“Wychodzę na trzeci odcinek. Walka trwa. Nie zejdę”- Grzegorz Korsak o swoim starcie w zimowej edycji Montane Spine Race 2026

Rozmawiała: Monika Bartnik
13 min. czytania

„Ze „Spine family” nie da się po prostu odejść tak, jakby nic się nie wydarzyło. Ten bieg ma w sobie magnetyzm, który mocno oddziałuje na wszystkich, którzy stają się częścią tej społeczności” – Grzegorz Korsak opowiada o swoim starcie w zimowej edycji Montane Spine Race 2026.

Na kilka chwil przed startem...

Monika Bartnik: Jest 11 stycznia 2026 roku, tuż przed godziną 8.00. Za kilka chwil ruszysz na trasę jednego z najbardziej brutalnych zimowych biegów ultra w Wielkiej Brytanii – Montane Spine Race. Jego trasa poprowadzona jest legendarną Pennie Way o długości 268 mil (ok. 432 km) z Edale w Derbyshire aż do Kirk Yetholm na granicy z Szkocją. Co czułeś na kilka chwil przed startem? O czym zwykle myślisz w takim momencie – czy masz jakieś swoje przedstartowe rytuały?

Grzegorz Korsak: Zazwyczaj przed startem staram się wyciszyć, chociaż nie ukrywam, że przychodzi mi to z trudem. Czasami mam wrażenie, że z każdym kolejnym startem denerwuję się bardziej. Czuję ogromny respekt przed trasą, a jednak chcę już zacząć bieg. 

Początek przygody ze Spine Race

Grzegorz Korsak i John Kelly na trasie Montane Spine Race 2026

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Montane Spine Race? 

Grzegorz Korsak: Wszystko zaczęło się w 2022 roku, kiedy zawiozłem na start dwóch znajomych Szkotów i przepadłem. Zacząłem śledzić kropki. Rok później stałem już na linii startu letniej wersji, a w tym roku po raz drugi – podczas wersji zimowej – dotknąłem ścianę Borders Hotel. Dla mnie to wielki zaszczyt stanąć na starcie z zawodnikami światowej klasy.  Nigdy nie zagram w piłkę z Cristiano Ronaldo, nie zagram w tenisa z Nadalem, a w ultra mogę wystartować w tych samych zawodach z zawodnikami, których zna cały ultra świat. W Edale czuć magnetyzm tej imprezy już od postawienia nogi na parkingu. 

Start w edycji letniej i zimowej

Grzegorz Korsak w punkcie odżywczym na trasie Montane Spine Race 2026

Co sprawiło, że po ukończeniu letniej edycji zdecydowałeś się ponownie stanąć na starcie – tym razem w jeszcze trudniejszych, zimowych warunkach?

Grzegorz Korsak: Po ukończeniu letniej wersji wydawało mi się to naturalne, aby pojawić się w Edale zimową porą. Pomyślałem też, że fajnie będzie być pierwszym Polakiem z ukończonymi dwoma wersjami tego biegu, bo pierwszym Polakiem, który ukończył wersję letnią, jestem ja 🙂 

To nie jest bieg dla każdego

Montane Spine Race nie jest biegiem „dla każdego”. Jakie kwalifikacje i doświadczenie trzeba mieć, żeby w ogóle móc zapisać się na ten bieg? 

Grzegorz Korsak: Organizator oczywiście weryfikuje aplikacje. Nie ma żadnych dodatkowych kryteriów. Wystarczy mieć ukończony bieg na dystansie 100 mil albo inny bieg organizowany w ramach Spine Race. Osoby, które po raz pierwszy stają na starcie zimowej wersji muszą jednak potwierdzić umiejętność posługiwania się mapą i kompasem. Ja musiałem podać współrzędne wskazanego mi punktu na mapie korzystając właśnie z mapy i kompasu. Jeszcze bardziej skrupulatnie sprawdzany jest sprzęt. 

Doświadczenie

Grzegorz Korsak na trasie Montane Spine Race 2026 _ fot. materiały organizatora

Jakie wcześniejsze biegi lub doświadczenia – Twoim zdaniem – najlepiej przygotowują do zmierzenia się z Winter Spine?

Grzegorz Korsak:  Moim zdaniem w tym biegu bardziej przyda się doświadczenie w aktywności górskiej lub innym nieprzyjaznym środowisku niż wyłącznie klasyczne doświadczenie czysto ultra biegowe. Jeśli już jesteśmy klasycznymi ultrasami, radziłbym zrezygnować z supportu w zawodach i postawić na samowystarczalność.

Przygotowania do biegu

Grzegorz Korsak na trasie Montane Spine Race 2026

Jak wyglądały Twoje przygotowania? Na czym musiałeś się skupić najbardziej – wytrzymałości fizycznej, odporności psychicznej, czy logistyce i sprzęcie? Czy w ogóle do takiego biegu można się przygotować? Czy miałeś strategię na bieg? 

Grzegorz Korsak: Szczerze mówiąc, nie mam pewności, czy do Spine Race da się w pełni przygotować. Nie pokonywałem kosmicznej ilości kilometrów. Miesięcznie wychodziło mi około 250–300 kilometrów i mniej więcej 10 000 metrów przewyższenia, co zajmowało około 30 godzin treningu. Wszystko realizowane z w pełni wyposażonym plecakiem. Do tego dochodziło jeszcze kilka sesji na rowerze stacjonarnym.

Moim celem nie było ściganie się, ale samo ukończenie tych zawodów. Zainwestowałem sporo w sprzęt – choć większość wyposażenia miałem już wcześniej, zdecydowałem się wymienić wszystko na nowe. Powszechnie wiadomo, że sprzęt z czasem traci swoje właściwości, a podczas takich zawodów nie ma miejsca na improwizację.

Ubiór i wyposażenie

Grzegorz Korsak na trasie Montane Spine Race 2026 _ fot. materiały organizatora

Buty, raki, kijki – na co zwracałeś największą uwagę przy doborze sprzętu biegowego na Pennine Way zimą? Jak byłeś ubrany i w co wyposażony?  

Grzegorz Korsak: Moim zdaniem kluczowe jest zarządzanie ciepłem. Najważniejsze to pozostawać suchym jak najdłużej – niezależnie od źródła wilgoci. Czy to deszcz, śnieg, mokradła, rzeki do przekraczania czy po prostu pot, wszystko ma znaczenie. Dla mnie właśnie utrzymanie suchości było absolutnie kluczowe.

Dobra kurtka przeciwdeszczowa, spodnie, puchówka (oczywiście nie z puchu gęsiego), wodoodporne skarpety oraz odpowiednia odzież termoaktywna robią ogromną różnicę. Równie ważna jest umiejętność adaptacji i szybkie reagowanie na zmieniające się warunki pogodowe.

Strategia żywieniowa

Grzegorz Korsak na trasie Montane Spine Race 2026 fot. materiały organizatora

432 kilometry w zimie to ogromne wyzwanie energetyczne. Jak wyglądała Twoja strategia żywieniowa podczas biegu? Na co stawiałeś w takich warunkach?

Grzegorz Korsak: Postawiłem na miks żywieniowy. W idealnym świecie wolałbym opierać się wyłącznie na „normalnym” jedzeniu, ale w bardzo trudnych warunkach zdecydowanie łatwiej jest wcisnąć żela albo wypić kalorie w płynie. A jeść trzeba praktycznie cały czas – eating is king. W plecaku miałem kalorie w płynie, a z przodu zwykły, zakręcany bidon z colą, którego celowo nie napełniałem do pełna – chlupanie zapobiegało zamarzaniu. Dodatkowo mały termos z kawą.

Sen i regeneracja

Jeden z punktów na trasie Montane Spine Race 2026

Jak “zarządzałeś” snem i regeneracją podczas biegu? Czy miałeś na to konkretny plan, czy raczej reagowałeś na to, co działo się na trasie?

Grzegorz Korsak: Jak wspomniałem wcześniej, moim celem było ukończenie zawodów. Jeszcze przed startem wiedziałem, że na każdym punkcie kontrolnym będę spał od jednej do dwóch godzin. Dodatkowo zaliczyłem krótkie drzemki w kultowych miejscach na trasie – na farmie oraz w kaplicy. Łącznie dało to około 12 godzin snu.

Nocleg na trasie Montane Spine Race 2026

Ekstremalne warunki na trasie

„Najgorsze są pobudki. Nie wiesz, czy ktoś ci odrąbał stopy czy właśnie zaczął to robić. Tęsknię za rodziną. Idę dalej”. Wersja zimowa Montane Spine Race to ekstremalne warunki na trasie. Z czym muszą się mierzyć zawodnicy w trakcie tych ponad 400 km?

Grzegorz Korsak: Tak, pobudki były ciężkie, ale już po kilku oddechach człowiek się uspokajał. Gdy wychodziłem z punktu kontrolnego, nie miałem z tym problemu – wręcz przeciwnie, czułem radość na myśl o kolejnym odcinku trasy.

Kryzysy na trasie

Grzegorz Korsak na trasie Montane Spine Race 2026

“Wychodzę na trzeci odcinek. Walka trwa. Nie zejdę” – pisałeś do mnie w czasie biegu na messengerze. Spine Race to nie tylko dystans, ale też długie godziny samotności, walki z samym sobą i własnymi myślami. Jak radzisz sobie z kryzysami psychicznymi, które na takiej trasie są nieuniknione? Czy był moment, w którym naprawdę zastanawiałeś się, czy dasz radę iść dalej? Co wtedy pomogło Ci przetrwać?

Grzegorz Korsak: Większość dystansu pokonałem samotnie. Tęsknota za rodziną narasta z każdym dniem, jednak gdy warunki się pogarszają, trzeba skupić się na zadaniu i po prostu iść dalej. Wiatr, który przewracał z nóg, deszcz, śnieg, mróz, mokradła, zalane błotne pastwiska oraz potoki i rzeki, które trzeba było przekraczać, brodząc czasem niemal po pas – to tylko część trudności, z jakimi przyszło się mierzyć.

Warto pamiętać, że na całej trasie jest zaledwie pięć punktów kontrolnych. Miałem jasno postawiony cel i świadomość, ile poświęciłem, by tu być – nie tylko ja, ale również moja rodzina. Wiedziałem, że jeśli nie wydarzy się nic naprawdę poważnego, to zatrzyma mnie dopiero ściana hotelu.

Emocje na mecie

Grzegorz Korsak z żoną Reginą i synem Kubą na mecie Montane Spine Race 2026

Pokonanie dystansu 268 mil (423 km) zajęło Ci 152 godziny 50 minut i 13 sekund, co dało 60. miejsce w klasyfikacji generalnej i 51. wśród mężczyzn. Jakie emocje towarzyszyły Ci po przekroczeniu mety Winter Spine? Czy była to bardziej ulga, radość, duma – a może wszystko naraz?

Grzegorz Korsak: Meta była dla mnie przede wszystkim momentem ogromnego wzruszenia i radości – wreszcie mogłem uściskać żonę Reginę i syna Kubę. W trakcie biegu otrzymałem mnóstwo wiadomości, zarówno od bliskich, jak i od zupełnie nieznanych mi osób, co bardzo mnie poruszyło i dodało sił.

Myślę, że na mecie tak długiego biegu każdy jest traktowany jak zwycięzca. Meta Spine ma w sobie niezwykłe piękno w swojej prostocie – to mieszanka emocji, zmęczenia i ulgi. Do dziś mam ciarki, gdy o tym myślę.

Zawody, które uczą pokory

Grzegorz Korsak z medalem i certyfikatem ukończenia Montane Spine Race 2026

Czego nauczył Cię ten start – nie tylko jako sportowca, ale też jako człowieka? Czy coś zmieniło się w Twoim podejściu do biegania ultra po tym doświadczeniu?

Grzegorz Korsak: Ten start utwierdził mnie w przekonaniu, że chcę to robić dalej. Takie zawody uczą ogromnej pokory – pokazują, jak mali jesteśmy w starciu z siłami natury, a jednocześnie, jak wielka jest w nas siła i chęć przetrwania. Uświadamiają też, jak niewiele naprawdę potrzeba, by przetrwać, i jak wiele mamy na co dzień.

Powrót na trasę Spine Race...

Spine Race potrafi uzależnić, ale też solidnie doświadczyć. Czy po dwóch startach – w tym jednym zimowym – myśl o kolejnym powrocie już się pojawia, czy na razie to temat zamknięty?

Grzegorz Korsak: Ze „Spine family” nie da się po prostu odejść tak, jakby nic się nie wydarzyło. Ten bieg ma w sobie magnetyzm, który mocno oddziałuje na wszystkich, którzy stają się częścią tej społeczności. Nie wykluczam więc powrotu.  Ukończenie zimowej edycji otworzyło przede mną także nowe możliwości. Na razie jednak chcę przede wszystkim odpocząć i spędzić czas z rodziną.

Marzysz o Spine Race?

Co powiedziałbyś osobom, które marzą o starcie w Spine Race, ale wciąż wahają się, czy są na to gotowe – szczególnie w wersji zimowej? 

Grzegorz Korsak: Nie odkładajcie marzeń na później. Nigdy nie będzie idealnego momentu. Później może być za późno. Do dzieła!

Grzegorz Korsak przy słynnej ścianie Borders Hotel na mecie Montne Spine Race 2026

Udostępnij ten artykuł