Wywiad z Kamilem Leśniakiem to rozmowa o 16 latach w świecie ultra, sportowym progresie, setkach startów i o tym, jak z czasem zmienia się spojrzenie na sukces. Kamil opowiada o swoich najważniejszych doświadczeniach, drodze na UTMB, ambicjach związanych z World Trail Majors oraz planach na kolejne sezony. Mówi też szczerze o tym, co dziś daje mu największą satysfakcję – nie tylko wyniki i zwycięstwa, ale przede wszystkim ludzie, relacje i możliwość dzielenia biegowej pasji z rodziną.
- Masz poczucie, że biegowo jesteś dziś lepszy niż kiedykolwiek wcześniej? A jeśli tak – z czego przede wszystkim wynika ten progres?
- Życiówka, rekord trasy czy miejsce na podium. Co dziś daje Ci największą satysfakcję?
- Najświeższe zwycięstwo to Trail des Hautes-Forts (52 km /3800 m+). To był Twój 124. start w ultra w ciągu 16 lat. Gdybyś miał wybrać jeden, no może dwa, z tych 124 startów, żeby za X lat opowiedzieć o nich wnukom, które by to były i dlaczego?
- 16 lat w ultra to kawał historii. Zmieniają się priorytety, ciało, głowa. Co dziś napędza Cię do treningów i startów?
- Przy tylu startach i takiej progresji wyników łatwo mierzyć sukces miejscem na mecie. Czy zdarzył Ci się bieg, który uznajesz za swój prywatny sukces, mimo że wynik na papierze wcale tego nie pokazywał?
- Gdybyś mógł cofnąć się do siebie sprzed 16 lat, tuż przed pierwszym startem w ultra, jaką jedną radę byś sobie dał?
- A czego nauczył Cię zawodnik, którym byłeś 16 lat temu?
- W drugie półrocze wchodzisz startem na koronnym dystansie UTMB. Zajrzałam więc do wyników. W 2014 roku – 65. miejsce, w 2015 – 35., w 2022 – 25., w 2024 – 15., a w 2025 – 14. To historia jedenastu lat upartego pięcia się w górę. Patrząc na tę krzywą, jedno pytanie samo się nasuwa: czy kolejny start to już Twoim zdaniem realna szansa na podium?
- UTMB jest dla Ciebie od lat jednym z najważniejszych punktów sezonu. Czy presja związana z tym startem rośnie z każdym rokiem, czy przeciwnie doświadczenie sprawia, że podchodzisz do niego coraz spokojniej?
- Twoje biegowe plany nie kręcą się już jednak tylko wokół UTMB. W tym roku wystartowałeś w Kanadzie i wygrałeś Québec Mega Trail, bieg z cyklu World Trail Majors. Czy w kolejnych latach UTMB pozostanie Twoim głównym celem, czy zacznie dzielić to miejsce z innymi biegami WTM?
- Czy masz w planach wystartowanie we wszystkich biegach World Trail Majors?
- Czy World Trail Majors może być dla Ciebie ciekawą alternatywą dla UTMB, czy jednak UTMB wciąż ma zupełnie inną rangę?
- Z jednej strony kibicujemy Ci na największych zagranicznych festiwalach biegowych, z drugiej na lokalnych zawodach. Jesteś bardziej biegaczem, który potrzebuje wielkiej sceny i mocnej rywalizacji, czy tym, który równie dobrze odnajduje się w kameralnym gronie?
- I na koniec blok reklamowy :) Realizacja tych wszystkich planów nie byłaby możliwa bez wsparcia firm i marek, z którymi współpracujesz. Kto i w jakim zakresie wspiera Cię w tym roku?
Masz poczucie, że biegowo jesteś dziś lepszy niż kiedykolwiek wcześniej? A jeśli tak – z czego przede wszystkim wynika ten progres?
Pierwsza połowa Twojego biegowego roku kręci się wokół życiówek, zwycięstw i rekordów tras. Życiówka na Półmaratonie Santa Pola w Hiszpanii (1:09:08), kolejna tym razem na maratonie w Sewilli (2:20:28), zwycięstwa m.in. w Baran Trail Race, Festiwal Jedlina Zdrój, Trail Alsace by UTMB, Millet XTrail Courchevel i Trail des Hautes-Forts, a do tego zwycięstwo i rekord trasy podczas Québec Mega Trail w Kanadzie. Patrząc na te wyniki, można powiedzieć, że jesteś w bardzo dobrym momencie swojej kariery. Masz poczucie, że biegowo jesteś dziś lepszy niż kiedykolwiek wcześniej? A jeśli tak – z czego przede wszystkim wynika ten progres?
Kamil Leśniak: Dodać jeszcze można Chianti Ultra Trail by UTMB, Wielką Prehybę oraz Tatra Fest, których nie wygrałem, ale to także były dobre starty. A nawet niektóre lepsze od tych zawodów, które wymieniłaś. Jednak zwycięstwo lepiej brzmi, mimo że czasem może to być tylko trening.
To dosyć zabawne, bo bardziej byłem zadowolony z Wielkiej Prehyby niż z treningowego zwycięstwa teraz we Francji czy Jedline. Oczywiście bardzo takie biegi doceniam i zawsze łechtają sportowo. Wynik sportowy to jedno, ale korzyści marketingowe, wizerunkowe, czy też to, że się dobrze bawiłem to druga sprawa.
Wydaje mi się, że nie tyle forma, ale samo doświadczenie, ogólnie dobra forma i mój wiek powodują, że te wyniki są zadowalające i progres jest wyraźny. Chociaż konkurencja jest na bardzo wysokim poziomie i chwile słabości powodują, że miejsca i rankingi uciekają. Co wydaje mi się, że będąc w pędzie trudno wyraźnie się wybić na tych wynikach, bo już dużo osób po prostu biega mocno.
Z czego wynika? Z faktu zwiększenia ilości mitochondriów (śmiech), co przekłada się na kolejny dobrze przepracowany rok. Może nie trenuję wybitnie, ale z roku na rok powtarzalnie, bez przerw, bez kontuzji. Właśnie sobie o tym myślałem, że w sumie też należę do małej grupy, która raczej nie przechodzi długotrwałych kontuzji – oczywiście ryzyko jest duże. No dobrze, może drobne nowości w treningu są, ale raczej ogólnie stwierdzam, że po prostu regularnie trenuję.
Z pewnością Jacek Tyczyński więcej spokoju wprowadził w mój trening i umiejętnie zarządzał wysiłkiem względem możliwości. Pamiętajmy, że młodym zawodnikiem nie jestem, mam dwójkę dzieci i grono podopiecznych, którymi się opiekuję. Za to myślę, że ten wiek też jest bliski szczytowym pod ultra.
Życiówka, rekord trasy czy miejsce na podium. Co dziś daje Ci największą satysfakcję?
Kamil Leśniak: To wszystko cieszy, o czym mówisz. Progres cieszy, ale jest to mało wystarczalne i krótkoterminowe. Obecnie satysfakcję dają mi ludzie. Jak pogratulują, skomentują, docenią. To, że mogę ich zaskoczyć – w tym roku czułem to po maratonie płaskim, a w zeszłym roku po kwalifikacjach. To coś, czym mogłem zaimponować, usłyszeć: “nie wierzyłem w Ciebie, ale…”.
Zawsze byłem emocjonalny, ale teraz bardziej widzę i czuję, że sprawia mi to przyjemność i satysfakcję, kiedy znajomi po fachu napiszą, ktoś zadzwoni po zawodach i powie Ci kilka dobrych słów, albo po prostu ma ochotę pogadać. Mamy dużo zarówno nowych zawodników, jak i doświadczonych, którzy się wyspecjalizowali. Sukces goni sukces i czuję, że nie ma czasu na celebrowanie. Także cieszę się, że chcesz ze mną rozmawiać… chociaż trochę ja wyszedłem z inicjatywą.
Najświeższe zwycięstwo to Trail des Hautes-Forts (52 km /3800 m+). To był Twój 124. start w ultra w ciągu 16 lat. Gdybyś miał wybrać jeden, no może dwa, z tych 124 startów, żeby za X lat opowiedzieć o nich wnukom, które by to były i dlaczego?
Kamil Leśniak: Z przekorą o tym piszę w swoich social mediach, ale tak, jestem trochę dumny, nie tyle z tego, że mam tyle startów, ale, że mimo tylu startów dalej jest progres. Każdy z tych biegów to mała lub większa przygoda. Nawet zacząłem pisać o tym jakiś czas temu, ale utknąłem, bo w jednym z biegów startowałem kilka razy i mi się historie zlewały (śmiech). Wrócę jednak do tego. Teraz dzieciom opowiadamy nasze historie z pierwszych wypadów do Chamonix – 2014 i 2015. Spanie w samochodzie i pod namiotem po to, aby przygotować się do UTMB.
Szczerze, za dużo tych startów i każdy niesie inne wartości i przygody. Tak jak pierwsze ‘’ultra’’ dla 16-latka, czyli maraton Toruński, pierwsza ultra zabawa miejska – Nike Grid, pierwsze ultra Transjura, pierwsze zwycięstwo, kryzys, zejście z trasy, zaproszenie na zagraniczny bieg, mistrzostwa świata, medal mistrzostw Polski, złoty medal, wygranie prestiżowego biegu, szlak GSB, życiówki itd. No dobra te pierwsze lata są bardziej do opowiadania, bo więcej w nich romantycznej przygody niż profesjonalizmu.
16 lat w ultra to kawał historii. Zmieniają się priorytety, ciało, głowa. Co dziś napędza Cię do treningów i startów?
Kamil Leśniak: Ciało? Trochę łysieję, ale tak to raczej w normie reszta.
Co napędza? Bo nie umiem nic innego. A coś trzeba robić. Jak widzisz to połowa mojego życia. Zacząłem w okresie, w którym młody człowiek zaczyna kształtować swoje cele, pasje i kierunek rozwoju. Ja zostałem, poszedłem w sport, nie patrząc na to, co będzie. Na pewno jest tak, że nie przeżywam sportu tak intensywnie jak na początku. Z pewnością bardziej krytyczny jestem do siebie samego, jak i środowiska, mniej koloryzuję.
Mimo wszystko nadal uwielbiam ten sport i mimo powtarzalności raz na jakiś czas po treningu czy zawodach czuję tę radość. Z resztą motywację nadal mam, bo chcę jeszcze parę celów zrealizować. Chociażby to, żeby być oficjalnie pro sportowcem. Coraz głośniej piszę o kontrakcie międzynarodowym – to moje marzenie i cel. Zarazem jest to zdecydowanie trudniejsze niż 5 czy 10 lat temu. Też nadal chcę poprawić się na trasie UTMB, aby w pełni powiedzieć – zrobiłem to świetnie!
Przy tylu startach i takiej progresji wyników łatwo mierzyć sukces miejscem na mecie. Czy zdarzył Ci się bieg, który uznajesz za swój prywatny sukces, mimo że wynik na papierze wcale tego nie pokazywał?
Kamil Leśniak: Jest sporo takich startów. W tym roku odczułem z tego powodu spory dyskomfort – szczególnie po obu startach w Mistrzostwach Polski. To były bardzo dobre wyniki i z tego w Prehybie jestem naprawdę zadowolony, ale na tym właściwie się kończy. Zająłem dopiero 6. miejsce, więc nie dziwię się, że ten wynik przeszedł trochę bez echa. Taki zawodnik przyzwyczaił przecież kibiców do zwycięstw.
I podam Ci przykład, który jest smutny, ale nic z tym nie mogę zrobić – po prostu tylko wzdycham. W Jedlinie Zdrój pobiegłem treningowo, takie żwawsze wybieganie, generalnie ultra to wybieganie. Parę dni przed Alzacją zrobiliśmy z trenerem długie wybieganie. Wygrałem bieg, statuetkę piękną odebrałem, pogadałem z kilkoma osobami, zdjęcia porobiłem, dostałem gratulacje, nagrodę wartościową otrzymałem i jeszcze parę pytań po fakcie o współpracę otrzymałem. Tak to działa. Generalnie bardzo zadowolony byłem.
Po Mistrzostwach Polski usłyszałem: “pewnie nie zadowolony jesteś, ale będą jeszcze inne biegi”. Coś w tym stylu. Trochę echem odbiło się, nagroda symboliczna, no bo jednak dopiero 6. miejsce. Czułem się trochę tłem, z zarazem byłem wynikowo spełniony, bo jednak 10 minut się poprawiłem i to w doborowej stawce, w Mistrzostwach Polski. Czuję tutaj taki niedosyt. Nie wiem, czy tak jest w innych sportach.
Ale jednocześnie czasem chcę sobie to kompensować łatwymi wygranymi i tak szczerze mówiąc, to jest mnóstwo pięknych i fajnych zawodów, gdzie można zostać mistrzem. Chciałbym jednak umieć ocenić wynik obiektywnie. W tym roku taki przykład, ale myślę, że w latach wcześniejszych pełno takich przykładów znajdę.
Gdybyś mógł cofnąć się do siebie sprzed 16 lat, tuż przed pierwszym startem w ultra, jaką jedną radę byś sobie dał?
Kamil Leśniak: Zacznij wolniej! Pomijając fakt, że może nie polecałbym tak szybko w wchodzić w ultra. Z drugiej strony, gdyby nie te zdarzenia, to może nie byłbym tuj, gdzie jestem.
Co do samego biegu, to po prostu zwolnij. Jednak młody organizm i fantazja, a zarazem szybkość, są nie do okiełznania. Cóż, wtedy szybko płaciłem za to frycowe, ale zarazem hartowałem swój organizm, aby walczyć z ogromnymi kryzysami.
Pomijając już tak techniczne elementy, to z pewnością zmotywowałbym się do tego aby wierzyć w swoje marzenia bez patrzenia na innych, skupić się na celu bez względu to, na jakim poziomie jestem i jak daleko mam. Myślę, że upór i konsekwencja wynagradza ostatecznie. To nie zmienia faktu, że trzeba być ostrożnym i nie robić głupich ruchów, zbyt ambitnych, albo raczej zbyt szybko.
A czego nauczył Cię zawodnik, którym byłeś 16 lat temu?
Kamil Leśniak: Teraz jestem dojrzałym zawodnikiem i biegam bardzo świadomie. Jednak w sporcie zawodnik/mistrz musi mieć wiele różnych cech rozwiniętych na wysokim poziomie. Potrzebny jest też jakiś element nieoczywisty – coś, co wychodzi poza skalę, jest oderwane od rzeczywistości. Będąc w wieku młodzieńczym miałem to “coś”. Byłem zapatrzony w bieganie maniakalnie. To, co miałem wtedy ponad skalę, to przede wszystkim umiejętność wytrzymywania bólu i kryzysu, a co za tym idzie – niepoddawania się. Często wracam do tych momentów, wspominam je i wizualizuję. Przypominam sobie: przecież już to robiłem, wiem, że potrafię.
W drugie półrocze wchodzisz startem na koronnym dystansie UTMB. Zajrzałam więc do wyników. W 2014 roku – 65. miejsce, w 2015 – 35., w 2022 – 25., w 2024 – 15., a w 2025 – 14. To historia jedenastu lat upartego pięcia się w górę. Patrząc na tę krzywą, jedno pytanie samo się nasuwa: czy kolejny start to już Twoim zdaniem realna szansa na podium?
Kamil Leśniak: W 2018 roku – DNF, a w 2023 roku – 28. Tak do pełni krzywej. Nie koloryzujemy, aż tak pięknie nie było. Podium ma trzy miejsca, krótko – realna szansa jest nierealna. Chociaż piękna wizja 🙂 Realnie patrzę na top10 i to mój cel.
Trudno mi jednak ocenić rywalizację, bo to niezwykle specyficzny bieg. Na liście startowej 150 zawodników z elity. Pewnie część nie wystartuje, część nie wytrzyma tempa, a część zejdzie. A w drugą stronę – ktoś nowy może się pojawić. Zarazem z roku na rok wyniki są coraz lepsze i przygotowania zawodników bardziej profesjonalnie wyglądają. Więcej osób chce, trenuje i skupia się na UTMB.
UTMB jest dla Ciebie od lat jednym z najważniejszych punktów sezonu. Czy presja związana z tym startem rośnie z każdym rokiem, czy przeciwnie doświadczenie sprawia, że podchodzisz do niego coraz spokojniej?
Kamil Leśniak: Jestem spokojny, ale nie wiem, czy mi to pomaga i pomoże. Wolałbym się stresować tak jak lata wcześniej. Może to atut – znam swoje możliwości. Presja nie rośnie, ale co roku mam poczucie, że ludzie kibicują mi.
Podczas tegorocznej edycji będzie ciekawie, bo startuje też Bartosz Gorczyca, który w tym roku idzie jak burza i nie bierze jeńców. To także będzie dla mnie motywacja, której chyba mi brakowało. Sam nie wiem, chcę zobaczyć, jak to wyjdzie na takim biegu jak UTMB. Uważam jednak, że trzeba patrzeć na swój bieg, aby dobrze go po prostu przebiec. Generalnie świetnie się dogaduję z Bartkiem i jeśli spotkalibyśmy się na trasie to czuję, że będziemy bardziej współpracować niż rywalizować.
Twoje biegowe plany nie kręcą się już jednak tylko wokół UTMB.
W tym roku wystartowałeś w Kanadzie i wygrałeś Québec Mega Trail, bieg z cyklu World Trail Majors.
Czy w kolejnych latach UTMB pozostanie Twoim głównym celem, czy zacznie dzielić to miejsce z innymi biegami WTM?
Kamil Leśniak: Trudno mi powiedzieć, jak będzie wyglądał przyszły rok, ale w tym roku otworzyło mi się okienko na nowy cel.
Jakiś czas temu napisałem poprzez formularz dla elity do WTM. Otrzymałem kilka odpowiedzi z różnych biegów z tego cyklu. Z Kanady oferta była najlepsza, więc się skusiliśmy. Mówię w liczbie mnogiej, bo plan był od razu rodzinny. Dla mnie tak dalekie podróże to nie tylko możliwość startu, ale szansa mało dostępnej finansowo lokalizacji. Oczywiście decydując się na lot całą rodziną było wiadome, że poniesiemy dużo większe koszty niż obejmowało wsparcie. Było ono jednak na tyle atrakcyjne, że aktywowało w nas chęć podróży. Bieg wygrałem, więc… otworzyły się nowe możliwości. Dostałem trzy zaproszenia z cyklu i poza nim. Także ciekawe, bo z opłaconym lotem i noclegiem – generalnie o nic się nie musiałem martwić.
Tylko mnie to tak nie korci, bo ja to już nie tylko ja. Żeby polecieć do Azji muszę spędzić dwa dni w samolocie, dzień na przygotowaniu, kolejny na bieg i następny na umieranie po biegu. Chcę też mieć coś z życia i dzielić się tym z rodziną.
Za to jednak chyba – jak dobrze pójdzie – to sezon zakończymy w Australii na Grampians Peaks Trail. Trochę się martwię finansowo, bo dopiero co wyszliśmy na prostą po Kanadzie, a jesteśmy jeszcze we Francji. Trochę to z mojej strony hazard, bo oprócz dobrej zabawy i potencjalnej świetnej przygody, to chciałbym rywalizować o kwalifikacje generalną w cyklu. Ale jak nie teraz, to kiedy? Jestem po wstępnych rozmowach z organizatorem.
Z pewnością paleta imprez jest dosyć duża. WTM to cykl biegów z klasyfikacją, tak jak Golden Trail World Series, by UTMB. To po prostu imprezy same w sobie mniej lub bardziej prestiżowe.
Trudno powiedzieć – ale samo UTMB i Mistrzostwa Świata traktuję poważnie. W ciągu roku mam kilka dużych celów: w tym roku był to maraton, bieg z cyklu UTMB, WTM, Mistrzostwa Polski i UTMB. Na przyszły rok nie mam jeszcze konkretnych celów, ale w tym roku jeszcze WTM jest na mojej liście. Aaa i oczywiście kwalifikacje w przyszłym roku na Mistrzostwa Świata. Myślę, że tu będzie naprawdę gorąco i trudno. W zeszłym roku już było… ale z perspektywy czasu patrzę na tamto jako wyścig szczurów. Liczę, że w przyszłym roku kwalifikacje będą poważne, a raczej bardziej precyzyjne, bo pewnie wszystkim się nie da dogodzić z zasadami.
Czy masz w planach wystartowanie we wszystkich biegach World Trail Majors?
Kamil Leśniak: Tak to nie. Nie wiadomo, czy nie będzie rozszerzony, bo ten plan by się nie kończył. Tak jak kiedyś UTWT albo teraz by UTMB. Trudno zaliczyć to wszystko.
WTM klasyfikacja jest liczona z dwóch biegów. Więc za rok można dwa inne biegi zaliczyć. Zarazem ten cykl składa się z biegów po części, które są od wielu lat popularne i tworzyły niegdyś UTWT. Może czytelnicy nie pamiętają. Kiedyś startowałem już w MIUT czy Transgrancanaria. Nadal są na liście tej biegi, które mnie ciekawią np. Hong Kong czy Cape Town.
Czy World Trail Majors może być dla Ciebie ciekawą alternatywą dla UTMB, czy jednak UTMB wciąż ma zupełnie inną rangę?
Kamil Leśniak: Nie wiem, czy alternatywą. Spójrz UTMB to finał w Chamonix, ale nie ma rankingów, punktów. Są kwalifikacje i wsio. WTM biegi wszystkie są równe. To alternatywa dla Goldena (śmiech). Te biegi same w sobie są popularne, chociaż jest kilka nowości i cykl je spaja z tymi już dinozaurami. Ja może liczę na pokazanie się na międzynarodowych salonach. Chcę zbudować sobie portfolio. Na pewno to, co mnie interesuje to fakt, że WTM to taki cykl jak stary UTWT, do którego poniekąd przymierzałem się… ale zakończył swoją działalność, więc zostało kibicowanie. WTM oceniam więc jako pokazanie kolejnych ciekawych biegów. Tu i tu są nowości, ale też i biegi z tradycją.
Z jednej strony kibicujemy Ci na największych zagranicznych festiwalach biegowych, z drugiej na lokalnych zawodach. Jesteś bardziej biegaczem, który potrzebuje wielkiej sceny i mocnej rywalizacji, czy tym, który równie dobrze odnajduje się w kameralnym gronie?
Kamil Leśniak: Chyba moje social media moco wyrażają mnie, bo dostaję pytania, do których odpowiedzi siedzą mi w głowie. Zarazem trochę już odpowiedziałem wcześniej na te pytanie. hmm… czuje, żę chciałbym tego i tego, ale obecnie mam poczucie, że nie do końca spełniam się tu i tu.
Każdy zaczynał kameralnie i raczej tak też się skończy, ale to fajna wizja biegania. Dobrze by było, żeby takie grono gdzieś na mnie czekało. Po tej wielkiej scenie… mówiłem, że krytyczny jestem wobec siebie? Ja tej sceny wielkiej jeszcze nawet nie dotknąłem, ale bardzo chciałbym jeszcze spróbować.
I na koniec blok reklamowy 🙂 Realizacja tych wszystkich planów nie byłaby możliwa bez wsparcia firm i marek, z którymi współpracujesz. Kto i w jakim zakresie wspiera Cię w tym roku?
Kamil Leśniak: Oj duże to grono jest, ale boję się, że potem ktoś pomyśli, że jak rasowy piłkarz żyję. Z drugiej strony są mniejsi i więksi sponsorzy, a zarazem gesty, czyny czy wsparcie osób fizycznych bywają czymś większym. Nie chciałbym pominąć najmniejszego wsparcia. Jako zawodnik korzystam z wielu pomocy i chociażby to, że pracuję jako trener uważam za przywilej do uprawiania tego sportu – mimo iż ten sam argument przytaczam, że nie uprawnia mnie nazywać się zawodowym sportowcem.
Także zapraszam do moich social mediów, gdzie regularnie wymieniam mniej lub bardziej swoich sponsorów, ludzi, którzy mi pomagają i oczywiście zapraszam i Ciebie, aby popchnąć mnie do sezonu 2027!
Dziękuję za wywiad.
I ja dziękuję 🙂
Zapraszamy na stronę www.kamillesniak.com , fan page na Facebooku oraz profil na Instagramie.

