Mizuno Hyperwarp Elite – karbon, który nie próbuje Cię zabić. I właśnie dlatego jest tak dobry (recenzja)

Dariusz Marek | Materiał powstał we współpracy z marką Mizuno
8 min. czytania

Są buty, które obiecują kosmiczne osiągi. Są też takie, które po pierwszym treningu zostawiają łydki w stanie wymagającym zgłoszenia zaginięcia. Mizuno postanowiło pójść inną drogą. Rynek karbonowych modeli przypomina dziś zlot influencerów – każdy producent przekonuje, że właśnie jego but jest NAJ. Nike ma Vaporfly, adidas Adios Pro, ASICS Metaspeed, Puma swoje konstrukcje Elite, a Mizuno przez długi czas sprawiało wrażenie, jakby spokojnie siedziało z boku i obserwowało całe zamieszanie. Aż pojawił się Hyperwarp Elite. Nie próbuje nikogo kopiować i nie krzyczy o rewolucji. Po prostu zakładasz go na nogę, wychodzisz na trening i po kilku kilometrach zaczynasz się zastanawiać, dlaczego biegniesz szybciej, niż podpowiada Ci własne odczucie. To jeden z tych butów, które nie robią wielkiego hałasu. One po prostu robią robotę… robią swoje #RÓBSWOJE .

Do testów podszedłem nie tylko jako recenzent sprzętu, ale również jako trener biegania, specjalista od biegów górskich i osoba mająca ponad 20 lat regularnego treningu biegowego. W tym czasie przebiegłem tysiące kilometrów w butach praktycznie każdej klasy – od minimalistycznych modeli jak Monk Sandals po najbardziej zaawansowane karbonowe konstrukcje. Dlatego coraz trudniej mnie czymkolwiek zaskoczyć. Moją filozofię biegania od lat zamykam w dwóch prostych słowach: RÓB SWOJE. Nie oglądaj się na modę, tylko wybieraj sprzęt, który rzeczywiście pomaga Ci biegać lepiej. Hyperwarp Elite okazał się jednym z tych modeli, które wpisują się w takie podejście.

Dlaczego pierwszy kontakt z butem Mizno Hyperwarp Elite to zaskoczenie?

Pierwszy kontakt z butem to zaskoczenie. Nie dlatego, że wygląda futurystycznie – choć połączenie kolorów naprawdę przyciąga wzrok – ale dlatego, że waży praktycznie nic. Wyciągając go z pudełka, przez chwilę zastanawiałem się, czy producent przypadkiem nie zapomniał dołożyć jakiejś części buta.

Po założeniu od razu zwraca uwagę miękkie wykończenie okolic Achillesa oraz cholewka. Jest cienka, niezwykle przewiewna i bardzo przyjemnie układa się na wierzchu stopy. Nie ma tutaj twardych przeszyć ani punktowego ucisku.

Materiał delikatnie otula stopę i po kilku kilometrach praktycznie przestajesz o nim myśleć, co w bucie startowym wcale nie jest oczywistością. Do tego dochodzi podeszwa, która jest jednocześnie bardzo sztywna i zaskakująco miękka. Paradoks? Brzmi jak oksymoron, ale właśnie takie odczucia towarzyszyły mi od pierwszych metrów.

Stworzony do szybkiego biegania po asfalcie

Już podczas pierwszego mocniejszego treningu było jasne, że Hyperwarp Elite został stworzony do szybkiego biegania po asfalcie. But niemal sam wymusza lekkie pochylenie sylwetki i lądowanie bliżej śródstopia. 

Oczywiście przy wolnym biegu typu trucht to wrażenie znika i trzeba skupiać się na stabilności, ale im lepiej współpracujesz z jego geometrią, tym więcej energii oddaje przy wybiciu. A oddaje jej naprawdę dużo. Po piętnastu kilometrach intensywnego biegu asfalt przestaje mieć znaczenie, bo nogi nie dostają charakterystycznego „wp…olu”, który znam z wielu innych karbonowych modeli. Największe zaskoczenie przyszło następnego dnia. Łydki praktycznie nie dawały o sobie znać. To pokazuje, że Mizuno bardzo dobrze dobrało proporcje pomiędzy sztywnością karbonowej płytki a miękkością pianki. Efekt? But jest piekielnie dynamiczny, ale nie męczy organizmu tak agresywnie jak część konkurencji.

Drugi sprawdzian? Deszcz i asfaltowe podbiegi

Drugim sprawdzianem był deszcz i asfaltowe podbiegi. Przyczepność okazała się dobra, nawet bardzo dobra. Nie było uślizgów ani niepewności, a podeszwa bardzo sprawnie odprowadzała wodę spod buta. Pod górę Hyperwarp Elite wręcz wystrzeliwuje do przodu. Jedyny moment, kiedy zauważyłem słabszą stronę konstrukcji, to długie zbiegi. Wysoka ilość pianki i geometria podeszwy powodują, że impet lądowania mocniej przenosi się na kolana. Nie jest to wada dyskwalifikująca, ale warto mieć tego świadomość. 

Czy Hyperwarp Elite sprawdzi się na tartanie?

Sprawdziłem go również na stadionie i tutaj okazało się, że nie jest to jego naturalne środowisko. Na miękkim tartanie but delikatnie „pływa”, choć podczas interwałów 2 km, 1 km czy 500 metrów pozostaje stabilny również na łukach. Problem polega na tym, że na bieżni nie oddaje tyle energii, co na asfalcie. Tam część sprężystości zwyczajnie się rozprasza. 

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na bieżni mechanicznej. Tutaj Hyperwarp Elite bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Podeszwa dosłownie klei się do pasa, but pracuje płynnie, jest wyjątkowo cichy nawet przy wysokich prędkościach i świetnie zachowuje się podczas biegu pod nachyleniem. Testowałem go przy wzniosie sięgającym 12% jak i 0% – w obu wariantach doceniłem jego dynamikę. Trzeba jednak jasno powiedzieć jedno – to nie jest but do treningu siłowego. Wysoka, sprężysta podeszwa oraz karbonowa konstrukcja sprawiają, że podczas przysiadów, martwych ciągów czy ćwiczeń wymagających stabilności zwyczajnie wybija z równowagi. Tutaj lepiej postawić na klasyczne płaskie obuwie treningowe.

Karbonowe sznurówki - wada czy zaleta?

Komfort stoi na bardzo wysokim poziomie, choć nie obyło się bez uwag. Producent zastosował karbowane sznurówki, które praktycznie same się nie rozwiązują i nawet podczas mocnych akcentów pozostają zawiązane. Problem nie dotyczy więc samych sznurówek, ale sposobu, w jaki but trzyma stopę. Po kilkunastu minutach biegu materiały delikatnie się układają, przez co chwyt stopy staje się wyraźnie luźniejszy. Efekt jest taki, że stopa zaczyna minimalnie pracować wewnątrz buta. Rozwiązanie jest proste – albo od razu wiążesz Hyperwarp Elite naprawdę mocno, mocniej niż podpowiada intuicja, albo po zakończeniu rozgrzewki zatrzymujesz się na kilkanaście sekund i jeszcze raz solidnie dociągasz sznurówki. Po takim zabiegu problem praktycznie znika.

Dla kogo jest Mizuno Hyperwarp Elite?

Zdecydowanie nie dla osób szukających buta do spokojnego klepania kilometrów. To narzędzie stworzone do szybkiego biegania – od startów na 5 kilometrów aż po maraton, do treningów tempowych, interwałów i mocnych jednostek na asfalcie. Jeżeli właśnie tam wykonujesz większość swojej pracy i szukasz karbonowego modelu, który daje ogromny zwrot energii, a jednocześnie nie demoluje nóg po każdym treningu, Hyperwarp Elite powinien znaleźć się bardzo wysoko na Twojej liście.

Moja ocena Mizuno Hyperwarp Elite

Mizuno zrobiło coś, co wydawało się trudne do pogodzenia. Stworzyło karbonowy but, który jest piekielnie szybki, a jednocześnie zaskakująco komfortowy. Jest absurdalnie lekki, bardzo responsywny, świetnie amortyzowany i sprawia, że tempo 4:10/km zaczyna przypominać spokojne rozbieganie. Oczywiście nie jest idealny. Lockdown stopy wymaga dopracowania, a stadion nie jest miejscem, w którym pokazuje pełnię swoich możliwości. Ale kiedy wybiegniesz z nim na asfalt, szybko zrozumiesz, dlaczego tak trudno oddać go po testach.

Ocena końcowa: -5/6 

Hyperwarp Elite nie jest kolejnym karbonowym butem w tłumie. To model, który przypomina, że but startowy nie musi być bezlitosną maszyną do bicia rekordów. Może być piekielnie szybki, niezwykle komfortowy i sprawiać, że po prostu chce się wyjść na kolejny trening. A właśnie takie konstrukcje zostają z biegaczem na długo.

Udostępnij ten artykuł