Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

28 lipca 2021 By GÓRY & ULTRA, Slider With 471 Views

Tomasz Kik: Hriňovská Stovka 2021

„Mając przed sobą już tylko crème de la crème słowackiego ultra trail’u dociera do mnie, że w tej chwili już nikogo nie gonię, lecz przechodzę do defensywy, broniąc wypracowanej przez siebie pozycji.” Zapraszamy do przeczytania relacji Tomasza Kika, który podczas Hriňovskiej Stovki 2021 zajął 2. miejsce.


Tomasz Kik / 28.07.2021 r.

Tomasz Kik – Patron portalu runandtravel.pl – podczas Hriňovskiej Stovki 2021 zajął 2. miejsce. Hriňovská stovka, jedna z imprez organizowana pod patronatem Slovak Ultra Trail, stowarzyszenia skupiającego organizatorów biegów ultra na Słowacji, to wymagający bieg ultra (114 km z łącznymi przewyższeniami 4800 m+) w Rudawach Weporskich (Veporské vrchy) i Górach Stolickich (Stolické vrchy) w środkowej Słowacji.

Czerwiec, a w szczególności jego druga połowa, to okres, na który zwykle przypada początek gorącego lata przepełnionego unoszącą się w powietrzu relaksującą wonią wakacyjnej atmosfery. W kontekście wydarzeń związanych z grasującą po świecie pandemią pierwszy letni miesiąc w naszych szerokościach geograficznych jest jednak diametralnie inny. Bo choć Słońce już od jakiegoś czasu z każdym kolejnym dniem wzbija się coraz wyżej po widnokręgu, dumnie prezentując na tle błękitnego nieba swoje wdzięki, to jednak jego promienie nie są w stanie rozpuścić grubej wastwy nałożonych przez europejskie rządy restrykcji, które na kość zmroziły nasze życie w niemal każdym jego aspekcie.

Biegi górskie nie są tutaj żadnym wyjątkiem. Wraz z upływem czasu można jednak dostrzec, że spod twardej skorupy obostrzeń, która niczym postępujący lodowiec szczelnie pokryła cały świat sportu, zaczynają nieśmiało przebijać się pierwsze imprezy biegowe, zwiastując tym samym nadejście długo oczekiwaniej odwilży sportowej. Nie przychodzi ona jednak równomiernie. Bo kiedy jedni cieszą się już z powrotu na trasy biegowe, drudzy wciąż muszą obchodzić się smakiem, czekając cierpliwie na swoją kolej…

Tomasz Kik przed startem

Dotyczy to między innymi Słowacji, która zielone światło na organizację masowych imprez sportowych dostaje dopiero w momencie, kiedy unoszący się w powietrzu powabny zapach kwitnącego bzu jest już tylko mglistym wspomnnieniem. I choć roztopy nałożonych ograniczeń przychodzą na Słowację ze znacznym opóźnieniem w stosunku do chociażby wyraźnie rozbieganej już Polski, to jednak nagły wzrost poziomu adrenaliny, którą odczuwam tuż przed startem w pełni rekompensuje wyjątkowo długi okres oczekiwania na pierwsze tegoroczne zawody…
Hriňovská Stovka, bo o niej mowa, to najnowsza pozycja w szerokim porfolio Slovak Ultra Trail – stowarzyszenia, która zrzesza większość górskich biegów na dystansie ultra organizowanych na Słowacji. Impreza na biegowej mapie naszych sąsiadów zza miedzy po raz pierwszy pojawiła się dwa lata temu i w normalnych okolicznościach 19.06.2021 roku świętowałaby hucznie swoje trzecie urodziny. Jak jednak powszechnie wiadomo normalne okoliczności odeszły wraz z nadejściem pandemii do lamusa, przez co odwołana w zeszłym roku impreza powraca dzisiaj na słowacką scenę ultra dopiero w swojej drugiej odsłonie, inaugurując tym samym tutejszy sezon biegowy. I kiedy wydaje się, że ów fakt niczym magnes przyciągnie na start całą rzeszę z niecierpliwością czekających na tą chwilę biegaczy, ku wielu zaskoczeniu, nie dochodzi wcale do oczekiwanego nawału rejestracji.

Ciężko jednoznacznie wyrokować, co stanowi główną przyczynę takiego stanu rzeczy. Faktem jednak pozostaje, że wciąż obowiązujące – przynajmniej w lokalnej skali – pandemiczne przepisy w dalszym ciągu ograniczają ludziom normalne funkcjonowanie. Swoją rolę odgrywa również rozpędzona kampania szczepień, stawiając wielu biegaczy w obliczu dylematu: albo wakacje albo zawody. W kontekście jednak zbliżającego się wielkimi krokami sezonu urlopowego, przeniosionych z zeszłego roku startów międzynarodowych czy wreszcie, a może przede wszystkim ochrony własnego zdrowia, dla wielu wybór jest jednoznaczny.

Sprzymierzeńcem zawodów nie jest też pogoda, która swoim gorącym charakterem z powodzeniem wpisującym się w warunki klimatyczne obszarów, co najmniej subtropikalnych skutecznie temperuje zapędy wielu śmiałków planujących stanąć z budzącą respekt trasą w szranki. Bo choć dystans tegorocznej edycji Hriňovskej Stovky uszczuplono o dziesięć kilometrów, a ostre kły przewyższeń, które groźnie się szczerzyły z jej profilu wysokościowego, spiłowano niemal o tysiąc metrów, to wciąż może ona się pochwalić na tyle okazałymi parametrami (114km/4800+), by powiesić poprzeczkę niezwykle wysoko przed wszystkimi startującymi w tych zawodach biegaczami.


W hołdzie tradycji…

Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Niezależnie od wszelkich komplikacji, miejsce startu zaplanowanego na 6.00 rano w centrum Hriňovej – leniwego słowackiego miasteczka, które niegdyś przycupnęło w szerokiej kotlinie między Rudawami Weporskimi (Veporské vrchy) i Górami Stolickimi (Stolické vrchy), ostatecznie gromadzi całkiem pokaźną grupę biegaczy, w której nie m ważnieszych wydarzeń w dziejach naszych południowych sąsiadów. I choć wówczas impreza w swoim wędrownym ujęciu być może nie miała jeszcze wiele wspólnego z obecną formułą górskich biegów, to nie ulega jednak żadnym wątpliwościom, że stanowi podwaliny ich obecnego charakteru.


Zasady gry…

Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Stając jednak tuż przed 6.00 rano na linii startu i spoglądając na czyste niebo, na którym coraz śmielej zaczyna poczynać sobie wschodzące Słońce utwierdzam się w przekonaniu, że ze względu na rosnącą z każdą chwilę temperaturę dzisiejszy wyścig zamiast stricte sportowego wymiaru powinien w moim wykonaniu przybrać zdecydowanie bardziej turystyczną formę.

Już pierwsze kilometry biegu wskazują jednak na to, że założenia to jedno, drugie natomiast to konsekwentne trzymanie się planu. Bo choć głos rozsądku skutecznie tamuje nagły przypływ przedstartowej adrenaliny, to jednak nie jest w stanie całkowicie ugasić tlącego się głęboko we mnie płomienia sportowej ambicji. Nauczony jednak doświadczeniem wiem doskonale, że najmniejsze nawet niedocenienie sił natury spowoduje, że w konsenkwencji przyjdzie mi ponieść za to wysoką karę. Kontrolujące bowiem skrupulatnie z góry przebieg zawodów Słońce niczym niepobłażliwy arbiter potrafi kiedykolwiek bez skrupułów pokazać czerwoną kartkę każdemu, kto przejawi nadmierną nonszalancję. Zasady dzisiejszego wyścigu są więc jasne – kto podyktuje na początku zbyt szybko tempo, ten z dużą dozą prawdopodobieństwa prędziej czy później z imprezy odpadnie. Nie chcąc więc przedwcześnie wyeliminować się na własne życzenie z biegu, postanawiam naprzekór złudnie dobremu samopoczuciu trzymać na wodzy wszelkie przejawy nadmiernego animuszu.


Sukcesywnie do przodu…

Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

W ten oto sposób przyjęta taktyka przynosi piewsze efekty już na 40 km, na którym nawiązuję bezpośredni kontakt ze ścisłą czołówką biegu. Tu bowiem znajduje się jeden z gęsto rozstawionych na całej trasie punktów żywnościowych, które w dzisiejszych warunkach są czystym błogosławieństwem. Bo w kontekście nasilającego się z każdą chwilą upału w zasadzie tylko one ze swoją szeroką gamą zimnych napojów i pełnym wiadrem lodowatej wody czekającym bez wyjątku na każdego z zawodników, stanowią ostatnie bastiony przyjemnego chłodu.

Tak samo jak dobrodziejstwem punkty potrafią być i przekleństwem. Pokusa pozostania w nich na dłużej budzi bowiem rozleniwienie, które ni stąd ni zowąd potrafi następnie przeistoczyć się w niebezpieczne zwątpienie. Z kolei stąd jest już tylko mały krok od całkowitego porzucenia wiary w pomyślne ukończenie biegu i w konsekwencji ostatecznego zejścia z trasy. W pełni świadom tego faktu nie dopuszczam do siebie deprymujących myśli i zaraz po uzupełnieniu zapasów niezwłocznie opuszczam punkt na trzecim miejscu. Mając jednak przed sobą już tylko crème de la crème słowackiego ultra trail’u (wyśmienici Majo Priadka i Matej Oravec) dociera do mnie, że w tej chwili już nikogo nie gonię lecz przechodzę do defensywy, broniąc wypracowanej przez siebie pozycji. I kiedy stopniowo adaptuję się już do nowej sytuacji, kilka kilometrów dalej los ponownie okazuje się dla mnie łaskawy, pozwalając mi niespodziewanie przesunąć się w klasyfikacji na drugie miejsce.


Czarne chmury…

Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Lecz każda dobra passa kiedyś dobiega końca. W tym również i moja. Biorąc jednak pod uwagę wyciskającą ze mnie siódme poty aurę, stopniowo przygotowuję się już mentalnie na taką sytuację. Stąd też w momencie kiedy przychodzi kryzys mocno zaciskam zęby i biegnę dalej, akceptując jedocześnie gromadzące się nade mną czarne chmury. I choć staram się podtrzymywać swoje tempo to postępujące osłabienie mnie z niego wytrąca.
Z takim oto przytupem rozpoczynam najcięższy w opinii wielu odcinek całych zawodów. Jest nim poddawana od samego rana silnej obróbce termicznej całkowicie odsłonięta część rozległej grani przypominająca z oddali rozgrzany do granic możliwości ogromny piekarnik, nad którym falujące powietrze sprawia, że wszystko co znajduje się za nim jawi się niczym fatamorgana. W obliczu kryzysu, którego właśnie doświadczam nie pozostaje mi jednak nic innego jak tylko wierzyć, że majcząca w oddali zielona plama lasu, w którego głębokim cieniu jak mam nadzieję ukrywa się kolejny punkt żywnościowy jest jak najbardziej realna…


Szczypta magii…

Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Tomasz Kik na trasie Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

W celu uwolnienia się od dręczących mnie fantasmagorii sięgam więc po końską dawkę skondensowanych w żelu kalorii. Z pomocą przychodzi również kofeina wchodzącą w skład tej magicznej mikstury. I choć z alchemią nie ma ona nic wspólnego, to jednak okazuje się niezwykle skutecznym panaceum. Niczym ołów w złoto transmutuje bowiem z postaci stałej w wartko płynącą do mojego krwioobiegu energię, mającą swoje źródło w rozpuszczającym się w moim żołądku niepozornym żelu.

Uporanie się z kryzysem staje się więc faktem, co pozwala już w zasadzie na bezproblemowe pokonanie pozostałej części spalonej słońcem grani. I choć zostawienie za sobą najcięższego odcinka trasy wyraźnie pobudza mnie na duchu to jednocześnie zdaję sobie sprawę, że moja chwilowa zapaść oprócz utraty sił kosztuje mnie również sporo cennego czasu. Z jednej strony mam więc świadomość, że wypracowana przeze mnie przewaga wyraźnie stopniała, z drugiej natomiast strony, logika mi podpowiada, że chwila słabości, której doświadczam na grani jest w mniejszym lub większym stopniu problemem każdego z rywali. I choć wniosek, który wysuwam być może jest dość naciągany, to pozwala jednak skutecznie zapobiec rozwoju paranoi polegającej na nieustannym oglądaniu się za siebie w celu upewnienia się czy przypadkiem nikt za mną nie biegnie.


Znowu w grze…

Majo Priadka, zwycięzca Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Majo Priadka, zwycięzca Hriňovská Stovka 2021 fot. Tomáš Kišvince

Powrót zarówno do fizycznej, jak i psychicznej równowagi okazuje się kluczowym dla przebiegu dalszej części zawodów. Wewnętrzna harmonia, którą ponownie w sobie odnajduję, pozwala mi bowiem w końcu nacieszyć oczy stanowiącymi esencję słowackiej prowincji rustykalnymi widokami, a dzięki temu coraz płynniej pokonywać poszczególne odcinki biegu. Wyznaczają je kolejne punkty żywnościowe zawodów, na których melduję się z sukcesywnie powiększającą się przewagę w stosunku do przeciwników. I kiedy upewniam się, że jest ona wystarczającym zapasem, całkowicie się rozluźniam i oszczędzając siły, biegnę niespiesznie do celu.

Zwycięstwo w dzisiejszych zawodach jest bowiem zupełnie poza moim zasięgiem i bezdyskusyjnie należy do prowadzącego od samego początku Maja Priadki, który zaprzeczając prawom fizyki nic sobie nie robi z panującej aury, zwiększając z każdym kolejnym punktem i tak druzgocącą nade mną przewagę.

 

Tak jednak biegają najlepsi z najlepszych. Ja natomiast biorąc udział w dzisiejszych zawodach mam niepowtarzalną okazję ich podpatrzeć. Na mecie ostatecznie melduję się więc drugi z niemal półtora godzinną stratą w stosunku do zwycięzcy. Trzecie miejsce należy natomiast ex aequo do Mikuláša Kéri (zwycięzcy poprzedniej edycji imprezy) i Patrika Hrotka – kolejnych utytułowanych biegaczy, których sylwetek na Słowacji absolutnie nikomu nie trzeba przedstawiać.


Podsumowanie

Hriňovská Stovka to bez dwóch zdań impreza udana. Należy jednak pamiętać, iż jej organizacja w kontekście zmieniającej się jak w kalejdoskopie sytuacji pandemicznej praktycznie do samego końca stała pod dużym znakiem zapytania. To siłą rzeczy musiało odcisnąć na finalnym efekcie swoje piętno między innymi w postaci niższej frekwencji biegaczy aniżeli oczekiwana. Niezależnie jednak od wszystkich zawirowań dzięki ogromnemu zaangażowaniu organizatorów i wolontariuszy ostateczny rezultat Hriňovskej Stovky bezdyskusyjnie przybrał nadoczekiwane rozmiary. Bo choć pogoda nie była całkiem idealna to nie zmienia to jednak w żaden sposób faktu, iż podczas całego przebiegu imprezy panowała wyśmienita atmosfera, a to przede wszystkim ona sprawia, że po dziś dzień płynie z biegu ogromna satysfakcja.
W możliwie więc najprostszy sposób rzecz ujmując: z Hriňovskej Stovky wracam do domu niezmiernie zadowolny. Bądź, co badź właśnie tutaj osiągnąłem swój największy w „karierze” sukces sportowy.

P.S Tytułem uzupełnienia chciałbym na koniec serdecznie podziękować za pakiet startowy załodze Run and Travel, barwy których podczas zawodów z dumą reprezentowałem😊

Pri tejto príležitosti chcel by som tiež veľmi pekne poďakovať organizátorom Hriňovskej stovky za to, že napriek všetkým prekážkam sa nevzdali a usporiadali výborne preteky, ktoré určite potešili všetkých priaznivcov ultra behu nielen na Slovensku, ale tak isto aj v Poľsku😉 Okrem toho veľká vďaka patrí samorejme aj všetkým dobrovoľníkom, ktorí poskytli mi perfektný support, bez výnimky na všetkých občerstvovačkách. Boli ste naozaj skveli. Ďakujem!!!

Portal www.runandtravel.pl jest polskim partnerem mediowym Slovak Ultra Trail, stowarzyszenia skupiającego organizatorów biegów ultra na Słowacji.

 

 

Tags : , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *