9 sierpnia 2020 By POLSKIE DROGI, Slider With 668 Views

7 Days 7 Races | Katarzyna Winiarska, Marcin Kosterkiewicz, Ryszard Kosterkiewicz | Indywidualny Projekt Biegowy

273, 16 km z łącznymi przewyższeniami 14,184 m+. Tyle właśnie w ciągu siedmiu dni udało się pokonać rodzinnemu teamowi biegowemu, czyli Katarzynie Winiarskiej, Marcinowi Kosterkiewiczowi oraz Ryszardowi Kosterkiewiczowi w ramach projektu „7 Days 7 Races”.

——————————————-

7 Days 7 Races | Katarzyna Winiarska | Marcin Kosterkiewicz | Ryszard Kosterkiewicz | 9.08.2020 r.

Tekst: Ryszard Kosterkiewicz & Marcin Kosterkiewicz

Wpadam do domu po krótkim treningu z okrzykiem „Mam Karolina świetny pomysł, wiesz taki biegowy!!!”. „Znowu?? Już się boję!”, „Mówię Ci, jest mega, ale się zajarałem”. I w tym całym podnieceniu i dumy ze swojego intelektu dzwonię do Siostry, streszczam pomysł i pytam, czy jedzie. Chwila wahania… Podoba się. Cały tydzień w górach, różne trasy, pełno przygód. Jedzie.
Planuję to tak: Zamczyska Trail, Wielka Prehyba, Bieg Marduły, UTM 45, Salamandra Ultra Trail , Ultramaraton Karkonoski, Półmaraton Gór Stołowych. Liczę kilometraż i przewyższenia. Kurde, sporo tego. Czyli nie tylko przygoda, ale i solidne wyzwanie. Informuję mistrza supportu, czyli Tatę Ryszarda Kosterkiewicza. Jak usłyszał temat, to już nie było zmiłuj, też jedzie. No po prostu będzie mega wypad! Jeszcze logistyka spaniowa i można odliczać dni do startu. A termin to już moja klasyka, czyli 15 lipca, tak jak GSB i KGP. Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć i B , a ultra biegacz musi jeszcze mówić Z.

Dzień 1 | Zamczyska Trail

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: Pierwsze 20 km i 1000 metrów w pionie zaliczone, czyli Zamczyska Trail. A na zakończenie naturalna krioterapia w Taborze. Teraz kierunek Ochotnica i prawdziwe schody przed młodzieżą, czyli Bieg Marduły, Wielka Prehyba i Ultratrial Małopolska, a w prognozie pogody deszcz, burze i coś tam jeszcze…

Marcin Kosterkiewicz: To moja ulubiona trasa na Podkarpaciu, z tych krótszych. Uwielbiam ją, jej różnorodność, solidne podbiegi i fajne single. Pogodę mamy super i na spokojnie rozliczamy się z trasą w dobrym tempie. Porządny obiad i jedziemy do Ochotnicy, gdzie będziemy koczować przez trzy dni, z stamtąd mamy blisko na kolejne trasy.

Dzień 2 | Bieg Marduły

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: Bieg Marduły. 32 km, ponad 2 tys. m w pionie. Wstaliśmy bardzo wcześnie, żeby zdążyć przed prognozowaną burzą. Przed 8 rano młodzież była już na trasie. Miny bojowe, nastrój podobnie. Przelot przez Nosal szybki i gładki, pogoda wymarzona, chłodno, ale sucho. Potem było już trudniej, a od Karbu do Kasprowego zdrowo polało. A potem, na zbiegu przez Myślenickie Turnie do Kuźnic znowu pogoda jak marzenie. Ostatni podbieg od Kuźnic do Drogi nad Reglami i zbieg Doliną Białego do Zakopanego. Pojawiło się pierwsze zmęczenie, ale humor dopisuje. Pokazała się pierwsza krew, ale kontuzji i innych dolegliwości nie ma. I dobrze, bo ciągle jesteśmy na początku tej zabawy. Do półmetka, nie mówiąc o końcu jeszcze daleko…

Marcin Kosterkiewicz: Analiza pogody zmusza nas do szybszego zaatakowania Tatr i Biegu Marduły. Chcąc uniknąć załamania pogody na szlak wyruszamy wcześnie rano, pomimo dobrego tempa solidny deszcz łapie nas już na podejściu pod Karb i leje aż do Kasprowego. Później pogoda trochę odpuszcza i wytrzymuje, aż do końca trasy. Tatry to nie mój teren, za dużo skał, po których nie nawykłem biegać i skakać. Ale pomimo kiepskiej pogody, widoki mieliśmy przednie, a to jedna z tych rzeczy napędowych do szybkiego poruszania się po górskich szlakach. Było ekstra, były oscypki na mecie i będzie……

Dzień 3 | Wielka Prehyba

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: Wielka Prehyba. 43 km i prawie 2 tys. m w pionie. Pogoda zawiesista, ale padać zaczęło na poważnie jak już było po wszystkim. Dzień w sumie udany, szkoda tylko widoków, które tutaj w Beskidzie Sądeckim i Małych Pieninach są wyjątkowo piękne. Ale jeżeli nie widokami, to zawsze przecież można pozachwycać się leżącą… krową, albo stadem owiec. Myślami byliśmy także z tymi, którzy ostro walczyli w Lądku. Wiemy, że była mocna walka. Gratulujemy wyników…

Marcin Kosterkiewicz: Trasę z Katarzyną Winiarską znany bardzo dobrze, pogoda może nie nadzwyczajna, ale powiedzmy biegowa i taka właśnie tego dnia mocno biegowa jest moja Siostra. Ale miała dzień. A ja walczę z oscypkami dnia poprzedniego, spory zapas papieru się przydał. A ponieważ biegniemy wyzwaniowo-przygodowo, więc udaje mi się namówić moją torpedo-partnerkę na zupkę pomidorową. Wysyłamy życzenia do przyjaciół biegających w Lądku Zdrój i lecimy dalej. Trasa znana, ale zaskakuje nas spore błoto w Pieninach, muszę powiedzieć, że bardzo mnie ono tam zdziwiło, zwłaszcza w takiej konsystencji. Hmmm? Oj czuję jeszcze w nogach ostatni start na PANI MOGILE, no tak 30 km i blisko 2000 m+, dwa dni przed początkiem projektu mogą zostać w nogach na dłużej. Kiedyś puści. A w Szczawnicy oczywiście wita nas deszcz, no miało padać.

Dzień 4 | Ultratrail Małopolska

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: Sobotni ranek w Kasince Małej, start do biegu nr 4 – Ultratrail Małopolska, ok. 45 km i prawie 3 tys. m w pionie. Niedoceniany Beskid Wyspowy. Pogoda nadal zawiesista, ale… nie pada. Ma padać po południu. Nie zdradzamy tajemnic, ale wiele wskazuje na to, że młodzież nie będzie dziś sama na trasie…

To miał być prawdziwy sprawdzian i był, ale dzięki Justynie Mamali i Piotrowi Uznańskiemu, którzy dołączyli do młodzieży na 2/3 dystansu, czas i kilometry mijały chyba szybciej niż zwykle. To było trochę niespodziewane, ale jakże miłe towarzystwo. Nie po raz pierwszy i chyba nie ostatni… zresztą. Wielkie dzięki. A zapowiadana burza przeszła bokiem. Wisienką na torcie, z dużą dozą ironii i masochizmu, okazało się ostatnie 10 km trasy, czyli wejście (bo o biegu nie było mowy) i zejście z góry o nazwie Szczebel. Ponad 600 m w pionie, na 6 km, po usłanym ruchomymi kamieniami szlaku. To był długi, ciężki, ale pełen satysfakcji dzień. Teraz przed nami przeskok do Ustronia i schroniska pod Równicą, a na jutro zaplanowane rozprawienie się z Salamandrą. Półmetek za nami, powinno być „z górki”…?

Marcin Kosterkiewicz: Dzień niewiadomej, bo zupełnie nie wiemy, czego się spodziewać po tej trasie. Już pierwsze kilometry na podejściu pod Lubogoszcz pokazują, że będzie bardzo ciekawie. A na szczycie Lubogoszcza czekają na nas Przyjaciele Justyna Mamala i Piotr Uznański, z nimi pokonujemy kolejne kilometry, nawet większą część trasy. Super dzień, pomimo zmęczenia, w dobrym stanie udaje nam się dotrzeć do podnóża SZCZEBLA. Tam się żegnamy, napełniamy bidony, umawiamy się z Tatą, gdzie będzie czekał. Tylko te ich uśmieszki, o co chodzi z tym Szczeblem. „Chłońcie każdy metr tej góry” – rzuca Piotr.
No to pobiegliśmy chłonąć. Oczywiście musiało się rozpadać, ale podejście jest tak potężne i trudne, że nawet ściany Czantorii wydają się mało strome. Ale jazda, szybko zrozumieliśmy o co chodziło z tym Szczeblem!!! Yesssssssss. Właśnie tego oczekiwałem po tej wyprawie, nowego, ciekawego, poznania kolejnych biegowych tras, a że trasy zawodów są zazwyczaj bardzo wymagające, więc tym bardziej się cieszymy na to spotkanie. Szczebel zmęczył nas bardzo, zejście jest bardzo karkołomne, ale też naładował energią na kolejny dzień, a będzie ona bardzo potrzebna. Przed nami Wielka Czantoria.

Dzień 5 | Salamandra 50

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: Poranek na Równicy, a właściwie to pod Równicą. Ładowanie akumulatorów na ciężki dzień. Salamandra 50 czeka. 50 km i ponad 2,5 tys. m w pionie, z dwukrotną wizytą na Czantorii. To kolejny z biegów „niebiegany” przez młodzież wcześniej, więc wymagający dobrej nawigacji. A potem czeka nas jeszcze długi przelot do Szklarskiej Poręby. Pogoda – jak marzenie, ale po 15.00  ma oczywiście padać.

Start i meta w Dzięgielowie, obok zamku. Salamandra miała być groźna i była. Poza tym to już piąty bieg, dzień po dniu. Młodzież ma prawo być zmęczona, ale humory dopisują, szczególnie na starcie. Trasa biegu do najładniejszych nie należy. Nie wiadomo, o co chodziło jej twórcom, ale raczej nie o to, żeby startujący zawodnicy oprócz zmęczenia mieli także dużą dawkę pozytywnych odczuć estetycznych. Bieg do zaliczenia, ale raczej nie do powtórzenia. Wrażenia estetyczne, które przecież potęgują radość biegania, trzeba więc odłożyć na jutro. No bo jutro w planie Ultramaraton Karkonoski. Najdłuższy bieg w zestawie przygotowanym przez Marcina. Też jeszcze nie biegany przez młodzież. Ale najpierw trzeba dojechać do Szklarskiej Poręby. Przed nami ponad 350-kilometrowy przelot …

Marcin Kosterkiewicz: Dzięki Tacie zaraz po UTM szybko udaje nam się przenieść do Ustronia i do Gościńca na Równicy. To pierwsze schronisko na GSB powinno być dopieszczone, ale niestety czystość i higiena tego miejsca pozostawia wiele do życzenia. Oj słabo. Mimo wszystko, noc w miarę dobra, aczkolwiek ciężko jest zasnąć na zmęczeniu i rano chęci do kolejnego solidnego biegania brak. Dobra ciśniemy, to przecież Czantoria, ale ku naszemu zaskoczeniu, bo trasy nie znamy, pierwsza część prowadzi po krzakach, trawach wyższych ode mnie i niestety Barszczu Sosnowskiego, z którym Kasia miała, na szczęście delikatne spotkanie. Bąble z ropą pojawią się dopiero w domu. Jesteśmy zniechęceni, zmęczeni, a tu jeszcze nic ciekawego. Można złapać trochę tchu na pierwszym podejściu po Czantorię, bo na szczycie czeka niezawodny Tato z pełnym bufetem. Za jakiś czas znowu się spotkamy. Biegnąc przez niezbyt ciekawe miejsca docieramy znowu do podnóża stoku narciarskiego na Czantorii. Znam to, aż za dobrze. Oj jak fajnie, że na szczycie jest Tato. Ładujemy akumulatory na ostatnią część trasy i znowu się srodze zawodzimy, wracamy znowu w krzaki, pokrzywy i chaszcze. Moje nogi to jeden wielki swędzący bąbel. W naszym odczuciu trasa zrobiona trochę na siłę, oczywiście fizycznie bardzo ciężka, ale czy tylko o zgnojenie tu chodzi? Od tego jest Piekło Czantorii. Jesteśmy wszyscy bardzo zmęczeni, a jeszcze czeka nas długi transfer do Szklarskiej Poręby, a tam super schronisko młodzieżowe „WOJTEK” , skromnie, ale czysto jak w domu, idealne miejsce na krótką i niedrogą wizytę. No i cudowne Karkonosze.

Dzień 6 | Ultramaraton Karkonoski

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: Młodzież dała mi dzień wolny, więc wykorzystałem go tak jak lubię. Na wycieczkę z Jakuszyc na Halę Izerską, do Chatki Górzystów, gdzie dają przesmaczne naleśniki biszkoptowe z twarożkiem i jagodami. I to jest właśnie to, co warte jest każdej podróży i każdego wysiłku. Przynajmniej dla mnie. Mała rzecz, a tak bardzo cieszy.
I pewnie podobne naleśniki można zrobić samemu, bo pod względem kulinarnym to nic wielkiego i tajemniczego, ale miejsca, gdzie je podają, całego otoczenia, widoków, powietrza, zapachów i wiatru skopiować się nie da. I nie da się tego nawet opowiedzieć. Kto był na Hali Izerskiej ten wie, o czym mówię. Kto nie był, szczerze polecam. O każdej porze roku – pieszo, rowerem lub na nartach biegowych. Można tam także dojechać autem, ale zmotoryzowanych w Chatce Górzystów nie… obsługują.

Ultramaraton Karkonoski. Miało być 57, 5 km oraz 2340 m w pionie. Garmin Marcina zmierzył nieco ponad 60 km i 2,5 tys. m w pionie. O samym biegu za dużo nie opowiem, musi to zrobić Marcin, choć całą trasę znam bardzo dobrze. Kasia wystartowała razem z Marcinem, ale akurat rozprawiałem się z super naleśnikiem w Chatce Górzystów, gdy zadzwoniła, że niestety musiała zakończyć dzisiejszą przygodę w Śnieżnych Kotłach. Przyczep ścięgna Achillesa dał znać o sobie silnym bólem, a ponieważ za 10 dni w planie jest prawdziwe ściganie w Gorcach, rozsądek nakazał skrócić dzisiejszy bieg do dystansu półmaratonu. Marcin pobiegł więc dalej sam i co widział i jadł w schroniskach, to jego. A jak tylko skończył, to oczywiście lunęło z nieba i to mocno. I niestety jutro, już ostatni dzień biegowej przygody. W bardzo lubianych przez nas wszystkich Górach Stołowych. Nie wiem jak młodzieży, ale mnie będzie smutno, że to już koniec… no, ale Marcin na pewno znowu coś wymyśli…, jak nie w tym, to w przyszłym roku.

Marcin Kosterkiewicz: Cieszymy się na te kolejne kilometry, wiemy, że nam wynagrodzą trudny poprzedniego dnia, bo takich cudownych miejsc jak właśnie tam i w pięknej pogodzie, bardzo nam brakowało. Ale… zawsze musi być jakieś ale, już na pierwszym podejściu do Śnieżnych Kotłów Kasię bardzo boli przyczep Achillesa w okolicach pięty, bardzo cierpi. Na górze podejmujemy decyzję, że zejdzie z powrotem, a ja będę próbował zrobić trasę do końca. Siostra ma za 1,5 tygodnia start w Gorcach 100 km i szkoda się kontuzjować, musi odpocząć. Zostaję sam. Jest mi dziwnie, bo przez ostanie dni byliśmy cały czas razem, a tu nagle mi jej brakuje. Smuci mnie to, ale też chcę zobaczyć całą tę trasę i wciągnąć wszystkie widoki, no i oczywiście Śnieżkę. Na tym etapie bardzo bolą mnie pięty, zwłaszcza w napieraniu po górę, ale zaciskam zęby i daję mega moc pod Śnieżkę, gdzie wykręcam swój PR !!!! Trochę zdjęć i trzeba gnać z powrotem. Lodami i kolą w Domu Śląskim ładuję akumulatory i cisnę dalej. Solidny głód dopada mnie w Odrodzeniu, gdzie pochłaniam najlepszą w tym tygodniu „pomidorówkę”. Cudem udaje mi się uniknąć oberwania chmury pod Szrenicą. Cały i zdrowy docieram do Szklarskiej. Leje deszcz, ale nie on mnie martwi a pięty, bolą potwornie. Jeszcze tylko trochę……

Dzień 7 | Supermaraton Gór Stołowych

——————————————–

Ryszard Kosterkiewicz: To już ostatni dzień naszej wakacyjnej zabawy, ale za to jaki… Rano pożegnaliśmy Szklarską Porębę i schronisko młodzieżowe „Wojtek”, które szczerze polecamy dla nie wymagających zbyt wielu gwiazdek. Dwugodzinny przelot do Karłowa i młodzież ruszyła na trasę półmaratonu, a ja im na spotkanie, na ‚końcu świata, czyli przy schronisku Pasterka, którym przez kilka lat zarządzał Piotr Hercog. Na zakończenie zostawiliśmy sobie prawdziwą wisienkę na biegowym torcie. Trasę nie najdłuższą, ale bardzo piękną i technicznie wymagającą. Nie bez przyczyny Kasia wraca tutaj od pięciu lat, co roku, startując z sukcesami na dystansie Supermaratonu Gór Stołowych (od 50 do 54 km). Oryginalnie trasa biegnie po obu stronach granicy polsko-czeskiej, a jedynie w tym roku z powodów koronawirusowych została ograniczona do polskiej części, urozmaiconej Radkowskimi Skałami i Skalnymi Grzybami. Dziś, ponieważ do domu droga daleka, młodzież wybrała trasę krótszą, ale za to z zakończeniem na, prawdopodobnie najpiękniejszej mecie świata, czyli na szczycie Szczelińca Wielkiego, na który wiedzie ponad sześćset wykutych w skale stopni. Sądząc po ilości samochodów parkujących w Karłowie, na Szczelińcu będą tłumy, ale na pewno nie zabiorą nam wszystkich widoków i radości, do której i tak dostępu nie mają…

Marcin Kosterkiewicz:  Nie wiem co jest, ale w Górach Stołowych biega mi się zawsze świetnie. Jest pogoda, jest Kasia, będzie Tato na Szczelińcu i super finał projekto-wyzwania. Oczywiście nie byłbym sobą i walę full gaz po schodach na Szczeliniec Wielki, mam swój PR. Jesteśmy w komplecie na mecie!

W ciągu 7 dni przebiegliśmy 273,16 km | 14,184 m+

—————————————————————————————————

Zainspiruj innych! Podziel się pomysłem na Indywidualny Projekt Biegowy! (I.P.B.).

Indywidualny Projekt Biegowy to akcja portalu www.runandtravel.pl.  Prezentujemy Wasze projekty, wyzwania i biegowe wycieczki. Szczegóły akcji >> TU

Chcesz podzielić się swoim pomysłem na Indywidualny Projekt Biegowy?
A może zrealizowałeś już Indywidualny Projekt Biegowy i chcesz zainspirować innych?

Szlak 25-lecia PTTK Katowice | Marek Bogdoł & Tomasz Konieczny

Główny Szlak Warmiński 237 km | Krzysztof Mańkowski i Łukasz Kulicki

100 km na Głównym Szlaku Warmińskim | Grzegorz Baran i Piotr Ferszt

Główny Szlak Beskidzki | Zbigniew Mamla

Beskidy Ultra Trail | Paweł Szarf

Szklarska – Wałbrzych | Gosia Łobuz i Jarek Czarny

FKT | Czerwona Pętla 2 Szlak Okrężny wokół Łodzi | Piotr Pazdej

FKT | Główny Szlak Kampinoski | Jam Niezależny vel Piotr Perkowski

73 km przez Tatry | Paweł Mielczarek

Biegowa Korona Gór Polski | Radosław Nowocin

Ultramaraton Jaga-Kora | Kamil Kardach

Dookoła Jeziora | Mariusz Bartkowski

Główny Szlak Sudecki #biegiemdlalenki | Piotr Stańczak

Główny Szlak Sudecki solo i w duecie | Jarosław Haczyk

FKT Unsuportted | Niebieski Szlak z Odrzykonia do Dębicy | Gniewomir Skrzysiński

Swanetia 2020. Gruzja | Łukasz Zwoliński

Rekonesans trasy UltraKotlina 30 | Paweł Wiśniewski

Dwie Kotliny | Michał Drozd

Główny Szlak Świętokrzyski | Michał Grabarz

FKT Niebieskim Szlakiem z Odrzykonia do Dębicy | Gniewomir Skrzysiński

Run Wisła 2020 | Michael Nowicki

FKT na Niebieskim Szlaku Tarnów – Wielki Rogacz | Piotr Uznański

Szlak Wygasłych Wulkanów | Marcin Szczukiewicz

Podbiegi i zbiegi. Wycieczka biegowa w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą | Aneta Ściuba

Szczyt za Szczytem | 33 szczyty w Karpatach i Sudetach | Anna Szloser | Joanna Mostowska | Mariusz Bartosiński

FKT na Szlaku Orlich Gniazd | Andrzej „Meloniq” Piotrowski

Z Myślenic  na Kudłacze | Mirek Urban

Z Zermatt na szczyt Breithorn | Marek Glanowski

Tomek Nowak | 100 miles of Jura

Najdłuższy duathlon w historii | WYWIAD | Adrian Kostera

———————————————————————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *