Pięć szczytów w pięciu krajach w ciągu pięciu dni! Przemo Górak o bałkańskiej przygodzie bez czasu na sen

17 min. czytania

Pięć szczytów, pięć dni i pięć krajów. Do tego temperatury sięgające 40°C, długie transfery, zaledwie około trzech godzin snu na dobę i jedna zasada, której trzymali się od początku: wchodzimy wszyscy albo nikt. Przemek Górak opowiada o Projekcie 5/5/5, który zabrał pięcioosobową ekipę na najwyższe szczyty Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Kosowa i Albanii.

Spis treści

Skład, który projekt 5/5/5 zrealizował to: Przemek Górak, Paweł Czerniak, Jacek Gołębiewski, Jacek Zgłobicki oraz ich trener Darek Kruczkowski.

Pięć bałkańskich szczytów, pięć dni, pięć krajów. Jakie szczyty i w jakich krajach zdobyliście i czy udało się zrealizować cały plan?

Przemek Górak: Tak udało się zrealizować „Projekt 5/5/5” na Bałkanach.

Zdobywaliśmy od najniższego do najwyższego. Wyszło tak, ponieważ logistyka tak się ułożyła. A więc: 

  • Dinara (Chorwacja) – 1831 m n.p.m.
  • Maglić (Bośnia i Hercegowina) – 2386 m n.p.m.
  • Zla Kolata (Czarnogóra) – 2534 m n.p.m.
  • Gjeravica (Kosovo) – 2656 m n.p.m.
  • Korab (Albania) – 2764 m n.p.m.

I tutaj mała ciekawostka. W drodze powrotnej do Polski, wpadliśmy na pomysł, żeby dołożyć sobie bonus, czyli  Triglav (Słowenia) 2864 m n.p.m. Ale niestety nocą w drodze na Słowenię złapała nas burza. W ciągu dnia również prognozy pokazywały duże opady deszczu i burze, więc zwróciliśmy i wróciliśmy do Polski.

Przed wyjazdem największym zagrożeniem wydawała się pogoda i temperatury sięgające 40°C. Co ostatecznie okazało się największym wyzwaniem?

Przemek Górak: Prognozy pogody się sprawdziły. W szczególności w Chorwacji na Dinarze, gdzie było właśnie 40°C. Na kolejnych szczytach, już było przyjemniej, czyli 25-32°C.

Największym wyzwaniem okazało się to, żeby całość – czyli wejście, zejście, transfer na pod kolejny szczyt, jedzenie, spanie –  spiąć w ciągu 24 godzin. Po raz kolejny okazało się, że doba nie jest z gumy. Musieliśmy na czymś „przyciąć”. Padło na sen. Spaliśmy od 2h do 4-5h max. Średnia to jakieś 3 godziny spania na dobę. Wyspaliśmy się po zakończeniu projektu i transferze do Bośni, gdzie spaliśmy 6 godzin.

Czy któryś z pięciu szczytów zaskoczył Was swoją trudnością – pozytywnie albo negatywnie?

Przemek Górak: Opiszę, jak wyglądało nasze wejście na dany szczyt, co nas zaskoczyło, co przeraziło, a co zachwyciło.

2 sierpnia 2026 – Dinara (Chorwacja) – start 6:55 – 17 km – 1300 m up – czas 4:59.

Pomimo tego, że na pierwszy szczyt wchodziliśmy „prosto z samochodu”, czyli po 12-godzinnej podróży, to byliśmy napakowani adrenaliną, chęcią zobaczenia tej góry. Była to wczesna godzina, ale od samego startu słońce już mocno przygrzewało, a w drodze powrotnej mieliśmy już temperaturę 40-42°C.

Dinara jest górą, która jest cała odkryta. Prawie w ogóle nie ma na niej drzew, są tylko polany, łąki i kamienie. I właśnie ta charakterystyka nas troszkę pokonała.

Wiedzieliśmy, że będzie bardzo gorąco i zaopatrzyliśmy się w 1,5 l płynów każdy. Na szczycie flaski były jednak wyzerowane, więc powrót był już na dużym odwodnieniu. Po powrocie do auta szybkie szukanie sklepu i nawadnianie do pełna. Właśnie to, jak szybko się odwodniliśmy bardzo nas zaskoczyło. Drugie zaskoczenie to fakt, że przez te pięć godzin trekkingu spotkaliśmy tylko jedną osobę. Chorwata na szczycie Dinary.

I tutaj mała ciekawostka. Kiedy dotarliśmy do sklepu, zainteresował się nami Pan ze sklepu. Jak dowiedział się o naszym wejściu na Dinarę w taką pogodę i o naszych dalszych planach, to chciał stawiać nam napoje alkoholowe, wodę, lody. Grzecznie odmówiliśmy, choć Pan nie był z tego powodu zadowolony. Cóż, te Bałkany i ich bezinteresowna gościnność…

3 sierpnia 2026 – Maglić (Bośnia i Hercegowina) – start 9:45– 24 km– 1600 m up – czas 6:55

Wystartowaliśmy trochę później niż pierwszego dnia, ponieważ z miejsca noclegu musieliśmy dojechać na Polanę Prijevor. Dojazd szutrową, 17-kilometrową drogą pełną dziur i uskoków, zajął nam 1,5 godziny. Po dojeździe na polanę ukazała nam się już inna charakterystyka gór, niż ta znana nam z Gór Dynarskich z Dinarą. Wysokie strzeliste wierzchołki z najwyższym szczytem Maglić..

Jezioro Trnovacko

Z polany udaliśmy się w kierunku jeziora Trnovacko, czyli meandrowaliśmy między Bośnia a Czarnogórą. Po obejściu jeziora zaczęliśmy już wspinaczkę na Maglić. Po przejściu 4 km w górę ukazało się nam właśnie owo jezioro. Wyglądało magicznie, ponieważ jest w kształcie serce. Potem zdobyliśmy najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny i wróciliśmy tym samym szlakiem, żeby jeszcze raz zobaczyć jezioro z góry. I to właśnie ono nas najbardziej zachwyciło.

Ciekawostki z tego dnia będą dwie. Ciekawostka nr 1 – po powrocie na Polanę Prijevor – gdzie stało kilkanaście kamperów i samochodów osobowych – w odległości kilkunastu metrów przez łąkę przechodził sobie niedźwiedź. Ciekawostka nr 2 to wizyta w lokalnym sklepiku w Tjentiste, gdzie po śniadaniu podjechaliśmy na kawę oraz zaopatrzyć się w wodę na szlak. Sympatyczna Pani, która prowadziła ten sklepik, zaczęła pokazywać nam zdjęcia i chwalić się, jacy to europejscy sportowcy (którzy byli na olimpiadzie), zaopatrywali się w napoje przed wejściem na Maglić.

4 sierpnia 2026 – Zla Kolata (Czarnogóra) – start 9:20 – 19 km – 1500 m up – czas: 5:50.

Na najwyższy szczyt Czarnogóry również zaczęliśmy wchodzić już nie tak z samego rana. Po długim transferze z Bośni, gdzie musieliśmy przejechać całą Czarnogórę, poszliśmy bowiem spać około godziny 3 nad ranem. Trzeba było więc pospać choć 3-4 godziny. 

Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w stronę Gór Przeklętych. Tutaj szlaki były słabo oznaczone, więc troszkę się pogubiliśmy i zaczęliśmy schodzić w stronę albańskiej wioski Cerem. Po jakimś czasie spotkaliśmy albańskiego przewodnika, który pokierował nas w stronę Zlej Kolaty. Środkowy odcinek, około kilometrowy, był bardzo stromy, ponieważ prowadził po półkach skalnych i skałach. Później małe wypłaszczenie, i kolejne strome podejście po kamieniach już na szczyt. Na szczycie ukazał się piękny widok na całe Góry Przeklęte.

Z ciekawostek to na samym szczycie (2534 m n.p.m.) czekał na nas młody pies pasterski, który również zaczął schodzić z góry razem z nami. Schodził, a raczej zbiegał po tych kamieniach, niczym kozica górska.

5 sierpnia 2026 – Gjeravica (Kosovo) – start 9:20 – 11 km – 1000m up – czas: 3:40.

Nocleg pod Gjeravicą mieliśmy w idealnym miejscu, bo przed samym wejściem na szlak. Od razu po wyjścia z obiektu ruszyliśmy na szlak prowadzący na najwyższy szczyt Kosova. Początkowo trasa prowadziła przez łąki pełne krzewów jagodowych, wśród których było kilkanaście miejscowych osób zbierających jagody zarobkowo. Po czasie  szlak się urwał… i postanowiliśmy iść „na szagę” na Gjeravicę, którą widzieliśmy przed sobą. Po 2-kilometrowym bardzo stromym podejściu po łące znaleźliśmy szlak i po 3 km już szlakiem zdobyliśmy Gjeravicę. Zejście już po szlaku, żeby zrobić pętle i zahaczyć o zimne górskie jezioro, w którym udało się schłodzić nogi.

Ciekawostką pod Gjeravicą był nocleg. Niby pensjonat, niby domek górski, który mieliśmy cały do dyspozycji, a niby to jakieś więzienie z czasów wojny. W oknach były kraty, drzwi do pokoi były metalowe z wziernikiem, na dole przy wejściu w przedsionku stał stół rzeźnicki z całym asortymentem do rozbiórki zwierząt. Woda była tylko… wrzątkiem, bo wężyka do zimnej wody było brak. Nazwaliśmy to noclegiem „U rzeźnika spod Gjeravicy” 😊

A kolejna ciekawostką może być nasza trasa „na szagę”. Dwukilometrowy odcinek miał nachylenie 40-45%, a w najbardziej stromym miejscu 49,5%.

6 sierpnia 2026 – Korab (Albania) – start 7:10 – 23 km – 1600 m up – czas: 5:20

Na Korab wyruszyliśmy już wczesnym porankiem, ponieważ transfer z Kosova do Radomire zajął nam tylko 3 godziny. Udało się więc zasnąć o przyzwoitej godzinie i wstać wcześnie.

Tym razem już bez pogubienia szlaku bardzo przyjemnie wchodziliśmy na szczyt. Trasa o stałym nachyleniu. Mimo iż był to najwyższy szczyt (2764 m n.p.m.) ze wszystkich, które zdobyliśmy, to był on najłatwiejszy. Na górze z jednej strony zadowolenie, że udało się zdobyć te 5 szczytów w 5 dni, a z drugiej smutek, że to już koniec.

Ciekawostką, a raczej małym niepokojem, było spotkanie na polanie w drodze powrotnej z Korabu bałkańskiego psa pasterskiego Sarplaninac. Psy te są tresowane do walki z niedźwiedziami i wilkami, żeby chronić owce i kozy. Jak przez 4 poprzednie dni mieliśmy ze sobą gaz na psy, to tym razem go nie wzięliśmy. Pies w pewnym momencie nas zauważył i zaczął zbiegać do nas z polany, ale po przekroczeniu przez nas rzeki odpuścił sobie. Ale co się wystraszyliśmy to nasze.

Wszystkie te dni można spiąć jednym spostrzeżeniem: Przez 5 dni spotkaliśmy tyle osób na szlakach, co w weekend na Giewont na 200 metrach.

Jak wyglądały dni pomiędzy kolejnymi szczytami? Czy napięty harmonogram pozwalał Wam choć na chwilę zwolnić i zobaczyć coś więcej?

Przemek Górak: Dni wyglądały bardzo podobnie. Jedynie zmieniał się nocleg i wygląd oraz atrakcyjność kolejnej góry i szczytu. Nawet jedzenie było takie samo, czyli naturalne, proste, a zarazem wyśmienite.

Wstępnie miałem w głowie miejsca, które chcę pokazać chłopakom, z racji tego, że już te Bałkany mam trochę objeżdżone. No ale na planach niestety jedynie pozostało… ☹

Udało nam się w trakcie projektu po drodze wjechać do Mostaru w Bośni i zobaczyć stary kamienny most. Mieliśmy troszkę niedosyt, bo spóźniliśmy się o jeden dzień – Red Bull organizował bardzo widowiskowe zawody w skokach do wody z tegoż mostu: „Red Bull Cliff Diving”.

Po ukończeniu projektu w drodze powrotnej trener Darek, który zna Chorwację jak własną kieszeń zabrał nas nad Adriatyk. Był czas na regenerację w bardzo ciepłym morzu oraz szybkie zwiedzanie Parku Narodowego Velebit.

Przed wyjazdem mówiłeś: „wchodzimy wszyscy albo nikt”. Czy udało się trzymać tej zasady przez całą wyprawę?

Przemek Górak: Tak, oczywiście. Tej zasady się trzymaliśmy. I tak jak ustaliliśmy, tak zrobiliśmy. Zdobyliśmy wszyscy, w pięciu, pięć szczytów.

Który dzień był dla Was najtrudniejszy fizycznie, a który najbardziej wymagający pod względem mentalnym?

Podejscie pod Gjeravice

Przemek Górak: Fizycznie chyba nie było dnia, żebyśmy byli zajechani fizycznie. Jedynie troszkę doskwierało niedospanie, ale przepyszna kawa stawiała nas na nogi. 

A mentalnie… to chyba na pierwszym ze szczytów, czyli na Dinarze. Słońce nas przygrzało i do auta wracaliśmy już odwodnieni i prawie że dochodziło do samozapłonu. 

A druga sytuacja to na Zla Kolata, gdzie na środkowym odcinku było bardzo strome kilometrowe podejście po skałach i półkach skalnych. Zastanawialiśmy się nad powrotem na dół. Po zejściu do auta, każdy się przyznał, że o tym myślał. Ale nikt tego głośno nie powiedział, na trasie. No ale rozpoczętego projektu nie kończy się w połowie, więc szliśmy dalej.

Jak organizm reagował na pięć kolejnych dni wysiłku i niemal codzienne zdobywanie kolejnego szczytu?

Przemek Górak: Zmęczenia fizycznego nie był w ogóle. Nakręcała nas adrenalina, chęć zobaczenia kolejnego miejsca i zdobycia kolejnego szczytu.

Pięć szczytów to także pięć różnych gór i tras. Która z nich była najpiękniejsza?

Przemek Górak: Najpiękniejsza trasa to chyba na Maglić z jeziorem Trnovaćko z kształcie serca. Prawdę mówiąc, to każdy góra miała w sobie coś magicznego. Coś czego nie oddadzą zdjęcia i filmy.  To trzeba przeżyć i zobaczyć osobiście.

Który szczyt zdobyłbyś jeszcze raz, gdybyś miał wybrać tylko jeden?

Przemek Górak: Chyba Zla Kolata. Ze względu na trudność.

Który moment całej wyprawy najbardziej zapadł Ci w pamięć?

Przemek Górak: Chyba to, że piątek rano obudziliśmy się w Bośni i Hercegowinie, w mieście Trebinje i … nie było już wyjścia w góry, nie było tej gonitwy 😊 Projekt zakończony, co tu robić, jak adrenalina jeszcze trzyma 😉

W projekcie nie chodziło o rywalizację, ale jednak każdy z Was jest biegaczem. Czy ambicja sportowa w którymś momencie dała o sobie znać?

Przemek Górak: Troszkę ambicji się wkradło. Np. przed szczytem Dinary, zegarek pokazywał 2:55 minut. A że chciało by się złamać 3 godziny, więc troszkę przyśpieszyliśmy i wyszło 2:59 minut.

Druga sytuacja miała miejsce na Korabie. Miejscowi mówili, że pętlę się robi w 7 godzin, a my zrobiliśmy to w 5 godzin. Jak wróciliśmy do wioski, to się dziwili, że tak szybko wróciliśmy. Ale naprawdę wszystkie szczyty było chodzone na spokojnie.

Czego nauczyło Cię tych pięć dni, czego nie dałby Ci nawet najbardziej wymagający start biegowy?

Przemek Górak: Raczej bym nie porównywał naszej wędrówki 5-dniowej do jakiegoś startu.  Bardziej to tego, że dla „chcącego nic trudnego”.

Gdybyście mieli powtórzyć ten projekt, co zrobilibyście inaczej?

Przemek Górak: Jeśli mielibyśmy powtórzyć te 5 szczytów, to zrobilibyśmy je w dłuższym czasie, powiedzmy w 8-10 dni. Tak, żeby wejść na szczyt. Usiąść sobie na dłuższą chwilę, poodpoczywać, napić się czegoś, niekoniecznie zdrowego. U nas tego zabrakło, bo gonił nas czas. Ale nie mówię, że taka gonitwa nie była fajna. Bo była 😊

Czy taki projekt jest „dla każdego”, czy jednak warto mieć już doświadczenie w bałkańskich górach?

Przemek Górak: Tak, jak najbardziej jest dla każdego. Można to zrobić wolniej, szybciej, ale każdy jest w stanie to zrobić. Wiadomo, z większą kondycją fizyczną da się to zrobić szybciej. Po prostu, trzeba się otworzyć na świat i tyle.

Co poradziłbyś komuś, kto chciałby zainspirować się Waszym pomysłem?

Przemek Górak: Żeby pakował plecak, brał dobre buty w góry, troszkę batonów na szlak, nie bał się przeżycia mega przygody. No bo wszystko jest dla ludzi. 

Tylko, żeby nie robił tego w 5 dni 😊

A teraz najważniejsze pytanie: czy po zdobyciu tych pięciu szczytów planujecie wrócić na Bałkany i zdobywać je tym razem… na biegowo?

Przemek Górak: Planujemy zdobyć jeszcze 3 szczyty, które zaliczają się do pełnej Korony Bałkanów. Czyli: Olimp (Grecja) – 2918 m n.p.m., Musała (Bułgaria) – 2926 m n.p.m. oraz Midżor (Serbia) – 2169 m n.p.m. Ale to już w przyszłym roku. 

A co do mnie to chodzi mi połowie… właśnie, żeby całość zrobić na biegowo (ile się da technicznie). Tylko, że te 8 szczytów nie w 8 dni 😉

Ps. A teraz trochę prywaty 😉

Jeśli ktoś chciałby nasz projekt powtórzyć, albo zrobić coś podobnego na Bałkanach, to z chęcią pomogę. Pomogę w planowaniu, logistyce, wyborze noclegów. Gdzie podjechać, co warto zobaczyć, a na co szkoda czasu. Gdzie zjeść dobrze, a gdzie bardzo dobrze 😊

Jeśli ktoś byłby zainteresowany zapraszam do kontaktu 😊

Udostępnij ten artykuł