Krzysztof Jagiełka: „To była jazda bez trzymanki, rollercoster na wulkanie podczas trzęsienia ziemi” – czyli jak robi się film podczas bicia rekordu GSB

Rozmawiała Monika Bartnik
11 min. czytania

Co dzieje się w głowie człowieka, który przez kilkaset kilometrów biegnie niemal bez przerwy? To pytanie od początku napędzało Krzysztofa Jagiełkę. Po filmie „444” ponownie stanął za kamerą, dokumentując próbę pobicia rekordu Głównego Szlaku Beskidzkiego przez Łukasza Wróbla. Opowiada o kulisach powstawania filmu, wyzwaniach na trasie i historii, która wykracza daleko poza sport.

Spis treści

Jak poznaliście się z Łukaszem Wróblem i co sprawiło, że ta współpraca zaczęła się rozwijać właśnie wokół jego historii?

Łukasz Wróbel i support przed startem _ fot. Krzysztof Jagiełka

To już kolejny Twój projekt filmowy, którego głównym bohaterem jest Łukasz Wróbel. Pierwszy był dokument „444”, teraz pracujesz nad udokumentowaniem bicia rekordu Głównego Szlaku Beskidzkiego przez Łukasza.  Jak to się właściwie stało, że trafiliście na siebie po raz pierwszy i co sprawiło, że ta współpraca zaczęła się rozwijać właśnie wokół jego historii?

Krzysztof Jagiełka: Tak, Łukasz jest niesamowitym człowiekiem, ciekawym świata i ludzi, otwartym i empatycznym. Życie doświadczyło go na różne sposoby, a ten życiorys to gotowy materiał na książkę czy film, więc taki bohater to skarb.

Poznaliśmy się w okolicznościach, które teraz wspominamy z uśmiechem. Otóż Łukasz, mając doświadczenie wspinaczkowe i pracy na wysokościach, pomagał mojemu znajomemu w malowaniu mojego domu. Od słowa, do słowa, okazało się, że mamy podobne gusta muzyczne, zainteresowania sportem i oboje kochamy góry. Jak tylko wspomniał mi o planach biegu po GSS, natychmiast zaproponowałem mu towarzyszenie z kamerą.

Dla mnie od samego początku kluczowe było pytanie: co ma w głowie facet, który potrafi przebiec paręset kilometrów bez przerwy, co go inspiruje, być może przed czym ucieka?
444 miał być próbą znalezienia odpowiedzi na te pytania.

Jak przygotowujesz się do takiego projektu jak filmowanie próby bicia rekordu trasy GSB?

Krzysztof Jagiełka i Łukasz Wróbel na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego _ fot. Konstancja Nowak

Skupmy się jednak na najnowszej produkcji. Czy od początku wiedziałeś, jaki charakter będzie miał film, czy kształtował się w trakcie? Jak w ogóle przygotowujesz się do takiego projektu filmowego? 

Krzysztof Jagiełka: Moim zdaniem, filmy dokumentalne są genialnym medium do opowiadania historii. Bohater, obraz, dialogi, dźwięk, montaż  – można zawrzeć tutaj całe spektrum emocji. A każdy człowiek nosi w sobie ciekawe historie, warte opowiedzenia. Najciekawsze jest to, że nie wiadomo do końca, czy w ogóle taki projekt się uda. Scenariusz, scenariuszem, a życie swoje.
Jeszcze zanim chwytam za kamerę, zastanawiam się, czego chce mój bohater, do czego zmierza, co sprzyjać może, a co przeszkadzać w realizacji celu, zarówno w sensie dosłownym, jak też metaforycznym.
Poza tym, ponieważ budżet ogranicza nas do one-man crew, analizuję miejsca, gdzie będziemy kręcić, pory dnia, pogodę, staram się przewidywać zdarzenia i miejsca, gdzie mogę „złapać” Łukasza na trasie. Ten projekt z założenia miał być reportażem z biegu, ale mam pomysł też na to, aby podkreślić mocno wsparcie, które Łukasz otrzymywał w trakcie – zobaczymy czy się uda.

Jakie największe wyzwania filmowe stawia Główny Szlak Beskidzki? Co było trudniejsze: warunki terenowe, pogoda czy tempo samego projektu?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: Wszystko. To była jazda bez trzymanki, rollercoster na wulkanie podczas trzęsienia ziemi 😊
Sam amatorsko uprawiam sport, więc teren i bieganie z kamerą nie stanowiły aż takich wyzwań, ale tempo wydarzeń sprawiało, że wszystko stawało się podwójnie trudne. Nie byłem też w stanie biec z chłopakami cały czas po szlaku – byli zbyt szybcy.
Czasami miałem dosłownie sekundy na uchwycenie kadru i nagranie, nie zawsze się udawało. Pogoda też nam jakoś wyjątkowo nie pomagała; najpierw niemiłosierny upał, a potem burze i nagły spadek temperatury.

Jak radziłeś sobie z logistyką – przemieszczaniem się, sprzętem, zasilaniem?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: Łukasz zaplanował wszystko drobiazgowo, począwszy od miejsc na postój, gdzie mogło dojechać auto, a skończywszy na ilości płynów i jedzenia, które miał przyjmować. Skorzystałem z możliwości bycia członkiem jednego z dwóch zespołów wspierających, gdzie miałem sprzęt, kilometry kabli i baterii i to z tą ekipą poruszałem się od punktu do punktu, skąd wdrapywałem się na szlak próbując złapać biegaczy. Używałem małej kamery sony zamontowanej na rigu, który mogłem dostosowywać do aktualnych potrzeb, zmniejszać, odpinać baterie, czy uchwyt. Bus był wyposażony w gniazda, gdzie mogłem podładować baterie.

Jak opisałbyś Łukasza jako bohatera filmu z perspektywy kamery?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: Po kilku godzinach biegu Łukasz zobojętniał już widząc oko obiektywu, więc jest bardzo naturalny i myślę, że udało mi się zdobyć jego zaufanie i mogłem być świadkiem bardzo intymnych chwil. Jest wdzięcznym obiektem do filmowania, tylko bardzo szybkim 😉

Jak znaleźć balans między dokumentem sportowym a historią o człowieku?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: Nie wiem. Cały czas mam nadzieję, że mi się udaje. Dla mnie ważniejsza jest historia niż obrazki, chociaż jedno wynika z drugiego.
Chciałbym ukazać bohatera, jego motywacje, lęki, relacje i przeszkody, ale jednocześnie chronić jego prywatność i nie gonić na siłę sensacyjnych zdarzeń. Z Łukaszem mamy umowę, że ogląda on ostateczną wersję filmu przed publikacją – mamy wtedy szansę na obgadanie scen.

Czy w trakcie projektu zmieniało się Twoje spojrzenie na to, co jest „ważniejsze” w tej historii – wynik sportowy czy proces?

Krzysztof Jagiełka: Raczej nie, dla mnie od początku najważniejszy był proces.

Który moment uznałbyś za najbardziej emocjonalny podczas całego projektu? Czy były chwile, w których czułeś, że „dzieje się coś większego niż sport”?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: Powtarzam się, ale to była dosłownie huśtawka zdarzeń i emocji. Było kilka momentów, kiedy wydawało się, że to już koniec, że nikt nie jest w stanie wytrzymać tej pogody, tego tempa. Zwłaszcza, kiedy, jak to Łukasz sam powiedział: „porwali go kosmici” i stracił kontakt z rzeczywistocią.
Ale podczas tych kilku dni po raz kolejny przekonałem się, że wielkie rzeczy w życiu osiągamy dzięki wsparciu innych. Łukasz, co prawda przebiegł GSB na własnych nogach, ale nie byłoby to możliwe bez supportu. Pasja, humor, szacunek, dystans i umiejętność działania pod presją – z tego wszystkiego udało się zbudować mosty, po których Łukasz pędził nad każdą przeszkodą. Spaliśmy niewiele, jedliśmy co popadnie, ale towarzystwo było znakomite, niesamowici ludzie.

Support Łukasza _ fot. Krzysztof Jagiełka

Czy zdarzyło się coś, czego nie udało się nagrać, a żałujesz?

Krzysztof Jagiełka: Tak, wiele chwil uciekło. Ale staram się o tym zapomnieć 😊

Jak wyglądał Twój typowy dzień na szlaku podczas dokumentowania projektu? Czy da się w ogóle mówić o „typowym dniu” w takim przedsięwzięciu?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: W pewnym momencie nie wiedziałem, czy to dzień, czy noc, wszystko pędziło jak film w przyspieszonym tempie. Postój, rozkładanie sprzętu, łyk kawy, gryz bułki, wspinaczka, walka z owadami, kamera, akcja, powrót, pakowanie, jazda, po drodze sklep, postój, śpiwór, 10 minut snu, itd. Minęło kilka dni, a ja mam wrażenie, że to były 2 tygodnie.

Ile planowania było z góry, a ile improwizacji?

Krzysztof Jagiełka: Biorąc pod uwagę doświadczenia z GSS, wiele rzeczy mogłem zaplanować, ale i tak 50% to łapanie chwil i nieprzewidziane sytuacje.

Jak wybierasz ujęcia, co „wchodzi do filmu”, a co zostaje poza kadrem?

Krzysztof Jagiełka: Kryterium jest jedno – jeśli coś wspiera historię, zostaje, jeśli nie – wylatuje. Czasami żal wyrzucać to, co wydaje mi się piękne albo kosztowało ogrom wysiłku, ale … najwyżej zrobię wersję reżyserską 😊

Czy materiał, który nagrałeś, różnił się od finalnej historii, którą chcesz opowiedzieć?

Łukasz Wróbel _ na trasie GSB _ fot Krzysztof Jagiełka

Krzysztof Jagiełka: Jestem dopiero na etapie przeglądania materiału. Mam na pewno kilka kadrów, na których mi zależało, a co z tego finalnie powstanie jest także dla mnie zagadką. I to jest najpiękniejsze w tej pracy.

Czy podczas montażu odkrywasz historię na nowo?

Krzysztof Jagiełka: Tak, zdecydowanie. Najpierw wybieram ujęcia pod kątem kryterium technicznym, potem wrzucam na timeline i przeglądam w nieskończoność; w głowie rodzi się pomysł na montaż, który towarzyszy mi cały czas, czasami podczas snu. Wtedy też okazuje się, że nagrany materiał opowiada zupełnie inną historię, niż ta w scenariuszu. Sam nie mogę doczekać się choć roboczej wersji filmu.

Jakie uczucie zostaje po zakończeniu tak intensywnego projektu?

Łukasz Wróbel i ekipa na mecie GSB _ Konstancja Nowak

Krzysztof Jagiełka: Z jednej strony ulga, że można odespać i odpocząć, a z drugiej żal, że skończyło się coś fantastycznego i wyjątkowego, w czym mogłem uczestniczyć. Pozostają niesamowite wspomnienia, no i kilkadziesiąt gigabajtów nagrań.

Kiedy możemy spodziewać premiery filmu?

Krzysztof Jagiełka: Już we wrześniu. Dodam, że w tym roku 😊

Udostępnij ten artykuł