Sebastian Szotowicz: Zimowy Ultramaraton Karkonoski po raz kolejny udowodnił, że jest biegiem z duszą [relacja]

Sebastian Szotowicz
5 min. czytania

28 lutego 2026 roku Karkonosze stały się areną zmagań, które dla wielu są spełnieniem biegowych marzeń. XII Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego to nie tylko zawody sportowe, to przede wszystkim biegowy memoriał himalaisty, który za swoje pasje zapłacił najwyższą cenę.

Jak narodził się Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego?

Tomek Kowalski był ultramaratończykiem, podróżnikiem i himalaistą z krwi i kości. 6 marca 2013 roku, tuż po historycznym, pierwszym zimowym wejściu na Broad Peak, góry zabrały go na zawsze. Przyjaciele Tomka opowiadają, że miał w sobie energię i uśmiech, które zapamiętali wszyscy, którzy go znali. Dziś ten uśmiech wraca na trasę razem z jego tatą. Niezmiennie od dwunastu lat tata Tomka staje na szczycie Śnieżki i wita każdego zawodnika, który dotrze na szczyt. Z ciepłym słowem, z gestem, który mówi więcej niż jakikolwiek medal. To jeden z tych momentów, przy których ściska w gardle nawet najbardziej zaprawionych w bojach weteranów górskich biegów. 

Zanim jednak ktokolwiek dotarł na szczyt Śnieżki, musiał najpierw dostać się na listę startową. A to wcale nie jest proste. Co roku ponad tysiąc chętnych staje do losowania, bo limity Karkonoskiego Parku Narodowego są nieubłagane. Dla wielu samo wylosowanie numeru startowego to już powód do świętowania. Trasa liczy 48 kilometrów i około 2000 metrów przewyższenia. Startuje się z górnego parkingu przy Kamieńczyku, potem przez Halę Szrenicką, Schronisko Odrodzenie, Dom Śląski, na szczyt Śnieżki, przez Przełęcz Okraj, aż do mety na deptaku w Karpaczu. 

Wiosna w sercu, lód pod stopami

Na trasie XII Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego im. Tomka Kowalskiego

Wiosna w sercu, lód pod stopami. Pogoda w tym roku zaskoczyła wszystkich. Bezchmurne niebo i temperatura mocno powyżej 0 st. C stworzyły iście wiosenną aurę, co po długich mrozach było niezwykle przyjemne. Jednak ta sielanka miała swoją ciemną stronę. Trasa w licznych miejscach zmieniła się w taflę lodu, sprawiając, że bieg bez raków lub solidnych raczków biegowych był praktycznie niemożliwy i skrajnie niebezpieczny.

Szósty start w Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim

Sebastian Szotowicz na trasie XII Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego im. Tomka Kowalskiego

Z perspektywy zawodnika, który też wystąpił w tej edycji, muszę przyznać, że mój start wyglądał jak klasyczny pierwszy naleśnik. Ten, który zawsze ląduje w koszu. Wiosenna aura, świeżość nóg i głód startu w zawodach zrobiły swoje w najgorszy możliwy sposób. Pierwsze kilometry leciały za lekko, zbyt lekko. Wszystko, co narzuciłem do Śnieżki, musiałem oddać podwójnie na drugiej, teoretycznie łatwiejszej połowie trasy. Ciało daje znać, kiedy przesadziłeś i nie pyta o zdanie – wyłącza bezpieczniki i po bieganiu. Dobiegłem na metę w Karpaczu z bólem każdej części ciała i myślą, że każdy kilometr, nawet ten najgorszy, to lekcja, którą warto było przerobić. Bo bieganie uczy pokory szybciej niż cokolwiek innego, a meta, niezależnie od czasu na zegarku, zawsze smakuje lepiej niż rezygnacja. 

Był to mój szósty start na Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim i po raz kolejny przekonałem się, że każda edycja to zupełnie inna historia. W zimowej scenerii Karkonosze są nieprzewidywalne w sposób, którego nie da się do końca oswoić. Można miesiącami budować formę, kalkulować międzyczasy, szacować czas na mecie i przekonywać siebie, że tym razem wszystko pójdzie zgodnie z planem. Góry i tak to zweryfikują.

Rywalizacja na czele stawki

Rywalizacja na czele stawki była niezwykle zacięta. Marcin Rzeszótko wygrał z czasem 3:47:10, wyprzedzając Michała Rajcę o niespełna cztery minuty. Podium zamknął Tomasz Skupień z wynikiem 4:02:57. Wśród kobiet bezkonkurencyjna była Klaudia Petters z czasem 4:52:16, przed Moniką Dudek 05:07:29 i Agnieszką Dygacz 05:11:31. Biorąc pod uwagę lodowe warunki te liczby budzą ogromny szacunek. 

Tegoroczna edycja miała też smaczek międzynarodowy. W pierwszej dziesiątce mężczyzn znalazł się Włoch Nicola Paris na szóstym miejscu oraz Czech Jan Hlavatik na ósmym. Do mety dotarło prawie 400 zawodników, a listę wyników zamknęła Arleta Śmigielska z czasem 10:16:57. Każda meta to oddzielna historia, każdy czas to odrębna opowieść o tym, ile ktoś miał w sobie w tę konkretną sobotę.

Bieg z duszą

Zimowy Ultramaraton Karkonoski po raz kolejny udowodnił, że jest biegiem z duszą. Miejscem, gdzie sportowa adrenalina spotyka się z czymś ulotnym i trudnym do nazwania. Może to góry, może pamięć o Tomku, który kochał je ponad wszystko.

Może właśnie dlatego tu wracam.

Udostępnij ten artykuł