„Dać z siebie wszystko, ale zrobić to mądrze” – Dominik Tabor przed startem w verticalu na Zegama-Aizkorri

Rozmawiała Monika Bartnik
4 min. czytania

Przed startem w legendarnym Zegama-Aizkorri rozmawiamy z Dominikiem Taborem, który do Kraju Basków przyjechał jako aktualny mistrz Polski w verticalu. Po miesiącach walki z kontuzją i bardzo mocnym początku sezonu Dominik zapowiada, że jest w życiowej formie w bieganiu pod górę. W rozmowie opowiada m.in. o atmosferze Zegamy, wspomnieniach z Sancti Spiritu i tym, dlaczego właśnie vertical daje mu dziś największe emocje.

Zegama-Aizkorri to jeden z najbardziej kultowych biegów górskich na świecie. Co czujesz na kilka chwil przed startem?

Dominik Tabor: Jestem podekscytowany, bo nie da się podrobić atmosfery tego biegu i nie mogę się doczekać powrotu na trasę, choć nie biegam maratonu, a vertical, spodziewam się podobnej liczby kibiców.

Jakie masz wspomnienia z Zegamy z ubiegłorocznej edycji?

Dominik Tabor: Najważniejsze wspomnienie to Sancti Spiritu, gdzie już kilometr przed tym miejscem słyszałem ryk kibiców, porównywalny do największych stadionów świata, co zostanie w mojej pamięci na długo.

Czego nauczyła Cię kontuzja i o ile mocniejszy wróciłeś do rywalizacji?

Jedziesz do Zegamy jako Mistrz Polski w verticalu. Napisałeś w swoich social mediach, że Lubań Vertical podczas Pieniny Ultra Trail był dla Ciebie nie tylko walką o tytuł Mistrza Polski, ale też ważnym sprawdzianem po kontuzji. Kolejny zaliczony sprawdzian to wygrana w Drugi bieg pod górę w tym sezonie – Chopok Vertical. Czego nauczyła Cię kontuzja i o ile mocniejszy wróciłeś do rywalizacji?

Dominik Tabor: Jeśli chodzi o kontuzje to przede wszystkim coraz mocniej pomimo, że już to robiłem, nauczyłem się słuchać sygnałów pochodzących z własnego organizmu i nie lekceważyć nawet pomniejszych objawów. Jednocześnie czuję się o tyle silniejszy w rywalizacji, że trening zastępczy, który razem z trenerem przeprowadziliśmy okazał się być tak skuteczny, że teraz jestem w najsilniejszej formie, jeśli chodzi o bieganie pod górę w swoim życiu. I to też jest bardzo pozytywna sprawa, ponieważ nigdy jeszcze w tak dużym komforcie nie podbiegałem tak szybko.

Zegama słynie z błota, technicznych zbiegów i niesamowitego dopingu. Na co najbardziej czekasz?

Dominik Tabor: Najbardziej czekam na to specyficzne uczucie, które można poczuć tylko na verticalu – krew w ustach, palące mięśnie i moment, w którym organizm pracuje już absolutnie na granicy.

Masz konkretny plan na ten bieg czy bardziej nastawiasz się na „bieg według samopoczucia”?

Dominik Tabor: Vertical w Zegamie może być w tym roku dodatkowo wymagający, bo przez cały tydzień padało, więc błota prawdopodobnie nie zabraknie. Ale dla mnie najważniejsza jest możliwość sprawdzenia się w bardzo mocnej, międzynarodowej stawce. To będzie świetny test aktualnej dyspozycji i tego, jak odnajdę się na tle zawodników z różnych krajów.

Nie mam bardzo skomplikowanego planu, bo to stosunkowo krótka trasa. Główne założenie jest proste: dać z siebie wszystko, ale zrobić to mądrze.

Chcę zacząć z głową, żeby nie przepalić wszystkich „zapałek” już na pierwszym kilometrze. Później planuję stopniowo dokręcać tempo i wchodzić w coraz mocniejszy wysiłek. W verticalu bardzo łatwo przesadzić na początku, a potem zapłacić za to w końcówce, więc kluczowe będzie dobre rozłożenie sił.

Zegama-Aizkorri Vertical Kilometer to pionowy bieg rozgrywany w ramach legendarnego weekendu Zegama-Aizkorri w Kraju Basków. Trasa ma około 3 km długości i ponad 1000 metrów przewyższenia, prowadząc praktycznie cały czas pod górę na szczyt Iraule.

Choć dystans jest krótki, bieg uchodzi za niezwykle wymagający — strome podejścia, błoto i bardzo intensywny wysiłek sprawiają, że zawodnicy od startu biegną niemal na maksymalnym tętnie. Vertical przyciąga czołowych specjalistów od biegów pod górę i jest jednym z najbardziej widowiskowych elementów całego weekendu Zegamy.

Udostępnij ten artykuł