12 lipca 2023 By LUDZIE, RUNSTYLE, Slider With 2143 Views

Daniel Stroinski: “Biegi ultra to głównie obcowanie z samym sobą, swoimi myślami i bólem swojego ciała” [wywiad]

“Biegi ultra to głównie obcowanie z samym sobą, swoimi myślami i bólem swojego ciała. Jeśli umiemy sobie z tym wszystkim poradzić, pokonać swoje słabości i ból, to nawet jeśli nie wygramy zawodów, to wygramy lepszego siebie, mocniejszą swoją wersję. Będzie to nasze zwycięstwo”. O BUT Challenge 2023 rozmawiamy z jego zwycięzcą – Danielem Stroinskim.  


12.07.2023 r. 


BUT Challenge  2023 (Beskidy Ultra Trail) wystartowało łącznie pięciu zawodników, z czego bieg ukończyło cztery osoby. W ramach tegorocznego wyzwania do pokonania było 14 szczytów na 300-kilometrowej trasie, ale nie to było najtrudniejsze… W tym roku zawodnicy nie znali trasy (po każdym zdobytym szczycie dowiadywali się o kolejnym do zdobycia), mogli poruszać się tylko po szlakach turystycznych, obowiązywał zakaz wsparcia z zewnątrz (wszystko, czego potrzebowali musieli mieć ze sobą lub kupować w napotkanym sklepie czy też schronisku). Na najwyższym stopniu podium stanął Daniel Stroinski. 


Monika Bartnik: Tegoroczny BUT Challenge chyba wszystkich zaskoczył formułą. Nie znaliście trasy – po każdym zdobytym szczycie dowiadywaliście się o kolejnym do zdobycia. Brałeś już kiedyś udział w biegu o nietypowej formule czy był To Twój pierwszy raz?

Daniel Stroinski: Formuła self-supported jest mi znana z poprzednich edycji BUT-a czy też biegów na orientację, w których kiedyś brałem udział. Tegoroczny BUT trochę mi przypominał te biegi tyle, że w wersji ultra, czyli wersji dłuższej i z przewyższeniami. 

Na polskim podwórku na pewno jest to jakaś nowość w świecie biegów ultra. Czy się przyjmie? …zobaczymy. Trudnością jest to, że nie można wcześniej sobie przygotować całej logistyki z miejscami do spania, odpoczynku, picia czy też jedzenia. Całe planowanie jest tworzone w trakcie, „na żywym organizmie”. Lubię takie trudne wyzwania, więc jestem zadowolony, że coś takiego powstało. Na pewno też rozważyłbym start w kolejnym tego typu biegu.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem na trasie? Czy tylko brak wiedzy o trasie?

Daniel Stroinski: Przed biegiem nie miałem jakiś większych obaw, co do samego biegu i jego formuły. Jestem osobą, która raczej na spokojnie do wszystkiego podchodzi. Taką mam naturę. Po samym biegu stwierdzam, że najtrudniejsze były warunki atmosferyczne, które nastały chwilę po naszym starcie. Zaczęło się od lekkiego deszczu, który za bardzo nie przeszkadzał, ale z czasem narastał, powodując, że w pewnym momencie trzeba było wyjąć już kurtkę deszczową. W tym momencie już biegliśmy w dość gęstej mgle. Połączenie tych dwóch elementów, z naciskiem na mgłę, mocno utrudniało nawigowanie. Skończyło się na kilku nawrotach, kilku niepotrzebnie dołożonych kilometrach i wdepnięciu w nie jedną kałużę czy też błoto, którego po prostu nie zobaczyłem. O suchych butach oczywiście można było zapomnieć. To z kolei w późniejszym czasie spowodowało problemy ze stopami.

Jakie szczyty do zdobycia były na trasie i dotarcie, na który z nich było dla Ciebie najtrudniejsze i z czego wynikała ta trudność?

Daniel Stroinski: Właściwe największa trudność polegała chyba na stromych podejściach do danego szczytu. Przykładowo podejście pod Wielką Raczę jest strome, dość długie i kamieniste. Podobnie było z Małym Stożkiem. Ja jeszcze dorzuciłem sobie Wielki Stożek tuż przed Małym, gdzie było usytuowane schronisko. Nie wiedziałem, w którym kierunku poprowadzi dalej trasa, dlatego skorzystałem z najbliższego. Na moje nieszczęście następnym kierunkiem była Wielka Czantoria, gdzie po drodze mijaliśmy schronisko Soszów. Wyszło tak, że niepotrzebnie dołożyłem sobie przewyższenie i straciłem czas na dotarcie na Wielki Stożek. 

Kolejnym nieco problematycznym szczytem była Malinowska Skała. Tu już nie z powodu technicznych trudności, ale z uwagi na to,, że źle policzyłem przebyte szczyty i wyszło mi, że poprzedzający, czyli Klimczok, miał być już jako ostatni w tym biegu. Moje morale trochę opadło, gdy dostałem informację, że jeszcze muszę udać się na kolejny szczyt. Był to również ten moment w nocy, gdzie powoli wypłukałem się z jedzenia i dodatkowo chciało mi się spać. Uznałem, że zbiegnę do Szczyrku, gdzie po cichu liczyłem, że będę mógł kupić kawę, żeby się pobudzić. Niestety o 2.30 w nocy okazało się to niewykonalne. Uznałem, że przed powrotem na niebieski szlak w kierunku Skrzycznego i następnie Malinowskiej Skały, zrobię sobie drzemkę na przystanku przy wejściu na szlak. Po 15 minutach obudził mnie budzik. Początkowo nie wiedziałem, co się dzieje i gdzie jestem, ale szybko się pozbierałem i ruszyłem w wyznaczonym kierunku. Drzemką przybliżyłem się również ku wschodowi słońca, co pozytywnie na mnie wpłynęło i pobudziło mnie przed ostatnim odcinkiem.

Jak radziłeś sobie ze zmęczeniem na trasie? Masz jakieś swoje „tajne” patenty?

Daniel Stroinski: Staram się racjonalnie zarządzać narastającym zmęczeniem. Pierwsza noc raczej dla nikogo nie jest realnym wyzwaniem. Zabawa zaczyna się od drugiej. Wychodzę z założenia, że lepiej zrobić sobie przerwę jak już zrobi się ciemno, aby krócej biegać w ciemności. Uważam, że taka przerwa da nam wymierne korzyści na późniejszym etapie biegu. Unikniemy głupich pomyłek nawigacyjnych, czyli dokładania sobie dodatkowych kilometrów, tj. straty czasu i dodatkowego zmęczenia. Dodatkowo uważam, że jesteśmy też w stanie utrzymać większą prędkość samego przemieszczania się porównując do osoby, która nie śpi w ogóle. Ale to oczywiście indywidualna kwestia i każdy inaczej do tego podchodzi. Sama przerwa i drzemka nie musi być długa. Czasem wystarczy 15 minut, a czasem warto zrobić ją dłuższą, trwającą godzinę, półtorej.

Na czym skupiasz myśli podczas tak długich startów? Na realizacji strategii czy może Twoja głowa i myśli są zupełnie gdzie indziej? 

Daniel Stroinski: Głównie moja głowa skupia się na strategii oraz nawigacji w czasie biegu. Takie długie biegi nigdy nie są znakowane, więc zawsze w jakiś sposób trzeba pilnować nawigacji, a to wymaga skupienia. Zawsze też trzeba pilnować jedzenia i picia. Jeśli z kolei są niesprzyjające warunki atmosferyczne, to też trzeba myśleć, jak sobie z nimi poradzić. Przykładowo, jeśli mamy deszcz, to musimy zdecydować, czy ubierać kurtkę czy też jeszcze nie. Może być tak, że deszcz nie jest na tyle obfity i lepiej nie zakładać tkaniny z membraną, która słabiej oddycha i szybciej się spocimy. Jeśli przestanie padać, to trzeba zastanowić się, czy to już ten moment na suszenie, smarowanie stóp i zmianę skarpet, czy też jeszcze nie, bo mamy mokrą trawę na szlakach i szkoda suchych skarpet. Takich dywagacji i tematów jest całkiem sporo. Głowa cały czas ma, o czym myśleć. Poza tym wpadają tematy naszej codzienności, które też zajmują nam czas.

Jak sprawdził Ci się sprzęt na trasie?

Daniel Stroinski: Zasadniczo sprzęt sprawdził mi się w miarę dobrze. Wyjątkiem były buty, których nie dopatrzyłem przed biegiem oraz problemy z czołówką podczas jednej z nocy. Przed biegiem cały czas w głowie miałem myśl, że będę biegł w Hoka Mafate. Jednak tuż przed biegiem, po dokładnej analizie ich stanu, okazało się, że cholewka może nie wytrzymać trudu kolejnych 300 kilometrów. Zacząłem zastanawiać się nad całkiem nowymi butami, ale było zbyt mało czasu, aby je rozbiegać. Ostatecznie zabrałem stare Hoki SG4 Evo, w których wygrałem jeszcze BUT Challenge w 2021 roku. Buty miały ciut ponad 2 lata i przebieg około 1100 kilometrów, ale były w dobrym stanie. Mam kilka różnych modeli Hoka, w tych akurat od jakiegoś czasu nie biegałem. Zabrałem je awaryjnie i okazało się, że jednak były już dość mocno wytarte w środku, co spowodowało dość mocne obtarcia stóp. 

Jak wyglądało Twoje odżywianie na trasie?

Daniel Stroinski: Miałem ze sobą jedzenie na jakieś 70-80 kilometrów. Głównie były to naturalne batony od Zmiany Zmiany, które świetnie się sprawdziły. Różne smaki na bazie daktyli, migdałów, nerkowców bardzo dobrze mi wchodziły na trasie, smak i konsystencja idealna i nie są to tzw. mordoklejki. Dodatkowo kilka żeli miodowych z guaraną od Honey Bee Power, batony proteinowe od ALE, paczkę kabanosów dla zmiany smaku oraz po jednym ciepłym posiłku na każdy dzień w postaci jedzenia liofilizowanego do zalania wrzątkiem. Liofilizaty zabrałem ze sobą, aby nie tracić czasu w schronisku w przypadku, gdyby była duża kolejka. Kolejne jedzenie już kupowałem w napotkanych sklepach czy też schroniskach. W sklepie zakupiłem musy owocowe, które rewelacyjnie wchodzą chociaż nie dostarczają dużo kalorii. Dodatkowo kołaczyki, batony typu snickers i radlery 0%. Tych ostatnich wypiłem chyba z 6-7 na całej trasie. Bardzo fajnie nawadniają. W schronisku zjadłem chyba 2 zupy pomidorowe oraz raz naleśniki. Poza tym kupiłem 3 czekolady i 10 batonów. W schroniskach niestety nie mają za dużego asortymentu do wyboru, nie mówiąc już o tym, że mocno się przepłaca za te rzeczy.

Patrząc na Twoje doświadczenie biegowe, zajmowane podczas startów miejsca, nie zdarza Ci się raczej biegać w większej grupie zawodników. Jak to jednak jest rywalizować, kiedy na trasie jest tylko 5 zawodników?

Daniel Stroinski: Biegi długie czy też bardzo trudne w większości nie mają dużej liczby osób na starcie. Wynika to zarówno z trudności imprezy, jak i tego, że czasem organizator ma takie założenia, że nie dopuszcza większej liczby startujących. Podczas długich biegów łatwiej jest zadbać o bezpieczeństwo nad mniejszą grupą biegaczy, niż nad dużą, w szczególności wtedy, gdy trasa nie jest znakowana. Ja nie zwracam większej uwagi na ten aspekt i nie skupiam się na tym, ile osób biegnie, tylko aby jak najlepiej wykonać założone przez siebie cele na dany bieg. Biegi z mniejszą liczbą osób są trochę bardziej kameralne, co przekłada się na lepsze poznanie osób w nich startujących. Często też spotkałem się z lepszą organizacją na nich.

Czy takie biegi w ogóle opierają się na rywalizacji z innymi czy raczej z samym sobą?

Daniel Stroinski: Zawsze jest aspekt rywalizacji, ale najlepiej nie myśleć o tym i skupić się na samym sobie. Na tym, aby starać się wykonać wszystko najlepiej jak się da. Biegi ultra to głównie obcowanie z samym sobą, swoimi myślami i bólem swojego ciała. Jeśli umiemy sobie z tym wszystkim poradzić, pokonać swoje słabości i ból, to nawet jeśli nie wygramy zawodów, to wygramy lepszego siebie, mocniejszą swoją wersję. Będzie to nasze zwycięstwo. 

Jakie masz jeszcze plany biegowe na ten rok?

Daniel Stroinski: Moje plany często się zmieniają i tak dopiero kilka dni temu wskoczyłem na listę BackYard w Jabłonnej, a to impreza raptem 3 tygodnie po BUT’cie. Dla mnie to nowa formuła i jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Standardowo również wystartuję w kilku biegach militarnych, jednym błotnym i jeśli wszystko będzie dobrze ze zdrowiem, to jeszcze jednym górskim ultra we wrześniu. Ale jak wspomniałem, u mnie plany często się zmieniają, więc kto wie co jeszcze będzie 😊


O starcie w BUT Challenge 2023, o bieganiu i o życiu z bieganiem w tle rozmawiamy z Dominiką Cieślak, jedyną kobietą, która ukończyła tegoroczną edycję BUT Challenge. Przeczytaj wywiad!


Jesteś naszym Czytelnikiem? Dołącz do naszych Patronów i w ramach Patronite.pl wspieraj rozwój portalu ruandtravel.pl.

Naszym Patronom oferujemy m.in. pakiety startowe na biegi, przekazujemy produkty do testów, wysyłamy newsletter…

Kliknij w baner poniżej i poznaj szczegóły


Tags :

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *