“W duszy gra mi skyrunning, wysokie góry i trudniejszy teren” – Jonasz Szewc, zwycięzca w Bucovina Ultra Rocks 2026, opowiada o swojej drodze do biegania górskiego.

Rozmawiała Monika Bartnik
21 min. czytania

Kim jest Jonasz Szewc i jak wygląda trening młodego polskiego biegacza górskiego? Jonasz Szewc, zawodnik Dynafit TrailHero i zwycięzca Bucovina Ultra Rocks 2026, opowiada o swoim treningu, regeneracji, przygotowaniu mentalnym, sportowych ambicjach oraz planach związanych ze skyrunningiem i startami w wysokich górach.

Spis treści

Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki w bieganiu zanim pojawiły się górskie starty i zwycięstwa? Co sprawiło, że właśnie ta aktywność została z Tobą na dłużej?

Jonasz Szewc: Tak naprawdę dużo tego biegania wcześniej nie było. Zanim zacząłem biegać około 1,5 roku jeździłem na rowerze, ale bez ustrukturyzowanego treningu. Zacząłem się ruszać, żeby zrzucić trochę wagi, w szczycie byłem blisko 100 kg, a może i nawet tyle było, tylko akurat wtedy nie stawałem na wagę ;). Podczas mojej drugiej zimy na rowerze miałem tak dość trenażera, że uznałem bieganie za lepszą alternatywę. 

Przed pierwszym startem w Zimowym Półmaratonie Ślężańskim w 2024 roku biegałem dosłownie kilkanaście razy. W weekend przed zawodami postanowiłem wybrać się w góry pobiegać, żeby sprawdzić, z czym to się je. Skończyło się tak, że na dwa dni do startu nie byłem w stanie chodzić. Sam półmaraton poszedł jednak dość dobrze, miałem dobrą bazę z roweru. Zająłem tam drugie miejsce w kategorii wiekowej. Zdecydowanie to pierwsze podium było dla mnie dużą motywacją do tego, żeby biegać w górach, dzięki temu tak bardzo spodobało mi się bieganie. 

Co daje Ci bieganie dzisiaj - już nie tylko jako sport, ale jako część codziennego życia?

Jonasz Szewc: Dla niektórych uprawianie sportu jest chwilą, podczas której mogą przemyśleć sobie różne życiowe sprawy. U mnie niestety tak nie jest i w trakcie treningu nie jestem w stanie skupić się na niczym innym, poza tym, co czuję w danym momencie. 

Lubię rutynę i sport zdecydowanie pomaga w uporządkowaniu i zorganizowaniu sobie dobrze dnia. Sport jest też świetną odskocznią od codziennych spraw i co by się nie działo zawsze mam inny cel, na którym jestem skupiony. Jestem zadaniowcem i dużą satysfakcję daje mi odhaczanie każdego kolejnego treningu, mimo wszystkich przeciwności, które codzienne życie nam serwuje. To, ile jestem w stanie zrobić dla osiągnięcia sportowych celów pokazuje mi też, że cokolwiek by się w życiu nie działo i tak sobie z tym poradzę. Ciągłe dążenie do jakiegoś celu sprawia, że każdy dzień ma znaczenie i nie ma dni, które tak po prostu mijają.

Jakie element biegania szczególnie lubisz? Długie samotne treningi, techniczne zbiegi, wymagające podejścia, atmosferę zawodów?

Jonasz Szewc: Patrząc na to z szerszej perspektywy najbardziej lubię sam proces treningu. To, że mam jakiś cel i robię, co mogę, żeby jak najlepiej się do niego przygotować. Dużą satysfakcję daje mi to, że nieważne jak układa się życie, czy są siły, czy nie ma zawsze mimo wszystko wychodzę na trening i go robię. Czasem późno wieczorem, czasem wcześnie rano, ale zawsze udaje się go zrealizować. 

Mija właśnie czwarty rok trenowania i w tym czasie (pomijając kontuzje i choroby) zrobiłem każdy trening z planu, wiadomo czasem modyfikując w trakcie czy zamieniając kolejność jednostek. To pokazuje mi, że tak naprawdę wszystko da się zrobić – a czy to zrobimy zależy tylko od naszych chęci i ustalenia priorytetów. Przekładam to na wszystkie dziedziny życia. 

Skupiając się już na samym bieganiu, to najbardziej lubię szybkie zbiegi i przelotówki. Po prostu dużą frajdę daje mi bieganie szybko i tutaj też widzę moje mocne strony. W duszy gra mi Skyrunning, wysokie góry i trudniejszy teren, jednak nie jest to coś, w czym jestem specjalnie dobry. 

Startujesz w barwach Dynafit jako TrailHero. Jak wyglądała Twoja droga do tego zespołu i co daje Ci obecność w takiej ekipie?

Jonasz Szewc - 2. miejsc na dystansie Mini 3XŚnieżka 19,5km i 1100up w 1:30:41.

Jonasz Szewc: Do Dynafit TrailHero zgłosiłem się przez formularz, co roku może to zrobić każdy (szczerze zachęcam!). Zupełnie się nie spodziewałem, że zostanę wybrany do ekipy. W 2025 roku nie miałem jakichś super wyników, najlepszym było trzecie miejsce na Złotym Maratonie, ale dalej nie było to za mocne bieganie. Po pierwszym udanym wspólnym roku przedłużyliśmy współpracę i drugi rok z rzędu mogę reprezentować sobą barwy śnieżnej pantery. 

Poza dostępem do topowego sprzętu Dynafit to po prostu super ekipa i relacje. Mamy w teamie naprawdę świetnych ludzi, nawzajem kibicujemy sobie, jeździmy na zawody czy inne wyjazdy. Być w takiej ekipie to naprawdę skarb! Poza tym przynależność do Dynafita na pewno pomogła mi zdobyć trochę rozpoznawalności.

Trailrunning to sport, w którym ogromną rolę odgrywa społeczność. Jakich ludzi spotkałeś dzięki bieganiu i czy są osoby, które miały wpływ na Twoją drogę?

Dekoracja najszybszych biegaczy na dystansie 33 km podczas Bucovina Ultra Rocks by UTMB w Rumunii

Jonasz Szewc: Zdecydowanie się zgodzę! Jeszcze w czasach, kiedy zaczynałem biegać zdarzyło mi się pojechać na zawody samemu i zdecydowanie było to smutne. Wkładasz w coś tyle wysiłku i emocji, a na mecie nie masz się z kim tym podzielić, spędzić wspólnie czasu. 

Na początku powiem o ekipie Dynafita, nie dlatego że tak wypada, tylko to naprawdę super ludzie i jesteśmy zgrani jak chyba mało jaki team. Z dużą częścią znałem się jeszcze zanim oni czy ja dołączyliśmy do teamu. Poza tym jeżdżąc na zawody, chcąc nie chcąc, mijamy się z wieloma osobami, a jakoś tak się składa, że większość z nich jest naprawdę super. Aktualnie większość moich dobrych znajomych poznałem właśnie przez bieganie. W tym momencie jesteśmy właśnie na tygodniowym wyjeździe do Szwajcarii i będziemy startować w Matterhorn Ultraks Extreme. 

Jeśli chodzi o osoby, które miały największy wpływ na mój rozwój w bieganiu są to zdecydowanie rodzice, którzy od samego początku bardzo mnie wspierają, jeżdżą ze mną na zawody, pomagają spełniać wszystkie marzenia i ambicje i znoszą wszystkie związane ze mną trudy haha. 

Osobą, która pokierowała mnie na początku rozwoju był mój pierwszy trener Cezary Kupiński. Trenowaliśmy razem jakieś dwa lata i mocno się przez ten czas rozwinąłem. Aktualnie trenuję pod okiem trenera Andrzeja Orłowskiego i wierzę, że nie można być lepiej zaopiekowaniem. Trener ma ogromne doświadczenie z biegaczami górskimi na wysokim poziomie. Wie, jak poprowadzić trening tak, żebym rozwijał się jak najlepiej. Trener jest też po ludzku po prostu bardzo dobrym człowiekiem. 

Jak wygląda Twoja codzienność treningowa? Co jest najważniejsze w przygotowaniu zawodnika trailowego na poziomie, na którym rywalizujesz?

Jonasz Szewc: W tym roku trenuję 6/7 dni w tygodniu, z reguły dwa razy dziennie. Dzień z jednym treningiem wydaje się być dniem wolnym haha. 

Spojrzałem w dzienniczek treningowy i średnio wychodzi około 15-17h w tygodniu, wliczając takie rzeczy jak siłownia i heat training. U trenera Orłowskiego dużo jest intensywnych treningów, zwykłych rozbiegań zbyt dużo w tygodniu nie ma, często mam też wstawki z krótkimi szybszymi odcinkami. Dość sporo w moim treningu jest też roweru. Na początku roku naderwałem łydkę i okazało się, że w moim przypadku rower sprawdza się super w budowaniu formy i w szczególności dobrze przekłada się na podbieganie. Aktualnie, mimo że nie mam większych problemów, dalej w tygodniu zdarzają się mocniejsze akcenty i dłuższe rozjazdy na rowerze. 

Sama struktura i poszczególne jednostki zmieniają się w zależności od okresu przygotowań i charakterystyki startów, do których się szykuję, więc tutaj nie ma co wchodzić w większe szczegóły, bo jest to naprawdę bardzo zróżnicowane. 

Jeśli mam wymienić najważniejszą rzecz w treningu będzie to regularność. Nie ma tu nic magicznego, po prostu trzeba codziennie wychodzić na trening i powoli poprawiają się możliwości naszego organizmu do wysiłku. Jeden świetny trening nic nam nie da, jeśli pominiemy w tym tygodniu dwa inne ;). 

Bardzo ważna jest oczywiście też regeneracja i odpowiedni sen. Staram się trzymać dobrą higienę życia i przykładam do tego dużą wagę, ale wiadomo, że jak u każdego momentami bywa to różnie haha. Dobrze zaplanowany trening też gra tu ogromną rolę. Mimo że trenuję (jak na mnie) dużo i intensywnie rzadko zdarzają się momenty, kiedy czuję się zajechany, a jeśli już to właśnie przez zaniedbanie snu.

W górach sam kilometraż nie wystarczy. Nad jakimi elementami najbardziej pracujesz - siłą, techniką, wytrzymałością, a może głową?

Jonasz Szewc na trasie 3xŚnieżka

Jonasz Szewc: Sam nie wystarczy, to prawda. Jednak i tak najważniejszy jest po prostu jak najwyższy „fitness” i bycie ogólnie w jak najlepszej formie. To jest podstawa, a pozostałe składowe biegania to już kwestia przekierowania formy w danym kierunku. 

W okresie zimowym trening zimowy robię dwa razy w tygodniu, a teraz w okresie startowym już znacznie rzadziej – czasem raz, a czasem wcale, tylko na podtrzymanie. 

Jeśli chodzi o technikę to w ubiegłym roku mocno łamało mnie w biodrach na podbiegach i zimą trener wprowadził mi ćwiczonka, żeby mnie wyprostować i ewidentnie się to u mnie poprawiło. Teraz modnie nazywa się to wizualizacją, ale ja po prostu podczas treningów często myślę o startach. Wyobrażam sobie poszczególne części biegów, wbieganie na metę, podbiegi, zbieg. Myślę o tym, jak się będę czuł w danym momencie, jaką chciałbym mieć intensywność, jaki krok i rytm. Na pewno dużo mi to daje, bo będąc na trasie czuję, że już to robiłem i wiem, jak mam się zachować. 

Jak wygląda Twoje podejście do regeneracji i odpoczynku? Czy nauczenie się odpuszczania było trudniejsze niż dokładanie kolejnych kilometrów?

Jonasz Szewc: W kwestii regeneracji za najważniejsze uważam sen i odpowiednie jedzenie. Staram się spać 8h, chociaż ostatnimi czasy dużo się dzieje i raczej jest takie 7-8h a nie więcej. 

O regenerację po treningu możemy zacząć dbać już w trakcie, przyjmując odpowiednie ilości węglowodanów i płynów podczas treningu. Staram się też podchodzić do większości spraw ze spokojem i nie stresować się mało ważnymi sprawami. To podejście i spokojna głowa na co dzień zdecydowanie pomaga organizmowi odpoczywać pomiędzy jednostkami. 

Dawno minęły już czasy ścigania się na treningach haha. Trening to nie zawody i ma być budujący a nie destrukcyjny. Nie zdarza się to często, ale jeśli czuję, że odczuwany wysiłek nie odpowiada intensywności, ciężko mi wejść na odpowiednie obroty, zwalniam na kolejnych powtórzeniach lub po prostu czuję, że coś jest nie tak, to przerywam trening, lub tylko dotruchtam zakładany dystans. Za to jeśli chodzi o całkowitą rezygnację z treningu nie przychodzi mi to łatwo i pewnie nabawiłem się przez to paru kontuzji, których mogłem uniknąć. Jeśli dostaję widełki np. 10-12 km to nigdy nie zdarzyło mi się zrobić dolnej granicy treningu haha. Ostatnio był pierwszy trening, z którego świadomie zrezygnowałem. Miałem zrobić 3h w górach, ale dzień wcześniej poczułem kłucie w naderwanej wcześniej łydce i zrobiłem nieplanowany dzień wolny. Była to dobra decyzja, bo w kolejnych dniach nie było już z nią żadnego problemu. Warto słuchać swojego organizmu, żaden trening nie jest warty kontuzji, która wykluczy nas na kolejne dni czy tygodnie ;).

Bucovina Ultra Rocks 2026 przyniosło Ci zwycięstwo na dystansie Rocky 33 km. Co najbardziej zapamiętasz z tego startu - samą walkę na trasie, miejsce czy atmosferę wydarzenia?

Jonasz Szewc na mecie Bucovina Ultra Rocks by UTMB 33 km

Jonasz Szewc: Wygrana na Bucovienie to ewidentnie mój największy dotychczasowy sukces w bieganiu. Wygrać bieg z serii UTMB to już coś znaczy. Z samej trasy za dużo nie pamiętam. Podczas startu jestem skupiony tylko na tych paru metrach przed sobą i na wysiłku, więc nie ma niestety czasu na podziwianie widoków. Czasem jest mi nawet szkoda, bo nie jestem sobie w stanie po biegu przypomnieć sobie trasy haha. Na szczęście zostaliśmy jeszcze z rodziną przez jakiś czas po biegu w Rumunii, więc miałem czas, żeby nacieszyć się górami. Region Bucoviny jest naprawdę ładny, ale jednak bardziej kręcą mnie wyższe góry. 

Jak wyglądał dla Ciebie ten konkretny wyścig? Czy był moment, w którym poczułeś, że możesz powalczyć o zwycięstwo?

Jonasz Szewc na trasie Bucovina Ultra Rocks by UTMB 33 km

Jonasz Szewc: To był wyjątkowy dzień, jeden z takich które trafiają się naprawdę rzadko. Nie jestem emocjonalny, ale już na linii startu wiedziałem, że to jest mój dzień i miałem łzy w oczach, bo czułem, że dzisiaj wygram. Podczas samego startu czułem się dobrze, ale nie nazwałbym tego dniem konia. Po prostu było dobrze i stabilnie. 

Już na pierwszych metrach biegłem z przodu z drugim zawodnikiem, a reszta stawki została kawałek z tyłu. Na podbiegach odstawałem, ale nie goniłem i trzymałem swój rytm. Drugi zawodnik uciekł mi na największym podbiegu trasy, ale powoli go goniłem i wyprzedziłem na stromym technicznym zbiegu około 24 km. Wiedziałem, że już nie oddam prowadzenia. Podczas tego biegu miałem wyjątkowo dobre nastawienie w głowie i zupełnie nie zastanawiałem się, co dzieje się za mną i jedyne o czym myślałem to walka o zwycięstwo. Nie miałem też ani jednego kryzysu. Gdyby każdy bieg szedł tak bardzo po naszej myśli bieganie byłoby znacznie prostsze haha (co nie znaczy że fajniejsze).

Jakie cele stawiasz sobie teraz? Czy po takim zwycięstwie apetyt rośnie? 🙂

Jonasz Szewc: Nie powiedziałbym, że rośnie. Na pewno jestem bardzo zadowolony z takiego wyniku, tym bardziej że nie spodziewałem się wygranej, chociaż o podium jak najbardziej myślałem.

Nie wygrałem w życiu wielu biegów, a to zwycięstwo znaczy dużo więcej niż w mniejszych polskich biegach. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, ale myślę, że w każdy weekend mógłbym znaleźć bieg, który łatwo bym wygrał. Jednak mi nie o to chodzi w bieganiu.

Chcę być najlepszy, więc mimo że ta wygrana ogromnie mnie cieszy, po części jest po prostu kolejnym przystankiem w drodze do większych celów. Podchodzę do mojego sportowego rozwoju ze spokojem i nie oczekuję niczego na już. Jestem jeszcze stosunkowo młody i wiem, że naprawdę dobry mogę być za dobre 5/10 lat, które muszę solidnie przepracować ;).

Rumunia i Bukowina nie są jeszcze tak oczywistym kierunkiem dla polskich biegaczy jak Alpy czy Dolomity. Co Twoim zdaniem sprawia, że warto pojechać tam na bieg?

Jonasz Szewc na trasie Bucovina Ultra Rocks by UTMB 33 km

Jonasz Szewc: W tym roku pierwszy raz festiwal na Bucovinie odbywał się pod szyldem UTMB, co myślę, że przyciągnęło tutaj dużo biegaczy z zagranicy. Ja też wcześniej o tym biegu nie słyszałem. W ubiegłym roku startowałem na Transylvanii, festiwalu, który odbywa się w okolicach zamku Draculi w maju, więc chyba czymś ta Rumunia mnie przyciąga. Tamtejsze góry Bucegi są zupełnie inne niż na Bucovinie, wyższe i bardziej techniczne, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie. Myślę, że Rumunia może być fajnym kierunkiem, bo nie jest aż tak daleko i na spokojnie można z Polski dojechać samochodem. Nam podróż zajęła co prawda 19h, ale minęła dość sprawnie. Ceny na miejscu są podobne do polskich, więc nie będą wielkim szokiem dla portfela. 

Gdybyś miał przekonać kogoś, kto nigdy nie połączył biegania i podróżowania, dlaczego warto wybrać zawody poza Polską - co byś mu powiedział?

Jonasz Szewc: Bieganie daje super sposobność, żeby odwiedzić miejsca, których normalnie by się nie wybrało. Można połączyć wyjazd z wakacjami, przyjechać dwa dni wcześniej, żeby chwilę odpocząć przed biegiem, a później zostać dłużej na miejscu i zwiedzić trochę kraj. My tak zrobiliśmy z Bucoviną i po biegu zostaliśmy w Rumunii na rodzinnych wakacjach i zwiedziliśmy inne części i góry kraju. Nie trzeba też koniecznie wyjeżdżać na dwa tygodnie. Jest dużo fajnych maratonów i połówek w Europie, jak Walencja czy Barcelona, gdzie można polecieć na weekend i przy okazji biegu zwiedzić miasto. Zdecydowanie każdemu polecam! 

Jakie biegi masz na swojej liście marzeń?

Jonasz Szewc: Może za dużo biegów nie będę wymieniać, ale bardzo kręcą mnie wysokie góry i trudny skyrunning. W ten weekend pobiegnę w jednym z tych wymarzonych biegów, czyli w Matterhorn Ultraks Extreme, gdzie na 27km jest 3100 m przewyższenia. Co chwila znajduję kolejne biegi, w których bardzo chciałbym pobiec. Oczywiście też myślę o UTMB czy innych klasycznych biegach ultra, ale to jeszcze nie ten czas. U nas w Polsce jest też dużo biegów, w których bardzo chcę pobiec, a jeszcze nie udało mi się wystartować, jak chociażby bieg Marduły czy 2xBabia.

Co robi Jonasz Szewc, kiedy nie biega? 🙂

Jonasz Szewc: Na co dzień dużo się u mnie dzieje. Kiedy codziennie na trening poświęcam 3/4h za dużo już tego wolnego czasu dla siebie nie zostaje. 

Bardzo lubię książki i kiedy już jest chwila to zawszę wybiorę książkę. W jednym momencie zawsze czytam dwie książki, jedną bardziej rekreacyjną, a drugą bardziej naukową o fizjologii, czy różnych teoriach treningowych i ogólnie o tematach treningowych. Bardzo się tym interesuję i staram się przyswajać jak najwięcej wiedzy z książek, podcastów czy nowych badań naukowych nie tylko o bieganiu, ale z różnych dziedzin sportów wytrzymałościowych. 

Udostępnij ten artykuł