Piotr Pazdej: Bez wątpienia wciąż „Gotowy do biegu”. Głównie dlatego, że była to pierwsza moja książka, co wiązało się początkowo z ogromnym stresem. Ukończenie jej, a następnie zobaczenie wydanej na półce w księgarni, było dla mnie wielkim przeżyciem. Poza tym, wciąż jest ona polecana jako jedna z najlepszych w swojej kategorii. Choć nie ukrywam, że tuż za nią znajduje się „Pod górę” właśnie i mam nadzieję, że za kilka lat również ta książka nie straci na wartości i będzie cieszyła się tak samo dużą popularnością, jak teraz.

Monika Bartnik: Co daje Ci największą satysfakcję w pracy tłumacza?
Piotr Pazdej: Największą satysfakcję odczuwam za każdym razem, gdy w taki czy inny sposób dowiaduję się, że książka komuś pomogła, dała do myślenia czy po prostu czytanie jej nie przyprawiło nikogo o ból głowy. Nawet wtedy, gdy ktoś w ogóle nie wspomina o mnie… 😉

————————————————————————————-

Piotr Pazdej

Piotr Pazdej, rocznik 1976, pabianiczanin od urodzenia. Właśnie mija siedem lat odkąd zaczął biegać. Twórca i dyrektor Ultramaratonu Leśna Doba, pomysłodawca i koordynator UltraPark Weekend. Ma dwóch synów, wciąż wierzy, że pomimo problemów ze zdrowiem uda mu się jeszcze reprezentować Polskę w biegu 24-godzinnym i cierpliwie czeka na dzień, w którym skończy pisać swoje opus magnum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *