RunHarbour to odpowiedź na realne problemy biegaczy ultra: drogie noclegi, skomplikowaną logistykę i brak zaufanej społeczności podczas zagranicznych startów. Pomysł narodził się na szlaku – z potrzeby stworzenia „bezpiecznej przystani”, w której zamiast anonimowego hotelu czeka gospodarz rozumiejący specyfikę ultra. Platforma łączy pasjonatów trailu na zasadzie bezinteresownej wymiany, oferując darmowe zakwaterowanie i budując globalną społeczność opartą na zaufaniu.
- Skąd wziął się pomysł na RunHarbour?
- Jaki problem w środowisku biegaczy ultra chcieliście rozwiązać?
- Dlaczego zdecydowaliście się na model „bezpłatnego zakwaterowania”, a nie np. platformy komercyjnej?
- Jak wygląda proces dopasowania gościa do gospodarza?
- Czy użytkownicy muszą spełniać jakieś warunki, żeby dołączyć?
- Jak wygląda weryfikacja użytkowników i co oznacza „zweryfikowany przez UTMB”?
- Jakie są plany rozwoju RunHarbour na najbliższe lata?
Pomysłodawcą i współtwórcą RunHarbour jest Grzegorz Korsak – biegacz ultra mieszkający w Szkocji, który od lat specjalizuje się w długich i wymagających biegach górskich. Na swoim koncie ma starty w legendarnych zawodach, takich jak Montane Spine Race czy Race Across Scotland. To właśnie doświadczenia z ultramaratonów, wielodniowych wyjazdów i życia w międzynarodowym środowisku trailowym stały się inspiracją do stworzenia platformy łączącej biegaczy z całego świata.
Runandtravel.pl jest partnerem platformy RunHarbour.
Skąd wziął się pomysł na RunHarbour?
Grzegorz Korsak: Pomysł narodził się dokładnie tam, gdzie rodzi się większość szalonych idei – na szlaku, podczas przygotowań do kolejnych długich dystansów. Sam aktywnie biegam ultra i wielokrotnie logistyka związana z wyjazdem na zagraniczne zawody kosztowała mnie więcej stresu niż sam start. Hotele w terminach wielkich biegów bywają absurdalnie drogie, a rezerwując losowy pokój, rzadko trafiasz na kogoś, kto zrozumie, dlaczego o 3:30 nad ranem jesz owsiankę w pełnym rynsztunku, smarujesz stopy Sudocremem i wychodzisz z domu na kilkanaście godzin. Chciałem stworzyć miejsce, gdzie zamiast bezosobowego hotelu biegacz znajduje bezpieczną przystań u kogoś, kto nadaje na tych samych falach. Tak powstała nazwa: RunHarbour – biegowy port, bezpieczna przystań.
Jaki problem w środowisku biegaczy ultra chcieliście rozwiązać?
Grzegorz Korsak: Przede wszystkim barierę logistyczną i finansową, która często blokuje biegaczy przed startami marzeń, oraz brak zaufania na linii gość-gospodarz w obcym miejscu.
Logistyka na ultra to potwór: musisz ogarnąć sprzęt, odżywianie, transport, a na końcu okazuje się, że noclegi w promieniu 30 kilometrów od startu są wyprzedane albo kosztują fortunę. Jako biegacze nie mamy problemu z tym, że same pakiety startowe czasami sporo kosztują. Jesteśmy w pełni świadomi tego, jak gigantycznym wyzwaniem logistycznym jest organizacja biegów ultra. Jednak sztuczne windowanie cen za noclegi w czasie festiwali biegowych przez lokalną bazę hotelową to już nie do końca fair.
Nie chcemy być dla nikogo komercyjną konkurencją – chcemy być alternatywą. Rozwiązujemy ten problem poprzez budowanie bezpośrednich relacji.
Drugim wyzwaniem było zaufanie. W RunHarbour strach przed wpuszczeniem obcej osoby do domu znika, bo łączymy ludzi, którzy dzielą tę samą, bardzo specyficzną pasję. Od pierwszego kontaktu wiecie, że możecie sobie zaufać. A poza tym chodzi o poznawanie nowych ludzi, wymianę doświadczeń i wzajemne zrozumienie. Tego nie zapewni Ci nawet najlepszy, pięciogwiazdkowy hotel.
Dlaczego zdecydowaliście się na model „bezpłatnego zakwaterowania”, a nie np. platformy komercyjnej?
Grzegorz Korsak: Bo społeczność ultra jest wyjątkowa i opiera się na zakorzenionym głęboko nurcie „pay it forward”. Sam tego doświadczyłem na własnej skórze. Mieszkam i biegam w Szkocji i zanim w ogóle powstało RunHarbour, kilkukrotnie zupełnie bezinteresownie gościłem u siebie biegaczy z innych krajów, którzy przyjeżdżali tu na lokalne starty. Pomagałem im z noclegiem, logistyką, pokazywałem szlaki. W drugą stronę działało to tak samo – kiedy sam ruszałem na zagraniczne zawody, wielokrotnie otrzymywałem bezcenną pomoc i dach nad głową od zupełnie obcych, lokalnych biegaczy. Ta solidarność na szlaku jest czymś niesamowitym.
Komercyjnych platform są tysiące. My nie chcieliśmy tworzyć kolejnego Airbnb. Zależało nam na powrocie do korzeni: bezinteresownej, oddolnej pomocy i budowaniu globalnej wioski biegowej. Oczywiście utrzymanie infrastruktury, serwerów i bazy danych kosztuje, dlatego rozwijamy to z moim partnerem technicznym, Markiem, na zasadzie projektu open-source wspieranego przez społeczność. Na stronie daliśmy opcję postawienia nam wirtualnej kawy (tzw. donate button) na pokrycie kosztów stałych, ale sama idea dla użytkowników pozostaje czysta i niekomercyjna.
Jak wygląda proces dopasowania gościa do gospodarza?
Grzegorz Korsak: Postawiliśmy na maksymalną prostotę i intuicyjność. Biegacz szukający noclegu w danym regionie przegląda profile dostępnych gospodarzy. Widzi tam nie tylko opis pokoju czy lokalizację, ale też biegową historię gospodarza. Gdy znajdzie idealne miejsce, wysyła prośbę o kontakt przez platformę. Wtedy odpala się nasz wewnętrzny czat. Zależało nam, żeby to nie był suchy formularz rezerwacji, ale początek rozmowy. Gospodarz i gość mogą obgadać szczegóły: o której jest start, czy gospodarz jedzie na miejsce jako kibic lub support i jakie są warunki na miejscu. Od pierwszego „cześć” obaj użytkownicy wiedzą, z kim mają do czynienia.
Czy użytkownicy muszą spełniać jakieś warunki, żeby dołączyć?
Grzegorz Korsak: Jedynym i najważniejszym wymaganiem jest bycie realną częścią społeczności biegów górskich i trailowych oraz akceptacja prostych zasad wzajemnego szacunku. Nie chcemy na platformie przypadkowych ludzi z „łapanki”, którzy szukają po prostu darmowego spania na wakacje w Alpach. RunHarbour ma pozostać elitarnym – ale pod kątem pasji, a nie portfela – i bezpiecznym klubem dla pasjonatów szeroko pojętego trailu. I tutaj przechodzimy do kwestii bezpieczeństwa, którą traktujemy bezkompromisowo.
Jak wygląda weryfikacja użytkowników i co oznacza „zweryfikowany przez UTMB”?
Grzegorz Korsak: To jest nasza technologiczna duma i fundament bezpieczeństwa, nad którym Mark spędził mnóstwo godzin. Każdy, kto rejestruje się na RunHarbour, przechodzi proces weryfikacji tożsamości poprzez unikalny algorytm zintegrowany z bazą danych UTMB Index. Oznacza to, że system sprawdza, czy dana osoba faktycznie posiada oficjalny profil biegacza, czy startowała w udokumentowanych biegach i czy jej dane są autentyczne. Jeśli profil przejdzie ten proces pomyślnie, użytkownik otrzymuje status „Zweryfikowany przez UTMB”. Dzięki temu gospodarz, otwierając komuś drzwi swojego domu, ma 100% pewności, że gości prawdziwego ultrasa, a nie anonimową osobę z internetu.
Jakie są plany rozwoju RunHarbour na najbliższe lata?
Grzegorz Korsak: Dopiero co przekroczyliśmy linię startu – oficjalnie ruszyły nasze social media i wystartowaliśmy z fazą otwartych testów, do których gorąco zapraszamy na www.runharbour.run! Na ten moment naszym celem na najbliższe miesiące jest zbudowanie bazy kilkuset aktywnych, zweryfikowanych użytkowników i zebranie od nich pierwszego feedbacku.
Zresztą, ideę RunHarbour testujemy w praktyce cały czas. Idealnie składa się tak, że w ten najbliższy weekend (30 maja) przyjeżdżają do mnie do Szkocji znajomi biegacze. Razem ruszamy na kultowe szlaki – biegniemy na Ben Nevis oraz trasę West Highland Challenge Race. Moja chatka zamienia się w taki mini-port RunHarbour. Będziemy biegać, gadać o ultra i wspólnie testować naszą aplikację w warunkach bojowych. To dla nas idealne, symboliczne otwarcie.
W kolejnych latach chcemy, aby RunHarbour stało się naturalnym odruchem dla każdego biegacza ultra na świecie: zapisujesz się na bieg w Chamonix, w Szwecji czy w Karkonoszach i zamiast na popularne portale rezerwacyjne, wchodzisz na RunHarbour sprawdzić, u kogo ze „swoich” możesz rzucić przepak. Chcemy rozwijać funkcje społecznościowe – wspólne treningi, carpooling na zawody i integrację lokalnych społeczności trailowych na całym świecie.
Czy nam się to uda? Nie wiem. Po drodze słyszałem też sceptyczne głosy – że to kosztowne, że wymaga ogromu pracy, marketingu itp. Na szczęście głosów wsparcia było o wiele, wiele więcej. Głęboko wierzę, że najlepsze projekty pochodzą z serca, nie z głowy. W głowie jest czysta kalkulacja: albo coś się opłaca, albo nie. Decyzja o stworzeniu RunHarbour zapadła w sercu – z czystej miłości do ludzi, biegania i gór.
Zdjęcie „otwarciowe” zostało wygenerowane przez sztuczną intelingencję

