8 października 2020 By POLSKIE DROGI, Slider With 286 Views

Szczyt za szczytem, czyli 33 szczyty w 110 godzin!

„Fajnie jest rywalizować i ścigać się na zawodach, ale jeszcze lepiej jest ze sobą współpracować. Stworzyliśmy drużynę, która razem może góry przenosić.” O przenoszeniu gór, w dokładnie 33 szczytów, opowiadają Joanna Mostowska, Anna Czarna i Mariusz Bartosiński, którzy w lipcu zrealizowali #IndywidualnyProjektBiegowy „Szczyt za szczytem”.

—————————————————————————————————-

8.09.2020 r.

20 lipca 2020 roku punktualnie o 8.00 swój projekt pt. „Szczyt za Szczytem” rozpoczęła trójka przyjaciół – Joanna Mostowska, Anna Czarna i Mariusz Bartosiński. Projekt zakończyli po 110 godzinach, mając zaliczone 33 szczyty!

Monika Bartnik: Jak narodził się pomysł na realizację projektu „Szczyt za Szczytem”? Czy to było wasze pierwsze wspólne „biegowe przedsięwzięcie”?

Asia: Na pomysł projektu biegowego wpadli Mariusz z Anią jesienią zeszłego roku. Następnie zaprosili mnie do niego. Już we trójkę planowaliśmy, co dokładnie zrobimy, bo pomysłów było kilka. Ostatecznie, odchodząc od utartych pomysłów, postanowiliśmy wytyczyć własny szlak i stworzyć własną listę szczytów.
Był to nasz pierwszy wspólny projekt w takim składzie, jednak znaliśmy się wcześniej z wyjazdów biegowych, wspólnych zawodów i treningów.

MB: Jak wyglądały wasze przygotowania treningowe do realizacji projektu? Czy wszystkie odcinki trasy były wam wcześniej znane czy też były miejsca, w których pojawiliście się po raz pierwszy? Czy mieliście okazję zrobić np. chociaż częściowy rekonesans trasy?

Asia: Nasze przygotowania do projektu w dużym stopniu zaburzyła epidemia. Jak większość biegaczy, musieliśmy ćwiczyć w domu i biegać indywidualnie, zgodnie z wytycznymi. Każde z nas jednak zdążyło „zaliczyć” treningowo, we własnym zakresie kilka szczytów z naszej listy. Wspólnie wybraliśmy się na Ślężę wkrótce przed projektem. Dla każdego z nas większość szczytów była już dobrze znana. Chyba nie było takiego odcinka, na którym nie byłoby wcześniej kogoś z ekipy.

MB: Zakładaliście pokonanie 33 szczytów poniżej 100 godzin. Ostatecznie udało się Wam to zrobić w 110 godzin. Czy liczył się dla was czas czy tak naprawdę wartość miała już sama realizacja projektu?

Asia: Zdajemy sobie sprawę z tego, że 100 godzin to był dość ambitny plan. Niestety, mieliśmy opóźnienia. Część była niezależna od nas (objazdy, wypadki na drogach itp.). Wydłużenie czasu wynikało jednak głównie ze zbyt długiego czasu spędzanego przy przepakowywaniu się, przebieraniu itd. Zmęczenie narastało, robiliśmy się wolniejsi. Każde 5 minut dłuższego postoju zbierało się w kolejne godziny, których potem nie mieliśmy już szans nadrobić.
Mariusz: Projekt sam w sobie był dla nas bardzo istotny, co nie znaczy, że czas, jaki mieliśmy na zrealizowanie całego przedsięwzięcia był sprawą drugorzędną.
Asia: Uważamy jednak, że najważniejszą wartością projektu było ukończenie trasy i wszystkich szczytów przez nas wszystkich. Dotarliśmy do mety razem, w zdrowiu i w świetnej atmosferze. I to jest nasz największy sukces. Zachęcamy wszystkich, aby próbowali powtórzyć naszą trasę. Złamanie 100 godzin jest na pewno możliwe.

fot. Paulina Bartosińska

MB: 33 szczyty w 110 godzin. Który szczyt i która godzina okazały się dla Was najtrudniejsze? Co jeszcze podczas realizacji projektu sprawiło Wam na trasie trudność? Co było dla was największym wyzwaniem?

Asia: Nie było jednego najtrudniejszego momentu lub najtrudniejszej godziny. Każda osoba zmagała się ze swoimi kryzysami w innym czasie.
Mariusz: Dla mnie najtrudniejsze było ruszenie po odpoczynku i krótkich drzemkach.

Asia: Mariusz początkowo powłóczył nogami i naprawdę słabo wyglądał. Natomiast po jakimś czasie widać było, że mógłby biec godzinami już bez przerwy. Nie miał problemów z żadnym konkretnym szczytem ani porą dnia. Ponadto, zagadką była kontuzja Mariusza. Każdy kolejny szczyt traktował jako sukces, bo nie wiadomo było, na ile ta kontuzja pozwoli.

Asia: Dla mnie najtrudniejsze były pierwsze szczyty. Potrzebowałam dwóch dni, żeby się na dobre rozkręcić z projektem. Potem było już jej coraz łatwiej.

Ania: Ja z kolei starałam się trzymać równe tempo od pierwszego szczytu. Najlepszą dla mnie porą dnia na bieganie okazała się noc, z żadną trasą i szczytem po zmroku nie miałam większych problemów. Ku mojemu zdziwieniu najtrudniejszym wierzchołkiem okazał się Czupel, tego dnia bardzo bolało mnie przewiane gardło i mało jadłam, dopiero na górze nadrobiłam kalorie i energia wróciła.

Asia: Cała ekipa nie dopilnowała kwestii odżywiania. Mieliśmy trochę za mało konkretnych posiłków. Mieliśmy również za mało czasu, żeby gotować, przygotowywać jedzenie czy choćby pójść do sklepu. W tej kwestii na pewno mamy sporo do poprawy!

MB: Jak radziliście sobie z kryzysami?

Asia: Jak tylko się dało, staraliśmy się wspierać nawzajem. Drobne gesty, takie jak wyciąganie sobie kijków z plecaka, były ułatwieniem nawet nie tyle technicznym, co wsparciem duchowym. Podczas kryzysów staraliśmy się dostosować tempo do najwolniejszej osoby. Każdy jednak czuł się zmotywowany (ale nie pod presją!), żeby nie hamować reszty. Dlatego staraliśmy się mieć kryzysy jak najkrócej.

MB: Jak wyglądał wasz odpoczynek pomiędzy poszczególnymi odcinkami biegu? Czy w ogóle da się odpocząć w trakcie realizacji takiego projektu?

Asia: Po zbiegu z każdego szczytu wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy dalej. Przejazdy pomiędzy szczytami zajmowały czasem 10 minut, czasem (choć rzadko) 3 godziny. Większość odcinków zajmowała około 30-60 minut. Był to czas, żeby coś przekąsić, uzupełnić zapasy w plecakach, czasem – przebrać się, a zwykle – choć chwilę się zdrzemnąć. Wbrew pozorom nawet 10 minut przeznaczonego na sen potrafi zdziałać cuda. Oczywiście, po całym projekcie byliśmy zmęczeni. Jednak odcinki pomiędzy pasmami górskimi pozwalały na regenerację.

fot. Paulina Bartosińska

MB: Które odcinki trasy zrobiły na was największe wrażenie? W jakie miejsca chętnie wrócilibyście po raz kolejny, gdzie zatrzymalibyście się na dłużej? Co was najbardziej zachwyciło?

Asia: Większość odcinków, które pokonaliśmy jest krajobrazowo po prostu fantastyczna. Najbardziej malownicze były oczywiście wschody i zachody słońca. Na przepiękny zachód trafiliśmy na Śnieżniku oraz na Radziejowej. Wielokrotnie doświadczyliśmy również pięknego, rozgwieżdżonego nieba m.in. podczas wejścia na Skrzyczne niebo było wyjątkowe, a w drodze na Wielką Raczę obserwowaliśmy Jowisz. Przeżyciem było również popołudniowe spotkanie ze stadem kozic na Starorobociańskim Wierchu.

Mariusz: Każdy ze szczytów miał swój urok; każdy ze szczytów był sam w sobie inny – niepowtarzalny.

Asia: Wielokrotnie żałowaliśmy, że jesteśmy w biegu. W zasadzie to całość trasy jest do powtórki, ale bez pośpiechu.

Ania: Trochę brakowało nam czasu na zwykłe pogapienie się w gwiazdy.

MB: Trudno biega się w parze, każdy jednak ma nieco inne tempo, każdy w innym czasie może mieć swoje kryzysy. Wydaje się, że jeszcze trudniej biega się w trójkę 🙂 Jak udało się wam zgrać na trasie? Czy rzeczywiście podczas realizacji takiego projektu bieg w trójkę jest dodatkowym wyzwaniem?

Asia: Faktycznie każdy z nas miał inne tempo, w innych momentach kryzysy, różne ograniczenia. Baliśmy się przed wyjazdem, że nie uda nam się zgrać. Wiele spraw przedyskutowaliśmy przed projektem. Takich jak w jaki sposób się motywować, kto się czego boi, co zrobimy w przypadku kontuzji czy złego samopoczucia jednego z uczestników. Udało nam się zgrać – i to naprawdę bardzo fajnie.

MB: Projekt realizowaliście z supportem. Jak wyglądało to wsparcie w praktyce?
Ania: Naszym supportem były dwie dziewczyny – Paulina Bartosińska i Paulina Kocot. Obie prowadziły nasz „Szczytobus”, pomagały nam przygotowywać posiłki, uzupełniać wodę, dodatkowo Paulina B. robiła nam również świetne zdjęcia. Naszym zdaniem to support miał najtrudniejsze zadania, my mieliśmy tylko biegać, jeść i czasem zamknąć oczy na drzemkę. Dziewczyny w czasie naszego zdobywania szczytów musiały ogarniać nasze i swoje jedzenie, wyspać się przed kolejnym etapem prowadzenia auta, przerwy na ich odpoczynek zmniejszały się wraz ze zbliżaniem projektu do finału.

fot. Paulina Bartosińska

MB: A na koniec tak bardziej filozoficznie 🙂 Co Wam dał Szczyt za Szczytem? Czego was nauczył? Co każde z Was z realizacji tego projektu wyniosło dla siebie?

Asia: Chociaż miałam za sobą samotny bieg Głównym Szlakiem Beskidzkim, projektu Szczyt za Szczytem bałam się bardzo, bo nie chciałam zawieść ekipy. Miałam oczywiście momenty kryzysowe, ale dałam radę. Daliśmy radę. Bo to była praca zespołowa. Poczułam, że jestem w stanie zrobić jeszcze więcej. I pomimo nieco samotniczej natury zobaczyłam, że w grupie siła.

Mariusz:  Nowym cennym doświadczeniem, które zdobyłem podczas projektu „Szczyt za Szczytem” było połączenie naszych swoistych silnych osobowości. Realizując nasze przedsięwzięcie udowodniłem sobie, że jeśli wszystko dobrze się zaplanuje każdy cel jest do osiągnięcia.

Ania: Od samego pomysłu, przez szereg przygotowań, ustaleń, treningów, sesji zdjęciowych, poprzez samo pokonywanie trasy i zdobywanie kolejnych szczytów z projektu, a następnie podczas finału na Ślęży aż do spontanicznej imprezy w Warszawie, zobaczyłam jaka wielka siła drzemie w zespole. Dodam w zgranym zespole, który tworzą trzy mocne charaktery. Fajnie jest rywalizować i ścigać się na zawodach, ale jeszcze lepiej jest ze sobą współpracować. Myślę że stworzyliśmy drużynę, która razem może góry przenosić.

MB: Czy macie w planach kolejne projekty, które chcielibyście zrealizować w takim trójkowym składzie?
Ania: Mocno myślimy o tym. Mamy już coś na oku. Szczegóły wkrótce.

fot. Paulina Bartosińska

————————————————————————–

Zainspiruj innych! Podziel się pomysłem na Indywidualny Projekt Biegowy! (I.P.B.).

Indywidualny Projekt Biegowy to akcja portalu www.runandtravel.pl.  Prezentujemy Wasze projekty, wyzwania i biegowe wycieczki. Szczegóły akcji >> TU

Chcesz podzielić się swoim pomysłem na Indywidualny Projekt Biegowy?
A może zrealizowałeś już Indywidualny Projekt Biegowy i chcesz zainspirować innych?

Przejście Małego Szlaku Beskidzkiego  | Joanna Kurek

FKT na Szlaku Twierdzy Kraków | Łukasz Piątkiewicz i Tomasz Porzycki

7 Days 7 Races | Katarzyna Winiarska, Marcin Kosterkiewicz, Ryszard Kosterkiewicz

 Z Warszawy do Częstochowy | Mariusz Myśliwiec

Szlak 25-lecia PTTK Katowice | Marek Bogdoł & Tomasz Konieczny

Główny Szlak Warmiński 237 km | Krzysztof Mańkowski i Łukasz Kulicki

100 km na Głównym Szlaku Warmińskim | Grzegorz Baran i Piotr Ferszt

Główny Szlak Beskidzki | Zbigniew Mamla

Beskidy Ultra Trail | Paweł Szarf

Szklarska – Wałbrzych | Gosia Łobuz i Jarek Czarny

FKT | Czerwona Pętla 2 Szlak Okrężny wokół Łodzi | Piotr Pazdej

FKT | Główny Szlak Kampinoski | Jam Niezależny vel Piotr Perkowski

73 km przez Tatry | Paweł Mielczarek

Biegowa Korona Gór Polski | Radosław Nowocin

Ultramaraton Jaga-Kora | Kamil Kardach

Dookoła Jeziora | Mariusz Bartkowski

Główny Szlak Sudecki #biegiemdlalenki | Piotr Stańczak

Główny Szlak Sudecki solo i w duecie | Jarosław Haczyk

FKT Unsuportted | Niebieski Szlak z Odrzykonia do Dębicy | Gniewomir Skrzysiński

Swanetia 2020. Gruzja | Łukasz Zwoliński

Rekonesans trasy UltraKotlina 30 | Paweł Wiśniewski

Dwie Kotliny | Michał Drozd

Główny Szlak Świętokrzyski | Michał Grabarz

FKT Niebieskim Szlakiem z Odrzykonia do Dębicy | Gniewomir Skrzysiński

Run Wisła 2020 | Michael Nowicki

FKT na Niebieskim Szlaku Tarnów – Wielki Rogacz | Piotr Uznański

Szlak Wygasłych Wulkanów | Marcin Szczukiewicz

Mały Szlak Beskidzki | Szymon Wolek

Podbiegi i zbiegi. Wycieczka biegowa w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą | Aneta Ściuba

Szczyt za Szczytem | 33 szczyty w Karpatach i Sudetach | Anna Szloser | Joanna Mostowska | Mariusz Bartosiński

FKT na Szlaku Orlich Gniazd | Andrzej „Meloniq” Piotrowski

Z Myślenic  na Kudłacze | Mirek Urban

Z Zermatt na szczyt Breithorn | Marek Glanowski

Tomek Nowak | 100 miles of Jura

Najdłuższy duathlon w historii | WYWIAD | Adrian Kostera

———————————————————————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *