“Ani najlepsze, ani najgorsze zawody nie definiują mnie jako sportowca” – Anna Wściślak o swojej biegowej drodze

Rozmawiała Monika Bartnik | Runandtravel.pl
20 min. czytania

Jeszcze dwa lata temu biegi górskie były dla Anny Wściślak zupełnie nowym światem. Dziś ma na koncie podium na Amazean Jungle by UTMB i start w OCC UTMB w Chamonix. Droga do tego ostatniego prowadziła jednak przez niepewność -zaledwie trzy tygodnie przed zawodami nie wiedziała, czy w ogóle stanie na starcie. W rozmowie z Runandtravel.pl opowiada o błyskawicznym rozwoju, trudnych momentach i o tym, co dzieje się między jednym sukcesem a drugim.

Spis treści

Masz dopiero dwa lata doświadczenia w biegach górskich, a już znalazłaś się na starcie OCC w Chamonix. Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział Ci, że Twoja biegowa historia potoczy się właśnie w ten sposób, uwierzyłabyś? Czy sama jesteś czasem zaskoczona tempem, w jakim rozwija się Twoja przygoda z bieganiem?

Anna Wściślak na mecie OCC UTMB w Chamonix

Anna Wściślak: Zdecydowanie sama jestem zaskoczona tym, jak szybko rozwinęła się moja biegowa przygoda. Kiedy debiutowałam na dystansie 50 km podczas Amazean Jungle by UTMB, moim jedynym celem było dotrzeć do mety w zdrowiu i z uśmiechem na ustach. Wtedy jeszcze nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co oznacza zdobycie kwalifikacji na finały UTMB i dokąd może mnie zaprowadzić ta droga. Nie przypuszczałam, że w ciągu zaledwie roku znajdę się na starcie OCC w Chamonix.

W swoich social mediach napisałaś, że nie zdążyłaś latami marzyć o OCC, bo zanim na dobre poznałaś środowisko biegów górskich, już miałaś elitarną wejściówkę na start dzięki zajęciu 3. miejsca podczas Amazean Jungle by UTMB. Jak z perspektywy czasu patrzysz na tę niezwykłą drogę? Co najbardziej zmieniło się w Tobie przez ten rok?

Anna Wściśla na mecie Amazean Jungle by UTMB

Anna Wściślak: Ten rok był przełomowy pod wieloma względami. Zacznę od tego, że przeprowadziłam się z Gdańska do Krakowa, dzięki czemu mogę niewielkim wysiłkiem spędzać każdy weekend w górach! Rozpoczęłam też swoją pierwszą pracę w zawodzie na pełen etat. Kolejna rzecz to oczywiście współpraca z fundacją UltraWomen. Możliwości, jakie dostałam od dziewczyn, dały mi przestrzeń do profesjonalizacji swojego podejścia do sportu. Myślę jednak, że najważniejsza jest zmiana, jaka zaszła w moim myśleniu. 

Po Amazean Jungle by UTMB czułam potrzebę, żeby wszystkim udowodnić, że zasłużyłam na to 3. miejsce. Pokazać, że nie był to przypadek, tylko wypadkowa ciężkiej pracy i poświęceń. Dzięki pracy z całym zespołem UltraWomen wiem, że jestem wartościowym sportowcem, a przede wszystkim człowiekiem, niezależnie od tego, jaki wynik osiągnę. Ani najlepsze, ani najgorsze zawody nie definiują mnie jako sportowca. Kolejna lekcja, jaką wyniosłam, to to, że nie muszę „zasłużyć” na odpoczynek. Wręcz przeciwnie – regeneracja, zarówno fizyczna, jak i psychiczna, jest częścią treningu i życia. Te wszystkie drobne rzeczy przesunęły mnie sportowo o wielki krok milowy, za co jestem bardzo wdzięczna.

Anna Wściślak na trasie Amazean Jungle by UTMB

Twój ostatni sprawdzian przed OCC, TatraSkyMaraton, zakończył się w karetce. Co było trudniejsze – dojście do siebie fizycznie czy przekonanie samej siebie, że jednak możesz pobiec w Chamonix?

Anna Wściślak na trasie OCC UTMB

Anna Wściślak: Moja głowa bardzo szybko poradziła sobie z zejściem z trasy – mimo że biegłam wtedy na 3. miejscu i zeszłam z trasy 4 km przed metą. Niestety ból był na tyle mocny, że ukończenie biegu nie było możliwe. Mało tego, zejście z trasy na własnych nogach również nie było możliwe. Natomiast ekipa TatraSkyMaraton bardzo się mną zaopiekowała i pomogła dostać się w bezpieczne miejsce, za co jestem im ogromnie wdzięczna. Wyzwanie natomiast pojawiło się kilka dni później, kiedy powinnam wrócić do treningów, a ból dalej pozostał. Nie wiedziałam, czy dam radę fizycznie wystartować w Chamonix i czy będzie to bezpiecznie, ale byłam w dobrych rękach i wszystko ułożyło się szczęśliwie. 

Skoro nie mogłaś już poprawić formy treningiem, musiałaś zaufać temu, co wcześniej wypracowałaś. Czy ta sytuacja nauczyła Cię czegoś o cierpliwości i odpuszczaniu kontroli?

Anna Wściślak: Oczywiście życie nie jest czarno-białe i nie będę nikomu mydlić oczu, że przed OCC byłam pewna siebie i gotowa. Miałam dużo myśli w głowie, które próbowałam uciszać racjonalnymi argumentami, z całkiem pozytywnym skutkiem. Współpracuję treningowo z Kasią Dombrowską i dla mnie kluczowym elementem w naszej relacji jest zaufanie do niej i wiara w proces. Przez cały rok, przeszłyśmy przez różne bloki treningowe – od krótkich i szybkich ulicznych biegów – do górskiego maratonu i ultra. Forma nie robi się w 2-3 tygodnie. Wiem, że przygotowałam się do OCC już wcześniej, końcówka miała być szlifem. To była dla mnie ważna lekcja, że nie zawsze możemy mieć wpływ na wszystko i czasem największą siłą jest umiejętność odpuszczenia. Musiałam po prostu zaakceptować, że nie jestem w stanie już niczego nadrobić ani przyspieszyć – mogę jedynie zadbać o siebie najlepiej, jak to możliwe, i zaopiekować to, czego mi brakuje. I wiem, że zabrzmi to absurdalnie, ale cieszę się, że taka sytuacja miała miejsce, bo  wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Po DNF na TatraSkyMaraton miałam przestrzeń na zweryfikowanie swojej taktyki żywienia i przede wszystkim nawodnienia, które okazały się kluczowe na starcie OCC, a dzięki którym byłam w stanie przez 60 km przyspieszać i wyprzedzać innych zawodników. 

Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas OCC - dystans, przewyższenie, techniczne odcinki, tempo czy może atmosfera i emocje związane z samym UTMB?

Anna Wściślak: Największy respekt budziło we mnie przewyższenie i techniczne odcinki. Miałam duży przywilej, że przyjechałam wcześniej do Szwajcarii i udało mi się przed startem zobaczyć całą trasę. To pomogło mi wymyślić taktykę na bieg i dobrze rozłożyć siły. Przyznam szczerze, że byłam bardzo onieśmielona samym festiwalem. Stresował mnie fakt, że będę dzielić linie startu z wielkimi sławami i oczy całego trailowego świata są zwrócę w moim kierunku. Ale wszystkie negatywne emocje wyparowały tuż po starcie – atmosfera niosła, nogi same biegły. Rozczulające były dzieci na trasie, które cieszyły się gdy przybijało się im piątkę. Niosły tłumy kibiców w losowych miejscach trasy. 

„To nie meta była wyjątkowa, tylko trasa, która do niej prowadziła”. Co wydarzyło się na tych 60 kilometrach, że właśnie tak zapamiętałaś swój pierwszy start w Chamonix?

Anna Wściślak: Myślę, że jednym słowem jestem w stanie podsumować cały bieg. Wdzięczność. Dużo myśli było w mojej głowie przez całość trasy. Myślałam o tym, jakie to niesamowite, że ludzkie ciało jest zdolne do takiego wysiłku. Jeszcze trzy tygodnie temu przez chorobę nie wiedziałam, czy uda mi się wystartować, a teraz biegnę we względnym komforcie na największym festiwalu górskim świata. Zachwycałam się pięknem natury, która nas otaczała. Myślałam o tym, ile osób pcha teraz moją kropkę w aplikacji i kibicuje, żebym bezpiecznie dotarła do mety. Pochwaliłam się na instagramie, jaki piękny support miałam od mojego Jasia. Poza tym dostawałam na zegarek wiadomości od rodziców, przyjaciół, żebym czuła, że są ze mną na każdym etapie trasy. Miałam też w głowie głos Kasi, żebym pamiętała o zaopiekowaniu żywienia i nawodnienia, więc pilnowałam tego.

Od roku pracujesz z psychologiem sportowym. Co ta współpraca zmieniła w Twoim podejściu do startów i przede wszystkim do samej siebie jako zawodniczki?

Anna Wściślak

Anna Wściślak: Na co dzień współpracuje z Karoliną Bagińska Motus Mentis. Praca z Karoliną pozwoliła mi lepiej poznać i zrozumieć własne emocje, a także nauczyć się, jak sobie z nimi radzić w różnych sytuacjach – nie tylko podczas treningów i startów, ale również w codziennym życiu. Dzięki naszej współpracy zyskałem większą świadomość tego, co dzieje się w mojej głowie w momentach stresu, zmęczenia czy zwątpienia. Nauczyłam się lepiej rozpoznawać swoje reakcje, rozumieć ich przyczyny i świadomie nad nimi panować, zamiast pozwalać, by przejmowały kontrolę nad moimi działaniami.

Szczególnie dużą zmianę zauważam podczas ciężkich kryzysów pojawiających się w czasie biegu – przy narastającym zmęczeniu myśli podpowiadające, że dalszy wysiłek staje się zbyt trudny. Dzięki narzędziom, które wypracowaliśmy podczas wspólnych spotkań, potrafię lepiej radzić sobie z takimi momentami, zachować większy spokój i skupić się na tym, co mogę zrobić tu i teraz. 

Łatwiej jest mi również przechodzić przez trudniejsze etapy procesu treningowego, zaakceptować chwilowe niepowodzenia i traktować je jako naturalną część rozwoju, a nie powód do zwątpienia we własne możliwości.

Kto jeszcze wspiera Cię w Twojej biegowej karierze?

Anna Wściślak i Jan Jan Byrczek

Anna Wściślak: Na co dzień wspiera mnie mój partner Jan Byrczek. Jeździmy razem na treningi, czasem biegamy razem. Jaś słucha też wszystkich moich rozpaczy i świętuje ze mną każdy sukces.

Bardzo wspierają mnie moi rodzice, którzy staną za mną murem zawsze i pomogą w każdym (nawet tym najgłupszym) pomyśle i projekcie.

Moi przyjaciele bardzo mnie wspierają i są wyrozumiali, na przykład gdybym spóźniła się na spotkania, bo przedłuży mi się trening.

Cały zespół UltraWomen na czele z Sylwią Wójtowicz, która bardzo się o mnie troszczy i pilnuje, żebym miała wszystko, czego potrzebuję do dalszego rozwoju. Moja trenerka Kasia, której jak wspomniałam ufam bezgranicznie w procesie treningowym. Karolina Bagińska Motus Mentis, która dba o mój dobrostan psychiczny.

Od kilku miesięcy współpracuje również z LekkoLab z trenerem Michałem Gąsiorskim, dbającym o mój trening motoryczny.

Dodatkowo dostałam możliwość wsparcia sprzętowego od Dynafitstore Zakopane – chłopaki zawsze stają na głowie, żebym miała wszystko, czego potrzebuję ze sprzętu, za co jestem im ogromnie wdzięczna. Oprócz tego współpracuje z marką Suunto, od której dostałam zegarek i słuchawki, oraz marką Leki – kijki zdecydowanie przyczyniły się do mojego wyniku tegorocznego OCC. 

W 2026 roku zostałaś Mistrzynią Polski Lekarzy na 15 km, a chwilę później rywalizowałaś w wymagających trasach górskich. Jak zmienia się sposób myślenia o biegu, kiedy startuje się na 15 km po asfalcie, a kiedy na 50-60 km w górach?

Anna Wściślak: Podejście do takich biegów dla mnie jest całkowicie inne. Podczas krótkich, asfaltowych biegów dla mnie nie ma przestrzeni na kalkulację. Startuje na maksa i próbuję utrzymywać taką intensywność do końca, tak żeby na mecie nie mieć już nawet 20 m zapasu. Bieg długi górski to przede wszystkim taktyka. Kluczowe jest rozłożenie sił tak, żeby być w stanie ukończyć bieg. To akurat nie jest moja mocna strona i cały czas się tego uczę, żeby nie spalić się już na samym początku. 

Lekarz i biegaczka – jak te dwie części Twojego życia się ze sobą łączą? Czy bieganie jest dla Ciebie odskocznią od pracy, czy raczej kolejnym obszarem, w którym lubisz stawiać sobie wyzwania?

Anna Wściślak na trasie Chiang Mai

Anna Wściślak: Uważam, że każdy człowiek, który ma pasje jest o niebo szczęśliwszy niż ten, który jej nie ma i na pewno bieganie jest dla mnie wspaniałą odskocznią od rzeczywistości. 

Na co dzień jestem optymistką i bardzo chciałabym odpowiedzieć, jak pięknie uzupełniają się te obszary, ale prawda, jest dużo bardziej brutalna. Na ten moment kończę staż podyplomowy, więc moje obowiązki i odpowiedzialność są ograniczone. Mimo to, ten rok pokazał mi, że łączenie pracy na pełen etat, obowiązkowe dyżury z intensywnym treningiem jest bardzo trudne i wymaga dużo pokory. Wiele treningów robiłam późno po pracy, albo przed świtem. Czasem wychodziłam na niego z obowiązku, nie z przyjemności. Często zabierałam problemy pacjentów ze sobą na trening i zamiast odpocząć i się zrelaksować – zapętlałam w głowie różne scenariusze. Pamiętam jak strasznie płakałam przyjaciółce w słuchawkę wracając z pracy przed Mistrzostwami Polski w Szczawnicy – dużo wysiłku kosztowało mnie wtedy zamknięcie tych problemów za drzwiami i skupienie się na zawodach. Do tego dołącza się walka z systemem, w której jesteśmy z góry na przegranej pozycji.

Mimo wszystko, każdy kij ma dwa końce. Jestem przekonana, że te wszystkie doświadczenia uodparniają mnie psychicznie na ból i uczą, w którym miejscu stawiać granicę, a którym świadomie je przekraczać. 

Pamiętasz moment, kiedy zwykłe bieganie zamieniło się w coś więcej – w sport, któremu zaczęłaś poświęcać coraz więcej czasu?

Anna Wściślak: Zdecydowanie nie był to moment, był to proces. Wszystko zaczęło się od pamiętnego Wings for Life w maju 2024 roku. Pakiet na wirtualny bieg dostałam oczywiście od Jasia. Nie planowaliśmy tego biec, raczej ideą było po prostu wpłacić na cel charytatywny. Byliśmy wtedy na wakacjach w Indonezji, więc zdecydowaliśmy, że super będzie pobiec. Indonezja, Timor, Kupang – godzina 19:00, temperatura 40 stopni – brzmi jak idealne warunki. 

Wcześniej nie trenowałam biegania, czasem udało mi się wyjść coś potruchtać dla zdrowia. Przebiegliśmy prawie 19 km. Byłam na tyle zachwycona, że z łatwością dałam się przekonać na pierwszy start górski około dwa miesiące później. Stojąc na starcie Europejskiego Festiwalu Biegowego w Krynicy-Zdroju nie miałam pojęcia, czy będę w stanie przeżyć 21 km 1000 m up – ale przeżyłam i przepadłam. Zakochałam się w bieganiu po górach bezpowrotnie. Potem były kolejne cele, kolejne marzenia, pierwsze podia, zachłystywanie się możliwościami. Pierwszy trener, pierwsze ustrukturyzowane treningi. Rok później w maju 2025 pierwszy start w ultra. W kwietniu zostałam stypendystką fundacji UltraWomen i myślę, że jeśli miałabym podać konkretny moment, kiedy zaczęłam brać sport na poważnie, to właśnie rozpoczęcie treningów z Kasią, pracy z Karoliną. Wtedy bieganie przestało być tylko formą spędzania wolnego czasu, ale świadomie zdecydowałam, że będzie to część mojego stylu życia, z którym wiążę swoją przyszłość. 

Masz doświadczenie zarówno z asfaltu, jak i z trailu. Gdzie czujesz się bardziej „u siebie”?

Anna Wściślak na trasie Tatra Fest

Anna Wściślak: Góry są miejscem, w którym zdecydowanie czuję się najlepiej. Jednak prawda jest taka, że ja po prostu kocham biegać. Uważam, że jest to taka dyscyplina sportowa, która ma bardzo dużo do zaoferowania, a w tym wszystkim piękne jest to, że wcale nie trzeba wybierać. Lubię długie górskie wybiegania, ale lubię też zmęczyć się na asfaltowej piątce. Uwielbiam ultramaratony, ale fantastycznie wspominam Vertical podczas Zegamy. Polecam każdemu, żeby nie zamykać się w jednej bańce, tylko doświadczać piękna, jakie daje różnorodność biegania. 

Co bieganie daje Ci poza wynikiem, miejscem na mecie i kolejnymi celami?

Ania i Jasiek podczas Quito Trail by UTMB w Ekwadorze

Anna Wściślak: Dużo napisałam wcześniej o korzyściach, jakie daje mi bieganie, wiec odpowiem trochę inaczej. Uważam, że najpiękniejsi na drodze biegowej są ludzie, których poznajemy podczas naszej drogi. 

Jakieś dwa lata temu byliśmy z Jasiem wolontariuszami podczas Quito Trail by UTMB w Ekwadorze i naszym zadaniem było sprawdzenie oznaczeń trasy. Całe wydarzenie działo się jakieś dwa dni po naszym przylocie, a że samo Quito znajduje się około 3000 m n.p.m to złapała nas choroba wysokościowa. Wszyscy ludzie, których poznaliśmy, nie tylko się nami zaopiekowali, ale też dali nam fantastycznie porady i wskazówki na dalszą część trasy. 

Kolejna dość absurdalna sytuacja, to przed moim debiutem w ultra na Amazean Jungle by UTMB nie wiedzieliśmy, że komunikacja miejska w Malezji przeżywa kryzys i mieliśmy ogromny problem, żeby dostać się na miejsce zawodów do Tajlandii. Do tego przystanek, na który miał dojechać nasz autobus został zniszczony przez lawinę błotną i Tajowie zamiast zmienić miejsce dojazdu, po prostu anulowali wszystkie linie. Wisienką na torcie był fakt, że zostaliśmy zaproszeni na prezentację elity, a szansa na zdążenie tam wynosiła jakieś 0,01%. Tak się złożyło, że po drodze poznaliśmy Isaaka, z którym bardzo się zaprzyjaźniliśmy i zaproponował, że akurat ma wolne jutro, nie ma planów, więc chętnie zawiezie nas na zawody 400 km na drugi koniec Malezji (droga z Kuala Lumpur do granicy przy Betong). Gdyby nie fakt, że na start w Chiang Mai zdecydowaliśmy się w ostatniej chwili na pewno przyjechałby tam do nas.

Tych historii jest tyle, że mogłabym wymieniać i opowiadać i chyba nigdy nie skończyć. Czy gdybym nie biegała, poznałabym tyle wspaniałych ludzi?

To sa znajomości, z całego świata, które zostają z nami na zawsze. Tak samo wspomnienia, których nikt nigdy mi nie zabierze. 

Jakie masz biegowe marzenia?

Anna Wściślak: Przede wszystkim biegać w zdrowiu najdłużej jak się da. To jest mój priorytet. Ale wiadomo, mam parę marzeń, które mam nadzieję powoli zacząć zamieniać w plany. 

Dla mnie bieganie to podróże, więc chciałabym jak najwięcej startować za granicą z nadzieją, że urlop się nigdy nie skończy. Najbliższy sezon planuje zacząć od płaskiego półmaratonu – mam swoje wymarzone miejsce i swój wymarzony czas, ale na razie nie chcę się tym dzielić. Bardzo pociągają mnie biegi z cyklu Golden Trail, więc na liście jest na pewno Zegama oraz biegi tej serii na wokół globu (np. ten na Wielkim Murze Chińskim). Więc w skrócie: poznawać ludzi, zbierać doświadczenie, popełniać błędy, osiągać sukcesy i podnosić się z porażek. Tego życzę sobie i każdej osobie, która dotrwała do końca wywiadu.

Udostępnij ten artykuł